<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932</id><updated>2012-01-25T12:30:34.901+01:00</updated><category term='BC'/><category term='alpinizm'/><category term='muaythai'/><category term='Kanada'/><category term='surfing'/><category term='malezja'/><category term='wspinanie'/><category term='usa'/><category term='utmb'/><category term='trening'/><category term='filipiny'/><category term='australia'/><category term='mtb'/><category term='kambodża'/><category term='laos'/><category term='tajlandia'/><category term='yukon'/><category term='biegówki'/><category term='hawaje'/><category term='myanmar'/><category term='alaska'/><category term='góry'/><category term='nurkowanie'/><category term='spływ'/><category term='california'/><category term='kitesurfing'/><category term='ultra'/><category term='bieganie'/><category term='zawody'/><title type='text'>Poco Loco magisterkowalski</title><subtitle type='html'>góry, wspinanie, bieganie, ultramaratony, rajdy przygodowe, podróże, wyprawy, przygoda i wszelka extrema:) Po prostu Poco Loco</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>124</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5949346550720389068</id><published>2012-01-22T13:41:00.002+01:00</published><updated>2012-01-22T13:42:19.953+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trening'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biegówki'/><title type='text'>Cross Country</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-59L3OEe-mqM/TxwCqvh0R0I/AAAAAAAAG1E/XPv9uutjaiw/s1600/20120106304.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-59L3OEe-mqM/TxwCqvh0R0I/AAAAAAAAG1E/XPv9uutjaiw/s320/20120106304.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Przede mną widzę niewyraźną sylwetkę człowieka. mimo tego, że jest raptem kilkanaście metrów ode mnie co chwila gubię ją z oczu w zamieci śnieżnej. przymrużam powieki i próbuję skupić wzrok na wynurzających się ze śniegu budynków. czy biegliśmy na tyle długo, żeby trafić na polarną stację badawczą? Tak przynajmniej to wygląda. Na chwilę przenoszę się do książki "Moje bieguny" i razem z Kamińskim pokonuje ostatnie metry przez zastrugi. Teraz już jestem pewny, że chce zdobyć biegun południowy. Krok pierwszy wykonany - nauka jazdy na nartach biegowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w długi weekend styczniowy załadowałem się do samochodu zarządzanego przez Łasucha, zmierzającego do Jakuszyc, polskiej stolicy narciarstwa biegowego. Właściwie Jakuszyce są jedynym miejscem w Polsce, gdzie trasy są tak długie, a przede wszystkim przygotowane. Nauka jazdy na biegówkach to był mój cel już od kilku lat. Nigdy jakoś nie było "po drodze". Albo zimę spędzałem gdzieś gdzie nie ma śniegu, a jak już byłem w cały w śniegu to nart nie było w okolicy. Wreszcie się jednak udało. Dodatkową motywacją był zbliżający się start &lt;a href="http://www.zima_2012.team360.pl/"&gt;w rajdzie 360 stopni&lt;/a&gt; na długiej, 400 km trasie. Miał być tam 40km etap nart biegowych więc pomyślałem, że wypadało by umieć na nich jeździć;) Koniec końców mój i Agi start na trasie długiej nie wypali, gdyż nasz czteroosobowy team się rozpadł zanim w ogóle został stworzony...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem lekkie obawy przed pierwsza jazdą na biegówkach, straszony przez wszystkich, że będę się tylko wywalał, że wszystkie mięśnie mnie będą bolały i że ciężko na maksa. Tymczasem pierwsze kilka kroków upewniło mnie w tym, że to jest coś na co od dawna czekałem! Pracują wszystkie mięśnie, liczy się siła, technika i koordynacja. Wręcz żałuje, że nie wziąłem się za to kilka lat wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogoda nas nie rozpieszcza. Wieje, jest dosyć zimno. Na szczęście biegnąc emituje się tyle energii, że czasem mam wrażenie, że mógłbym się rozebrać do podkoszulka! Przechodzimy na zasypaną stronę czeską. Teraz już nie biegniemy, ale przekopujemy się przez świeży śnieg. Wychodzimy na jakieś wypłaszczenie, wiatr się wzmaga, nie widzę nikogo przed ani za sobą. Docieramy do polarnej stacji badawczej "Izerka".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszego dnia zrobiliśmy 30km. Drugiego 26km docierając do zawianej Chatki Górzystów. W powrotnej drodze spotykam Irka Walugę, człowieka o żelaznej łydce &amp;nbsp;z którym znam się jeszcze z czasów gdy wspinałem się rekreacyjnie na katowickim AWF, czyli dawno temu. Oboje na Outdoormanie w 2003 roku zaczynaliśmy przygodę z adventure racing. Tyle, że ja wtedy startowałem w polarze 300 i butach trekkingowych wycofując się w połowie, a on je chyba od razu wygrał;) Trzeci dzień to już rekreacyjne 15km i głównie doskonalenie techniki przy bólu nóg i rąk.Wieczory spędzamy na wspominkach rajdowych przy piwie.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-S_gAGFpmaLY/TxwD6U6Xg8I/AAAAAAAAG1U/eMEpcd-WdfA/s1600/08012012%2528001%2529.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-S_gAGFpmaLY/TxwD6U6Xg8I/AAAAAAAAG1U/eMEpcd-WdfA/s320/08012012%2528001%2529.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te 3 dni nart biegowych utwierdziły mnie w dwóch rzeczach. Za rok zaczynam startować w zawodach skialpinistycznych. A za dwa, albo trzy idę na biegun południowy. Nie żartuję:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. zdjęcie pozowane;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5949346550720389068?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5949346550720389068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2012/01/cross-country.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5949346550720389068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5949346550720389068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2012/01/cross-country.html' title='Cross Country'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-59L3OEe-mqM/TxwCqvh0R0I/AAAAAAAAG1E/XPv9uutjaiw/s72-c/20120106304.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total><georss:featurename>Jakuszyce, 58-580 Szklarska Poręba, Polska</georss:featurename><georss:point>50.8193911 15.4385625</georss:point><georss:box>50.8093596 15.4188215 50.829422599999994 15.4583035</georss:box></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-1234199694470968373</id><published>2012-01-03T20:14:00.000+01:00</published><updated>2012-01-12T20:20:02.747+01:00</updated><title type='text'>Faith no more</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-fHOTf7dLP6U/Tw8sF9S7v7I/AAAAAAAAG04/xvPo2uXQ5cM/s1600/sylwek2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-fHOTf7dLP6U/Tw8sF9S7v7I/AAAAAAAAG04/xvPo2uXQ5cM/s320/sylwek2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;od prawej: szalony kapelusznik, DJ clown oraz legendarny człowiek lasu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;"That's why I'm easy, I'm easy like sunday morning!yeeeeaaah"&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Kilka lat temu śpiewaliśmy tę piosenkę leżąc do góry brzuchem i trawiąc kotlety mielone i kilka szklanek kompotu czekając na kolejne zajęcia Obozu w Sierakowie. I-wszy rok studiów. &amp;nbsp;Eh, to były czasy. Co gorsza okazuje się, że było to już... 7 lat temu.!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Teraz w podobnym składzie tylko trochę innym przebraniu śpiewamy tę samą piosenkę trawiąc na balu Sylwestrowym 2012 roladki i odrobinę wódeczki. Chciałoby się rzecz: po siedmiu latach, zrealizowanych planach, ustabilizowaniu się, założeniu rodziny, z żonami i dziećmi spotykamy się znowu. Prawda jest jednak z goła inna. Bowiem nie zmieniło się prawie nic:) I o ile w zeszłym roku po&amp;nbsp;&lt;a href="http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/01/sylwester-starych-ludzi.html"&gt;"Sylwestrze starych ludzi"&lt;/a&gt;&amp;nbsp;post zalatywał deprechą, o tyle tym razem wydźwięk powinien pozostać pozytywny. Jednak się wcale nie zestarzeliśmy, co gorsza wygląda na to, że jesteśmy wiecznie młodzi:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Poprzedni rok to zbieg różnych szczęśliwych zbiegów okoliczności. Wygląda na to, że ów 2011 ukierunkował moją przyszłość: profesjonalną, ale przede wszystkim emocjonalną;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Nadchodzący rok zapowiada się, że będzie decydującym, pod każdym względem, okresem mojej egzystencji. To co się w nim wydarzy, wpłynie na całe moje przyszłe-dorosłe już życie. Oby pozytywnie. I tego Wam wszystkim życzę!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-1234199694470968373?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/1234199694470968373/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2012/01/od-prawej-szalony-kapelusznik-dj-clown.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1234199694470968373'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1234199694470968373'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2012/01/od-prawej-szalony-kapelusznik-dj-clown.html' title='Faith no more'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-fHOTf7dLP6U/Tw8sF9S7v7I/AAAAAAAAG04/xvPo2uXQ5cM/s72-c/sylwek2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-744431098705132651</id><published>2011-12-12T19:10:00.000+01:00</published><updated>2012-01-12T20:16:14.944+01:00</updated><title type='text'>Zobaczyć Miedwie... i wrócić</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6mynHBQhUb4/Tw8gCX7zWNI/AAAAAAAAG0o/vjr7Ti78FpI/s1600/20111210293.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-6mynHBQhUb4/Tw8gCX7zWNI/AAAAAAAAG0o/vjr7Ti78FpI/s320/20111210293.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;co takiego jest w tej wodzie, że możnasię w nią wpatrywać bez większego sensu i wcale się to nienudzi? Kiedyś w Family Guy był taki odcinek gdzie była wstawka natemat tego „że nie ma takiego problemu, którego nie da sięrozwiązać wpatrując się w taflę jeziora”:)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Zostałem zaproszony do StargarduSzczecińskiego na &lt;a href="http://www.pasja.trudy.pl/"&gt;festiwal Pasja&lt;/a&gt; organizowany przez WojtkaWieczorka. Całkiem fajne miasteczko i jeszcze fajniejsi ludzie.Byłem tam zaledwie jeden dzień, ale pozytywna atmosfera miejscacałkowicie mi się udzieliła.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;W sobotę rano wyszedłem z hotelikuPTTK celem dobiegnięcia do Jeziora Miedwie, jednego z najdłuższychw Polsce. Miałem sporą przerwę w bieganiu przez jakieś paskudneprzeziębienie. Biegłem i biegłem pod wiatr, po drodze mijającnowiutką autostradę, aż dotarłem nad brzeg. „Jezioro to czyOcean” pomyślałem. Że odpowiedź znałem to długo nad tym sięnie zastanawiałem, a jednak nadal bezcelowo wpatrywałem się wwodę... a potem wróciłem&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;ot taki post na temat tego, że niesamymi górami człowiek żyje.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-744431098705132651?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/744431098705132651/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2012/01/zobaczyc-miedwie-i-wrocic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/744431098705132651'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/744431098705132651'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2012/01/zobaczyc-miedwie-i-wrocic.html' title='Zobaczyć Miedwie... i wrócić'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-6mynHBQhUb4/Tw8gCX7zWNI/AAAAAAAAG0o/vjr7Ti78FpI/s72-c/20111210293.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-2570746794307339208</id><published>2011-11-28T22:41:00.001+01:00</published><updated>2011-11-29T15:35:39.494+01:00</updated><title type='text'>Funex Orient-alna zabawa z piłeczkami</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-XngmH8cUNb0/TtTtAD27OtI/AAAAAAAAGzI/E_xlhZMnA14/s1600/dscf4736.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="184" src="http://1.bp.blogspot.com/-XngmH8cUNb0/TtTtAD27OtI/AAAAAAAAGzI/E_xlhZMnA14/s320/dscf4736.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;(fot.F.Pryjma)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Całe nasze już 8 godzinne ściganie sprowadza się do tego momentu. Muszę piłeczką tenisową trafić do plastikowej wanienki tak żeby z niej nie wyleciała. Na 6, trzy wpadły, a jedna została. Mamy 50minut kary czasowej . Doszło do tego, że w tak ekstremalnej dyscyplinie sportu jaką jest Adventure Racing o zwycięstwie decyduje rzut piłką. Absurd to za mało powiedziane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjechaliśmy z Agą do Brodnicy naszym LocoBusem w dwoma innymi zespołami aby wystartować w ostatnim w tym sezonie rajdzie przygodowym. Na krótkiej trasie (ok. 116km) znalazło się 18 chętnych zespołów w tym połowa to zespoły MIX (z przynajmniej jedną dziewczyną w składzie). Zapowiadała się więc całkiem ciekawa rywalizacja. Oprócz rajdu przygodowego Funex Orient zaproponował długie i krótkie trasy rowerowe i piesze, tak żeby każdy mógł wybrać coś dla siebie. Uczestnicy dopisali, pogoda zapowiada się dobrze, nastroje bojowe. Nic tylko walczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Start o 9:00 rano zaczął się Funex Show Orient. Miała to być zabawa na orientację z zapamiętywaniem kodów,a skończyło się na tłumie przepychających się zwierząt. Kto bardziej agresywny i wepchnął swoją kartę startową pod nos sędziny ten wygrywał. Niektórzy nie wytrzymali napięcia i pominęli tę wspaniałą rozrywkę na wstępie dostając karę czasową. My włączyliśmy się żwawo w przepychanki i po jakichś 15 minutach ruszyliśmy truchtem na właściwą trasę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A trasa miała być szybka. Od samego początku utworzyła się silna grupa atakująca złożona z teamu 360, trzech zespołów Navigatorii, goniącego On-Sightu, niejakich Stryków-Byków i całe szczęście również nas - &amp;nbsp;Trailteamu. Po pieszym etapie wszyscy szli w odstępie kilku minut. Na zmianie kajakowej tak się spieszyłem, że zapomniałem zepchnąć kajaka ze skarpy zanim do niego wsiadłem. Skończyło się wywrotką. Aga cała mokra, ja w połowie, plecak wpadł, komórka zamokła. Chciałoby się powiedzieć, że wszystko szlak trafił, ale 10 minut później byliśmy już na prowadzeniu skostniałymi z zimna rękami machając wiosłem. liderzy, czyli Igor z Kiełbasą się pomylili (zresztą nie ostatni raz) czego nie zawahaliśmy się wykorzystać. Taktyka płynięcia metodą "pijanego zająca" okazała się zgubna i na kolejny etap, Bieg na Orientacje jesteśmy już na 4 pozycji.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-VSdHQtfW3NY/TtTtMpZ_5iI/AAAAAAAAGzQ/_62xnl-LnU4/s1600/dscf4431.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-VSdHQtfW3NY/TtTtMpZ_5iI/AAAAAAAAGzQ/_62xnl-LnU4/s320/dscf4431.jpg" width="184" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tutaj znowu cuda. Błędów nie popełniamy i wypływamy, ku zdumieniu organizatorów,na kolejny etap kajakowy na pierwszej pozycji z zapasem kilkunastu minut nad kolejnym zespołem. Kajak jakby nie chciał płynąć prosto więc przewaga powoli topnieje. W trakcie etapu pieszego w drodze do bazy łączymy się na chwilę z teamem 360. Łydy mają mocniejsze więc uciekają polami znowu robiąc kilka minut przewagi. Potem szybkie rolki i powrót do bazy. Kiełbasa wyjeżdża już na rower, ale minę mają posępną. wszystko przez piłeczki. Nie trafili żadnej.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-7kvqswd3seM/TtTtpKwrlEI/AAAAAAAAGzY/RlxuIsaCczs/s1600/dscf4732.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="184" src="http://2.bp.blogspot.com/-7kvqswd3seM/TtTtpKwrlEI/AAAAAAAAGzY/RlxuIsaCczs/s320/dscf4732.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nam nie poszło lepiej. Ruszamy na ostatni etap, rower. 60 kilometrów wydłużyło się bardzo. Na szczęście nie mamy liczników, bo pewnie bym się załamał. Autorskie warianty znajdywania puntków tracą sens. Albo punkty są źle rozstawione, albo mapa jakaś dziwna. Jedzie się co raz gorzej. Spotykamy teamy nad którymi mieliśmy sporą przewagę. Mix Navigatori trafił 4 piłeczki (nota bene Rafał jest instruktorem tenisa) więc już nie ma co walczyć o pierwsze miejsce. Energia nam spadła do zera. Ja nawet zaliczam standardowe "odcięcie prądu" i ratują mnie tylko knopers i pawałek od przygodnego zawodnika. Na przedostatnim punkcie spotykamy Navigatorie i Stryki Byki, którzy uciekają nam szybko. Mi się nawet nie chce ich gonić. Obieramy wariant krócej niż szybciej i nagle kolejne cuda. Na ostatnim punkcie w szuwarach szuka punktu Kiełbasa. Skąd się oni tu wzięli i dlaczego ich dogoniliśmy to nie wiem. Wiem, ze punkt był zaraz przy ścieżce a nie w szuwarach o czym nie omieszkałem poinformować Kiełbasy.&lt;br /&gt;Ostatnie kilometry do bazy już ciśniemy. Chłopaki odjeżdżają nam na 5 minut. My robimy jeszcze prawie 20minut nad kolejnym zespołem, Mixem Navigatori. I takie zakończenie było by OK, ale niestety zostały jeszcze piłeczki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 14 godzinach ścigania spadamy na drugie miejsce w MIXach. Mamy satysfakcję, że dojechaliśmy pierwsi, ale cóż... lekki niesmak pozostał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-2570746794307339208?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/2570746794307339208/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/11/funex-orient-alna-zabawa-z-pieczkami.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2570746794307339208'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2570746794307339208'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/11/funex-orient-alna-zabawa-z-pieczkami.html' title='Funex Orient-alna zabawa z piłeczkami'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-XngmH8cUNb0/TtTtAD27OtI/AAAAAAAAGzI/E_xlhZMnA14/s72-c/dscf4736.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5326632326241944328</id><published>2011-11-15T13:01:00.001+01:00</published><updated>2011-11-28T22:36:39.060+01:00</updated><title type='text'>Powrót w Tatry</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-0WBY6ewl12E/TsJUhyyO5HI/AAAAAAAAGxA/6H0fGLOKRoM/s1600/IMG_3857.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-0WBY6ewl12E/TsJUhyyO5HI/AAAAAAAAGxA/6H0fGLOKRoM/s320/IMG_3857.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie kilkanaście metrów biegnę. Pod górę, po osuwających się piargach, potem skacząc po wielkich głazach. Dalej droga urywa się północną ścianą. Na szczycie jest tabliczka, a na niej napis "Javorovy Stit". Cóż takiego nadzwyczajnego jest na tym Jaworowym żeby tak biec. Ano nic. Po prostu cieszę się niezmiernie, że zdobyłem szczyt w Tatrach na którym nigdy wcześniej nie byłem. Ba! kiedy ja byłem ostatnio w Tatrach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Zakopanego przyjechałem przy okazji &lt;a href="http://www.dnilajtowe.pl/"&gt;"Dni lajtowych" Polskiego Klubu Alpejskiego&lt;/a&gt;, gdzie miałem robić pokaz slajdów ze "Śnieżnej Pantery". Możliwości dodatkowego wspinu w Tatrach nie mogłem przegapić. Z racji ostatnio mojego zabieganego trybu życia ciężko było dogadać się z kim i na co (się wspinać), ale ostatecznie udało się umówić z moim jedynym (w swoim rodzaju) bratem:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka godzin z Poznania z Michałem Matlągiem, potem przesiadka w Zakopcu do Przemka, kima w samochodzie po Słowackiej stronie Tatr i z rana ruszamy na wspin. Wstyd się przyznać, ale w tej części Tatr (nie polskiej) byłem zaledwie kilka razy, a w dolinie Staroleśnej nigdy. Warun wprost idealny. Na dole mgły, które sprawiają wrażenie nieskończonego morza. Powyżej bezchmurne niebo i prawie bezwietrznie. Mamy środek listopada, zwykle śnieg zakrywa już ściany, a teraz piękny, gorący granit aż zachęca do wspinania. Przemek wybrał jeden z kilkuwyciągowych filarów Jaroworowego Szczytu. Droga nie ma nazwy, trudności niewygórowane, ale to nie ma znaczenia.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-LF6OWdPqEBg/TtP8YDeyLGI/AAAAAAAAGyE/IxRyelXsOss/s1600/IMG_3875.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-LF6OWdPqEBg/TtP8YDeyLGI/AAAAAAAAGyE/IxRyelXsOss/s320/IMG_3875.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wspinamy się w miarę szybko, na zmianę prowadząc wyciągi na całą długość liny. Końcówka to super wspinanie na ostrzu grani. W sumie jakieś 300m. Nie jest to może El Capitan, ale niewątpliwą zaletą wspinania o tej porze roku jest kompletny brak ludzi. Po prostu słońce, wspaniałe widoki, dwójka braci i czysta przyjemność. Nie do powtórzenia w innych górach. Pozostaje jeszcze wbiec na szczyt...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-87EQ2iKcycw/TtP8fDRcUwI/AAAAAAAAGyY/znoDxbhV6W8/s1600/IMG_3885.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-87EQ2iKcycw/TtP8fDRcUwI/AAAAAAAAGyY/znoDxbhV6W8/s320/IMG_3885.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zjeżdżamy szybko, walcząc po drodze z zaklinowaną liną. Schodzimy już po ciemku do samochodu. Przemek wraca do domu po szybkiej, jednodniowej akcji ja wysiadam przy Hotelu "Nosalowy Dwór".&lt;br /&gt;Zwykle w takich hotelach pracowałem teraz mam zaszczyt się nawet zdrzemnąć, dzięki temu że jestem gościem na "dniach lajtowych".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem były dwa dni pokazów zdjęć, fantastycznych górskich opowieści, spotkań, pokazów filmów i nawet zamieniłem kilka zdań z Denisem Urubko. Dał mi rosyjski oryginał swojej książki i spytał się czy może mi się jeszcze podpisać;) Ciekawy gość z tego Denisa. Chciałbym zrobić chociaż 10% tego co on. Ciekawe, że naprawdę tylko garstka ludzi w historii alpinizmu zrobiła coś wyjątkowego.A tylko kilku unikalnych gości zrobiło to wielokrotnie. Wśród nich jest właśnie Denis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5326632326241944328?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5326632326241944328/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/11/powrot-w-tatry.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5326632326241944328'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5326632326241944328'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/11/powrot-w-tatry.html' title='Powrót w Tatry'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-0WBY6ewl12E/TsJUhyyO5HI/AAAAAAAAGxA/6H0fGLOKRoM/s72-c/IMG_3857.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-1708467014282225118</id><published>2011-10-17T12:35:00.000+02:00</published><updated>2011-10-18T00:15:59.953+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><title type='text'>Maraton bez ściany</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-WKi2a_RC41I/TpwDjaUbeVI/AAAAAAAAGvc/6AYeXozXYiU/s1600/poznanmaraton.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-WKi2a_RC41I/TpwDjaUbeVI/AAAAAAAAGvc/6AYeXozXYiU/s320/poznanmaraton.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;(zdjecie BIP gmina gizalki:)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;36 kilometr, do mety zdecydowanie bliżej niż dalej. Trzeba przyspieszyć, bo biegnę przecież na zawodach a nie podczas niedzielnej przebieżki. Mijam grupki biegaczy, mijam pojedyńczych, walczących o życie zawodników. Biegnę ul.Mostową, przebiegam most Rocha nogi naprawdę mam ciężkie, stopy bolą, ale jakoś daję rade utrzymać tempo. 40 kilometr. zostały 2. dwa malutkie kilometry, wręcz widzę już metę, ale jest mi już naprawdę ciężko. Mijam kolejnych biegaczy, ale i tak tempo mam dalekie od sprintu.Biegnę wzdłuż Malty, czas się teraz tak strasznie dłuży. Ostatnie kilkaset metrów, dopingowany przez Agę i Grześka zrywam się do finiszu i bezsensownej walki z zawodnikiem przede mną. Wygrywam. przede wszystkim z samym sobą. 3h26min39sek. daje mi miejsce w szóstej setce na ponad 5000 zawodników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To był mój trzeci maraton w życiu. 7 lat temu, ledwo przyjechałem do Poznania na studia i bez żadnego przygotowania wystartowałem właśnie w maratonie poznańskim. Kosztowało mnie to walkę o życie, straszne skurcze i problemy z chodzeniem przez kolejny tydzień. Dotoczyłem się na mete po 4h18min i połowę dystansu walczyłem ze ścianą. Drugi mój maraton 4 lata później w Rzymie był równie dramatyczny. Niby trenowałem, ale zdecydowanie zrobiłem za mało długich wybiegań. Efekt - ściana na 32 kilometrze , a na mecie stan bliski omdlenia. Czas 3h44min . Teraz 3 lata po ostatnim maratonie, ale już z kilkoma ultra na koncie przebiegam bez ściany ze świadomością, że mogę szybciej. Fakt, że finisz był &amp;nbsp;okrutnie męczący ,ale te 36km z grupą pacemakera na 3:30 były po prostu bez stresowe. Po wyprawie byłem na treningu raptem kilka razy, także z wyniku jestem na prawdę zadowolony. Myślę, że podstawą tego, że dobrze się czułem przez większość czasu było korzystanie z każdej stacji (oprócz pierwszej). Dużo piłem izotoników, trochę wody i zjadłem 3 kawałki banana i kilka czekolad. Te stacje po to są i należy z nich korzystać, a przy tempie 4:45-5:00min/km nie trzeba zwalniać, żeby wszystko spożyć. Dobrym wyjściem byłyby pewnie żele energetyczne, ale zapomniałem ich wziąć:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wiosnę będę walczył o 3:15, a może szybciej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-1708467014282225118?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/1708467014282225118/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/maraton-bez-sciany.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1708467014282225118'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1708467014282225118'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/maraton-bez-sciany.html' title='Maraton bez ściany'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-WKi2a_RC41I/TpwDjaUbeVI/AAAAAAAAGvc/6AYeXozXYiU/s72-c/poznanmaraton.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8027204611264756368</id><published>2011-10-10T18:20:00.000+02:00</published><updated>2011-10-10T18:20:20.727+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>trekking</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-3uKFLfowYZo/TpMWKpupF7I/AAAAAAAAGtI/sh6nfrRaVxA/s1600/plakat.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-3uKFLfowYZo/TpMWKpupF7I/AAAAAAAAGtI/sh6nfrRaVxA/s320/plakat.jpg" width="114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Nadszedł ten moment, że nie chce mi się już pracować jako kelner, sprzedawca czy "gdziekolwiek" i odkładać grosz do grosza na kolejną wyprawę. Czas wziąć sprawy w swoje ręce! Dostaliśmy dotacje z Unii i wykorzystamy ją bez skrupułów:) Mam nadzieje, że z moim i Margo, jakby nie było, bogatym doświadczeniem turystycznym uda nam się stworzyć wyjątkowe biuro podróży. Jestem też pewny, że te 5 lat turystyki i rekreacji nie pójdzie na marne. &amp;nbsp;W końcu jestem magistrem. Magistrem Kowalskim:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Oto nasz pierwszy komercyjny wyjazd - trekking pod Annapurnę. Przypuszczam, że część z Was cena może odstraszać, ale uwierzcie, że wiele firm/biur oferuje o wiele droższe wyjazdy z takim samym, a nawet gorszym programem. Nie będę się rozwodził jaki wyjazd z Poco Loco jest super, bo blog to nie miejsce na to. Zresztą to przecież wiadome;) Chciałbym, żeby blog&amp;nbsp;zachował jednak charakter informatywno-przygodowy.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Tak czy siak, zapraszam wszystkich chętnych na wyjazd:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Więcej info tutaj:&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.facebook.com/event.php?eid=169129993171781"&gt;http://www.facebook.com/event.php?eid=169129993171781&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8027204611264756368?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8027204611264756368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/trekking.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8027204611264756368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8027204611264756368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/trekking.html' title='trekking'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-3uKFLfowYZo/TpMWKpupF7I/AAAAAAAAGtI/sh6nfrRaVxA/s72-c/plakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-949522916870967338</id><published>2011-10-09T20:58:00.001+02:00</published><updated>2011-10-10T00:09:58.686+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><title type='text'>Big Wall Sokoły</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-yXFI-7Smdpg/TpHtIMQWM1I/AAAAAAAAGs8/cai0cm1P0Og/s1600/SAM_2714.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-yXFI-7Smdpg/TpHtIMQWM1I/AAAAAAAAGs8/cai0cm1P0Og/s320/SAM_2714.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;17 wyciągów w 7 godzin. Nie specjalnie powalający to wynik chociaż miałem wrażeni, że prędkość mamy niczym młody Dan Osman. Zrobienie "The Nose" w trochę ponad 2h z perspektywy naszego, mimo wszystko, nie tragicznego wyniku brzmi jak totalny kosmos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa i pół roku nie wspinałem się w Sokolikach. Aż ciężko uwierzyć. Tym razem jadę w wesołym towarzychu Padre, Zwierza i Killera żeby zobaczyć jak szybko uda mi się rozruszać stare kości w sokolikowym granicie. Startuje z Raszem, niedawno upieczonym instruktorem wspinania, który zaczynał się wspinać w momencie kiedy ja robiłem "już" VI.1+ w skałach. Teraz on robi VI.4 a u mnie się nic nie zmieniło...:) Zupełnym przypadkiem jesteśmy też współlokatorami;) Tytułowe zawody Big Wall w Sokolikach, rozgrywane są po raz trzeci. Generalnie polegają na tym, że trzeba przewspinać jak najdłuższą odległość. Dodatkowo przyznawane są punkty za wspinanie na własnej asekuracji (czyli osadząjąc swoje kości, friendy zamiast używać spitów) zwane tradycyjnym (w skrócie TRAD) oraz za trudne drogi. Nasz plan był prosty. Zrobić jak najdłuższe drogi i najlepiej TRADowo.&lt;br /&gt;Równiutko o 10 zaczynamy naszą pierwszą drogę na wschodniej ścianie Krzywej Turni i poszło tak:&lt;br /&gt;1. Droga przez trawki V, 2 wyciągi. prowadzi Rasz. Większość łatwa, jedna rysa na drugim wyciągu i kolejna krótka przy wyjściu na pik&lt;br /&gt;2. Rysy Żubra V+, 2 wyciągi prowadzi Rasz. koniec jakimś innym wariantem&lt;br /&gt;3. Droga Gorayskiego, V+, 3 wyciągi, prowadzi Rasz. piękny wspin. pierwszy wyciąg jest ring w trudnościach, ale Rasz twardo nie używa, żeby był czysty TRAD.ja motywuję;) drugi wyciąg to przepiękne zacięcie/rysa, trzeci też niczego sobie&lt;br /&gt;4.Droga Kurtyki, VI+, prowadzi Rasz.niby VI+, ale najpiękniejsze VI+ w Sokolikach! Kurtyka wiedział co robi&lt;br /&gt;5. Zielone Rynny, III+?, prowadzę ja. cóż, czasem jakiegoś parcha trzeba zrobić, żeby metry nabić&lt;br /&gt;Przenosimy się na Sukiennice&lt;br /&gt;6.Lewy Heinrich, V+, prowadzi Rasz. ładna i ciągowa&lt;br /&gt;7. Lewy Kacnik z wyjściem brzytwą;), V+, prowadzi Rasz, mocno zmotywowany (podpuszczony) przeze mnie. Droga rzadko chodzona, a piękna choć "psychiczna". Rafał twierdzi, że nigdy się tak nie bał na drodze;)&lt;br /&gt;Przerwa na banana&lt;br /&gt;8.Bat na wroga, VI.2+, prowadzi Rasz. Moja pierwsza droga w tej trudności. Kiedyś ją poprowadziłem w totalnej ulewie. teraz ledwo z dwoma blokami. trikowa&lt;br /&gt;9. 52 (albo 32?), V, ja prowadze. szybka,łatwa i nie za ładna&lt;br /&gt;na Sokoliku&lt;br /&gt;10. Czołg III+ z miejscem V:) prowadzę ja. zrobiliśmy prawdziwy speed climbing. Dawno temu to była moje pierwsza droga w Sokolikach:)&lt;br /&gt;11. Kroczek V, prowadzi Rasz. super dróżka na Sokoliku Małym. żeby ją zacząć trzeba zrobić tytułowy "kroczek" nad przepaścią&lt;br /&gt;12.Filar Wiewiórek, V+, prowadzę ja. droga legenda:) tak legendarna i stara, że zarosła krzakami;) w dodatku trzeba klinować w rysie, nie ma innych chwytów. rzadkość w Sokołach;)&lt;br /&gt;w ostatnich minutach&lt;br /&gt;13. Wariant R, VI.1, prowadzi Rasz. kiedyś pierwsza droga w tym stopniu w Polsce. fajny wspin przez okapiki po krawądkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten oto wspaniały zestaw dał nam 11 miejsce (trochę ponad 600 punktów) wśród 27 zespołów, czyli nieźle jak na tak długą absencję od wspinania. Pierwszy zespół zrobił 39 dróg i ponad 1900 punktów. respect.&lt;br /&gt;Za rok ciśniemy 1000 metrów!&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-YMY0JZjyyfQ/TpHuVHldvsI/AAAAAAAAGtE/8InmCAEh0NE/s1600/SAM_2707.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-YMY0JZjyyfQ/TpHuVHldvsI/AAAAAAAAGtE/8InmCAEh0NE/s320/SAM_2707.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-vakiDMBUAoM/TpHt5XsEP8I/AAAAAAAAGtA/nKPIhhNGNWM/s1600/SAM_2642.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-vakiDMBUAoM/TpHt5XsEP8I/AAAAAAAAGtA/nKPIhhNGNWM/s320/SAM_2642.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. zapomniałem dodać, że Zwierzu z partnerem zajął 9 miejsce, a poza tym jest mistrzem w karaoke Metallica;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-949522916870967338?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/949522916870967338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/big-wall-sokoy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/949522916870967338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/949522916870967338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/big-wall-sokoy.html' title='Big Wall Sokoły'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-yXFI-7Smdpg/TpHtIMQWM1I/AAAAAAAAGs8/cai0cm1P0Og/s72-c/SAM_2714.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-3986823296050678851</id><published>2011-10-05T14:58:00.000+02:00</published><updated>2011-10-05T14:58:11.556+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><title type='text'>Lądek Zdrój</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-pC9SY5HGC4o/ToxM0LPVaOI/AAAAAAAAGso/hQ3ZWBtiafo/s1600/313539_10150330253313350_365580208349_7927641_1514056486_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://4.bp.blogspot.com/-pC9SY5HGC4o/ToxM0LPVaOI/AAAAAAAAGso/hQ3ZWBtiafo/s320/313539_10150330253313350_365580208349_7927641_1514056486_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;fot.Monia Strojny?&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Deja vu. znowu biegnę pod górę i znowu mi serce z orbity wyskoczy. nogi bolą. co się dzieje? przecież powinno być zupełnie na odwrót. na technicznym zbiegu udaje mi się wyprzedzać i jakoś nadganiać a pod górę jestem jak zwyczajna dętka. w dodatku zupełnie zflaczała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Lądka Zdroju zostaliśmy zaproszeni z Agą przez Macieja Sokołowskiego, nowego organizatora kultowego już przeglądu filmów górskich. To miał być mój pierwszy, większy oficjalny pokaz slajdów z wyprawy. Wcześniej już była rodzinna prezentacja w &lt;a href="http://www.stowarzyszeniecivitas.org/"&gt;Stowarzyszeniu&lt;/a&gt; mojej mamy i urodzinowy pokaz w Warszawie w fajnej knajpce&lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Po%C5%82udnik-Zero/130669913657625"&gt; Południk 0&lt;/a&gt;. Teraz to już slajdy z prawdziwego zdarzenia. Niestety trochę pechowo się zbiegło ze slajdami Oli Dzik, która spodziewanie, zgarnęła większą część publiczności.&lt;br /&gt;Przyjechaliśmy razem ze znajomym z KW i na wstępnie otrzymaliśmy "pakiet vipowski" z piękną piersióweczką z logiem festiwalu:) Generalnie przez 4 dni puszczane są filmy, pokazy zdjęć, prelekcje i warsztaty o szeroko pojętej tematyce górskiej. Dodatkowo w sobotę odbył się Lądek Trail, bieg górski na dystansie 15 kilometrów. Na starcie śmietanka biegaczy Salomona, górale, ultrasi, rajdowcy i himalaiści. Niezła mieszanka. Zaskoczenia nie było i przybiegłem ciężko dysząc w połowie stawki. Zbiegi mi już nieźle wychodzą, ale podbiegi to jakaś porażka. Abstrahując od tematu Lądka to wróciłem w końcu do treningów biegowo-wspinaczkowych.&lt;br /&gt;W niedziele miałem pokaz, który mimo niezbyt wielkiej publiczności mogę chyba uznać za udany. Wizytówki firmy rozeszły się jak świeże bułeczki:)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-EK0kSXsVhwE/ToxURU4FfmI/AAAAAAAAGss/YOlsP7hlNtI/s1600/IMG_1772.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-EK0kSXsVhwE/ToxURU4FfmI/AAAAAAAAGss/YOlsP7hlNtI/s320/IMG_1772.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-3986823296050678851?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/3986823296050678851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/ladek-zdroj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3986823296050678851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3986823296050678851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/ladek-zdroj.html' title='Lądek Zdrój'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-pC9SY5HGC4o/ToxM0LPVaOI/AAAAAAAAGso/hQ3ZWBtiafo/s72-c/313539_10150330253313350_365580208349_7927641_1514056486_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-1184797160868323780</id><published>2011-10-05T14:12:00.002+02:00</published><updated>2011-10-05T14:24:32.560+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><title type='text'>7 dolin z perspektywy kibica</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-BvURl7DlOBc/ToxBGzKxOAI/AAAAAAAAGsk/94PvIhAkaLE/s1600/DSC_7956+-+Kopia.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://1.bp.blogspot.com/-BvURl7DlOBc/ToxBGzKxOAI/AAAAAAAAGsk/94PvIhAkaLE/s320/DSC_7956+-+Kopia.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;fot.Ola O. przyszła super-fotografka&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;nóg nie czuje, serce przyspieszyło chyba do maxHR i choćbym z całych sił próbuję to nie mogę dogonić tego ryżego dzieciaka lat chyba 12, który finiszuje kilkadziesiąt metrów przede mną. porażka. czuje się jak przejechany pociągiem, a "przebiegłem" tylko 2,6 km pod górę. Jedyny pozytyw to taki, ze utwierdziłem się w przekonaniu, że start w Ultramaratonie 7 dolin by mnie prawdopodobnie zabił:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rajd Wertepy z trudem, bo z trudem, ale jakoś przeżyłem. Teraz zbliżał się wielkimi krokami tzw. start sezonu w ultra w Krynicy i naprawdę bałem się, że nie podołam. Wyprawa widocznie odcisnęła dużo większe piętno na mnie niż myślałem. Co z tego, że jestem lekki skoro straciłem tez sporo mięśni, które tę lekkość mogą pod górę pociągnąć. Przekonałem się o tym drastycznie własnie na Biegu na Jaworzynę Krynicką. Zdecydowałem chyba słusznie, że nie wystartuję w Ultramaratonie i w zamian pobiegłem na "krótkiej i lekkiej" trasce, która wypruła ze mnie flaki. W sumie dobiegłem na 21 miejscu ze stratą 7 minut do prowadzącego. Zarobić taką stratę na 2,5 kilometra to naprawdę wybitny sukces:/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Resztę czasu spędziłem na ostatnim punkcie odżywczym ultramaratonu obserwując jak przebiega rywalizacja. Jeszcze zanim dotarłem minąłem biegnącego już na metę Jana Wydrę, który bynajmniej nie wyglądał jak superbohater który nad kolejnym zawodnikiem zrobił 40 minut przewagi! Potem pojawił się Maciek Więcek, ale zdecydowanie bardziej obolały niż Wydra. Następnie starszy, doświadczony biegacz Swoboda, a nie długo potem totalnie zmasakrowani Piotrek Hercog i Flekmus. Kiedy pojawił się wesoły i ciągle biegnący Michał Jędroszkowiak vel "człowiek słoninka" to wiedziałem, że ich zdąży dogonić i rzeczywiście na metę wbiegł czwarty. Była też Magda Łączak z ukrytym motorkiem w tyłku, bo inaczej nie da się wytłumaczyć dlaczego zajęła 8 miejsce w generalnej klasyfikacji! gratulacje! Zaskakująco dużo znajomych twarzy brało udział w ultramaratonie. Byli m.in. znani z innych postów Bela i Grzesiek Łuczko, byli inni rajdowcy i oczywiście była Aga z którą dokuśtykałem do mety. Dokuśtykałem, bo zdążyła sobie skontuzjować kolano do stopnia "niechadzalności" i mimo wszystko jeszcze pobiegła do końca. Pozostawiam bez komentarza wole walki Agi i innych dziewczyn zresztą też. Tylko dodam, że trzy z &amp;nbsp;nich które znam albo zemdlały kilka razy wieczorem po zawodach albo rzygały cała noc (bo wymiotami się tego nazwać nie da). Ze zmęczenia. Jakoś nie przypominam sobie żebym kiedyś doprowadził się do takiego stanu... gratulować czy pożałować?:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. fotki chociaż próbowałem kilka razy za Chiny nie da się obrócić:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-1184797160868323780?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/1184797160868323780/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/fot.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1184797160868323780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1184797160868323780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/10/fot.html' title='7 dolin z perspektywy kibica'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-BvURl7DlOBc/ToxBGzKxOAI/AAAAAAAAGsk/94PvIhAkaLE/s72-c/DSC_7956+-+Kopia.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8198856762285052174</id><published>2011-09-14T13:00:00.000+02:00</published><updated>2011-09-14T13:00:56.661+02:00</updated><title type='text'>Poco Loco</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-z8OTwIGRw_c/TnCIPtR5wpI/AAAAAAAAGrk/IAxqCkLem9M/s1600/plcale.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-z8OTwIGRw_c/TnCIPtR5wpI/AAAAAAAAGrk/IAxqCkLem9M/s320/plcale.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tym razem reklama:) W trakcie organizacji ostatniej wyprawy w tak zwanym międzyczasie starałem się razem z moją znajomą Margo, o dotacje z Unii Europejskiej na nową firmę. Udało nam się uzyskać dwie dotacje i już w tym roku ruszamy z firmą Poco Loco! Będziemy prowadzić hostel w Poznaniu (na razie szukamy lokalu) oraz oczywiście organizować wyprawy na całym świecie. Mam nadzieję, że już w tym roku pojadę z pierwszą grupą w Himalaje. Ktoś chętny?:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Póki co zapraszam do "lajkowania" naszego fanpaga na facebooku (link po prawej) i trzymania kciuków za powodzenie;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już teraz przygotowuję Was na zmianę image bloga, który wkrótce stanie się oficjalnym blogiem Poco Loco Adventure Team!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8198856762285052174?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8198856762285052174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/09/poco-loco.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8198856762285052174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8198856762285052174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/09/poco-loco.html' title='Poco Loco'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-z8OTwIGRw_c/TnCIPtR5wpI/AAAAAAAAGrk/IAxqCkLem9M/s72-c/plcale.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-4288007118175514940</id><published>2011-09-05T21:50:00.000+02:00</published><updated>2011-09-05T21:50:24.598+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mtb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><title type='text'>Rajd Wertepy Trail 2011</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-6YQy_DUnC_U/TmUn23TLIhI/AAAAAAAAGrY/dOGa8ywTVdU/s1600/318601_283968268285603_112756625406769_1434380_1168184_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://4.bp.blogspot.com/-6YQy_DUnC_U/TmUn23TLIhI/AAAAAAAAGrY/dOGa8ywTVdU/s320/318601_283968268285603_112756625406769_1434380_1168184_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;(na mecie tryskamy radośćią fot.org)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dopiero co wróciłem z dwumiesięcznej wyprawy. Kilka kilogramów chudszy i bez nadmiaru energii postanowiłem wystartować w rajdzie przygodowym Wertepy Trail.pl. Właściwie grzech byłby nie wystartować, bo zawody są raptem pod Poznaniem. W dodatku rajdów w tym roku jak na lekarstwo, więc tak naprawdę nie było wyjścia i musiałem zdjąć pajęczyny z roweru. Trasy są w gruncie rzeczy dwie i trzy kategorie. Startujemy wiadomo w dłuższej, ale w dwójkowym zespole razem z Aga. Nie ma za bardzo czasu na szybkie stworzenie czteroosobowego zespołu, ale zgodnie stwierdzamy, że przecież możemy się i tak z czwórkami ściągać skoro trasa ta sama.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Jakoś przy tym stwierdzeniu nie przyszło mi do głowy, że przecież mój rower stoi nie ruszany od 3,5 miesiąca na balkonie (bynajmniej na innym nie jeździłem), nie biegałem od dwóch (chociaż faktycznie chodziłem po górach) a na rolkach byłem tylko na rajdzie On-Sight i przejechałem się 2 razy dookoła Malty (na Wertepach&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Remik zaplanował 50km etap rolkowy). Jednym słowem do zawodów jestem gorzej niż nieprzygotowany.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Pozostaje mi wystartować z nastawieniem „co będzie to będzie”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W piątek, czyli dzień zawodów, serwisujemy rowery. Mój&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;doprowadzam po prostu do stanu używalności. Robimy jakieś szybkie zakupy i wieczorem w bazie. Dętki i kompas pożyczamy, bo nie da się przecież o wszystkim pamiętać. Baza harcerska w Imiołkach nad jeziorem Lednickim jest bardzo klimatyczna. Do naszej dyspozycji są domki zuchów (i ich malutkie krzesełka), na środku placu pali się ognisko, a Remik Nowak chodzi i opowiada jaką wspaniałą trasę dla nas przygotował. Prosta nawigacja, zero piachu, rower to na pewno wyjdzie 30km/h średnia, całość można przejść bez zamoczenia nawet podeszwy buta. Tu należy wspomnieć, że na poprzednich Wertepach niektórym udawało się nie zamoczyć głowy. Ogólnie opis brzmiał co najmniej podejrzanie. O 23 dostajemy mapy, start równiutko o 24 (trasa Open startowała następnego dnia). Z mapy wynika, że jadąc na rolkach (bo można też biec) wyjdzie 170km. Według Remika, przewidywany czas zwycięskiego zespołu to 13-14h. Trochę się nie możemy zorganizować i na starcie stajemy zaraz przed 24. Ponieważ najczęściej zdarza mi się popełniać błędy w nawigacji na początku postanawiamy bacznie obserwować posunięcia faworytów, czyli połączonych sił teamu 360 i Code 34. Jak na faworytów przystało już na pierwszy punkt obierają zły wariant tracąc kilka minut. My jak te barany pojechaliśmy za nimi po kilku kilometrowej piaszczystej drodze, którą można było objechać asfaltem. Różnica jest taka, że oni przycisną na rowerze&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;i odrobią stratę, a ja wylewam z siebie siódme poty próbując utrzymać tempo Agi, a i tak zajeżdżamy na punkt już 15 minut w plecy. Potem jest już tylko gorzej. 30 kilometrów na rowerze w dobrym tempie to jest na dzień dzisiejszy mój maks. Potem chociaż pedałuje jak dziki osioł i zagryzam zęby to i tak oglądam Age która bez trzymanki&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;jedzie daleko z przodu i spogląda na zegarek.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Żenada po prostu. Po drodze jeden z punktów znajduje się na skarpie przy rzece-bagnisku. W okolicy biega już kilkanaście zespołów próbując go zlokalizować w środku nocy. Ktoś tam krzyknął, że jest więc cała wataha ruszyła i go podbiła. Ja w tym czasie byłem po drugiej stronie rzeki i nie świadomie poszedłem „na skróty” które okazały się trzcinami wysokimi na 3 metry i bagno po kolana. Jednak zamoczyłem trochę więcej niż podeszwy. Kolejne minuty do tyłu. Już dawno zacząłem czuć tyłek, który w tym momencie boli mnie tak bardzo, że nie mogę się skupić na nawigacji. Do tego odcinek po torach kolejowych wcale nie pomaga. Staram się stawać jak najwięcej na pedałach co kończy się glebą na tory i obitymi goleniami. Pierwszy przepak, raptem 60km od startu a my jesteśmy na 6 pozycji w kategorii profi ze stratą kilkunastu minut do następnego zespołu (sic!) i oczywiście wszyscy mastersi przed nami. No, ale na szczęście teraz biegniemy. Ciśniemy mocnym tempem i 8km BnO robimy wzorowo oprócz ostatniego punktu na którym kilka minut kręcimy się w kółko. Na kolejny rower ruszamy na 4 pozycji razem z zespołem Navigatoria z trasy masters. Niby tylko 30km roweru, ale jestem na limicie. Tyłek, teraz to już musze napisać, DUPA to mnie tak boli, że koszmar. Nawet na chwile nie mogę utrzymać się „na kole” Agi. Jest już jasno więc chociaż na nawigacji nie muszę się tak skupiać. Jakoś dociągam do przepaku, ale wzięła nas jedna dwójka i mastersi odjechali. Spotkaliśmy tylko ostro wkurzonego Michała Jędroszkowiaka z teamu Inov-8, który gdzieś zapodział resztę zespołu. Szybka bułka z kurczakiem, banan, batony, izotonik, zakładamy rolki i jakimś cudem na trzeciej pozycji ruszamy na trasę. Aga oczywiście z przodu robi „tunel”. Po kilku kilometrach spotykamy jadący w przeciwną stronę zespół Lurbel&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;i nie daleko za nimi pierwszy team z kategorii Profi zespół Mod-x. Wygląda, że ostro napierają na rolkach. W głowie liczę sobie, że mają przynajmniej 40min przewagi, czyli nie ma szans żeby ich dogonić. W drodze do pierwszego punktu rolkowego mijamy drugi team. Tutaj włącza nam się światełko i zgodnie stwierdzamy „łykamy ich!”. Aga zanim łyknęła to zalicza glebę i z siniakami ciśniemy dalej. Etap rolkowy jest super! Asfalt w większości jak masełko, kilka odcinków można skrócić biegiem i do tego dwa zadania specjalne. Na zjeździe na moście doganiamy drugi team z Profi i Nawigatorie z Masters. Z nową energią ruszamy dalej. Drugie zadanie specjalne to przeprawa przez jezioro. Jedna osoba na pontonie druga wpław. Tutaj też nie ma zaskoczenia i Aga płynie sobie kraulem, a ja próbuję dogonić ją na pontonie.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Mimochodem pytam jak daleko przed nami są liderzy Profi. Okazuje się, że dopiero co skończyli zadanie! Patrzymy na siebie i znowu dochodzimy do tego samego wniosku… „łykamy ich”. Bierzemy rolki pod pachę i biegniemy. Po 2-3km dobiegamy do asfaltu i zastajemy chyba zaskoczony zespół mod-X. Obieramy taktykę „udajemy, że wcale nie jesteśmy zmęczeni” i mijamy ich po kilu kilometrach jazdy. Najwyraźniej taktyka zadziałała, bo &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;cały czas się oddalamy. Na przedostatnim punkcie rolkowym widzimy zespół Lurbel. Tym razem z „łyknięciem” może być problem, bo mają jakieś 15 minut przewagi, ale i tak Aga włącza piąty bieg. Ja, że posiadam tylko 4 przełożenia to zostaje znowu w tyle;) Dojeżdżamy do bazy, zostały nam dwa krótkie etapy: kajak i BnO.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Team 360 code34 już dawno na mecie, a my gonimy trzeci zespół masters. Pierwszy raz płyniemy na kajaku razem, ale jakoś nam idzie. Nie możemy znaleźć pierwszego punktu w trzcinie więc płyniemy na kolejny i wracamy potem. Trochę to źle rozegraliśmy także już nikogo nie dogonimy, ale walczyć trzeba do końca. Bieg na orientację przebiegamy bez błędów i po 15h i ??? minutach wbiegamy a metę jako pierwszy zespół w kategorii Profi. Dla mnie było to bardzo ciężko wywalczone zwycięstwo, zresztą pierwsze w mojej karierze w rajdach przygodowych. Dla Agi było to raczej popołudniowa wycieczka...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Zawody zorganizowane super i etap rolkowy na pewno wyznaczył nowe standardy na rajdach. Dzięki ogromne dla orgów i wolontariuszy. Remik bezbłędnie przewidział czas pierwszego zespołu masters i pewnie gdyby nie błędy w nawigacji to może nawet sprawdził by się opis jego trasy&lt;span style="font-family: Wingdings; mso-ascii-font-family: Calibri; mso-ascii-theme-font: minor-latin; mso-char-type: symbol; mso-hansi-font-family: Calibri; mso-hansi-theme-font: minor-latin; mso-symbol-font-family: Wingdings;"&gt;&lt;span&gt;J&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Podsumowując nasz występ to cieszę się, że walczyliśmy do końca, ale niezły obciach, że przyjąłem rolę dziewczyny w zespole.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Czasem trzeba robić coś wbrew naturze, żeby osiągnąć sukces;)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-4288007118175514940?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/4288007118175514940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/09/rajd-wertepy-trail-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4288007118175514940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4288007118175514940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/09/rajd-wertepy-trail-2011.html' title='Rajd Wertepy Trail 2011'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-6YQy_DUnC_U/TmUn23TLIhI/AAAAAAAAGrY/dOGa8ywTVdU/s72-c/318601_283968268285603_112756625406769_1434380_1168184_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-1617464736170691656</id><published>2011-08-22T07:47:00.000+02:00</published><updated>2011-08-22T07:47:57.815+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Chan Tengri 7010m</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4gL98Ermnjg/TlHedC3x9tI/AAAAAAAAGlk/pEsDGFst5nE/s1600/IMG_5424.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-4gL98Ermnjg/TlHedC3x9tI/AAAAAAAAGlk/pEsDGFst5nE/s320/IMG_5424.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/111882736185576350092/ChanTengri"&gt;PHOTOS FROM CHAN TENGRI&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Chan Tengri to szczyt idealny. Trójkątna piramida jaką rysują dzieci kiedy chcą narysować górę. Albo jak mówią żołnierze „dwa stoki w taki sposób” składając ręce w trójkąt. Po prostu najpiękniejsza góra na świecie.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Umieściłem ją na liście „do zdobycia” już wiele lat temu i zdecydowanie z całej „śnieżnej pantery” właśnie na Chan Tengri zależało mi najbardziej. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Do basecampu na lodowcu Inylchek dotarłem 16go sierpnia po dość długiej podróży z Biszkeku. Najpierw samochodem jako jedyny klient do Karkary skąd helikopterem 40min na lodowiec. Jestem ostatnią osobą, która przyleciała do basecampu w tym sezonie. Pogoda o dziwo doskonała. Jak na dłoni widać Pik Pobiedy i strzelistą sylwetkę Chan Tengri. Od razu dowiaduję się od szefa bazy, Dimy, jak wygląda sytuacja w górach. Na Pobiedzie jest 10os grupa kazachów, dziś atakują szczyt. Oprócz tego kilku Rosjan i wczoraj wyszła trójka Ekwadorczyków, wśród nich, piąty w historii zdobywca korony Himalajów. Na północnej ścianie działa też Denis Urubko, kończąc właśnie nową drogę. Nikt nie wybiera się w ciągu najbliższych trzech dni. Okazuje się, że jest dwójka Włochów, którzy chcą iść w piątek rano na drogę Abałakowa, która początkowo pokrywa się z drogą normalną przez lodowiec. Mógłbym iść z nimi i najniebezpieczniejszą część drogi pokonać razem, a potem już solo. Szybka decyzja, mam 3 dni na Chan Tengri i wracam w piątek. Szybko się przepakowuję do małego plecaka i o 17 ruszam do campu 1 u podnóża niebezpiecznego kuluaru. Z założenia miałem atakować Chana na szybko, planowałem nawet w 24h, ale ostatecznie zdecydowałem się na jeden nocleg w campie 3 w jamie śnieżnej.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Jestem&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;poddenerwowany wspinaczką na Chana. Na morenie potykam się i spadam z uskoku łamiąc jeden kijek i trochę się obdzierając. Zaczyna się nieźle. Camp 1 jest pusty co przeczy idei, że na Chana zawsze wchodzi dużo osób. Z campu 1 wychodzę o 4 rano, odcinek powyżej jest bardzo niebezpieczny z powodu lawin i seraków i pokonuje się go tylko w nocy, albo wcześnie rano. Idzie mi się dobrze, mimo że ślady są ledwo widoczne (w nocy padał śnieg) i standardowo muszę torować. Kilka najgorszych szczelin jest ubezpieczonych poręczówkami, ale czasem trzeba przechodzić przez małe mosty śnieżne czy skakać. Mijam camp 2 i dwa namioty rozłożone na wszelki wypadek przez przewodników, bardzo mi się potem przydały.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Do campu 3 w jamie śnieżnej pod serakiem dochodzę po 5h i 50 min, czas całkiem niezły zakładając, że się specjalnie nie spieszyłem. Planowałem wchodzić na szczyt tego samego dnia, tym bardziej że pogoda dobra, ale Dima przez radio odradza pomysł i mówi, żebym na spokojnie wyszedł o 5 rano następnego dnia. Siedzę więc cały dzień w jamie, słucham mp3, jem, piję i oglądam swój cel który z tej perspektywy wygląda bardzo groźnie i niedostępnie. W międzyczasie na dół schodzi dwójka Rosjan i Hiszpan. Na górze w campie 4 jest ponoć dwójka Irańczyków i jeszcze jakiś jeden namiot.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Na Atak szczytowy ruszam o 4:45. Najpierw stromą ścianką na siodło i potem granią na górę. W górze wysoko widzę dwa poruszające się światła, pewnie Irańczycy.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Mijam szybko namioty i trójkę osób które też zbierają się do ataku.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Grań jest miejscami wąska, nakryta nawisami od strony Kazachskiej, były one przyczyną wielu śmiertelnych wypadków. Po wszystkich relacjach które czytałem, wiem, że trzeba bardzo uważać żeby nie iść za blisko ostrza grani, szczególnie we mgle. W pewnym momencie grań staje dęba i zaczynają się poręczówki i regularne wspinanie. Zostawiam kijki i z czekanem pnę się do góry. Jestem zaskoczony trudnościami. Kilka ścianek spokojnie mogłyby robić za piątkę w Tatrach. Gdyby nie poręczówki to miałbym niezłego stracha. Zresztą i tak miałem, bo stan poręczówek pozostawia wiele do życzenia. W jednym trudnym miejscu, z trzech wiszących lin, wszystkie wisiały na kilku niteczkach rdzenia. Przerażający widok kiedy wie się, że od tych kilku nitek zależy życie. Mimo, że staram się nie korzystać aktywnie z poręczówek jestem zmuszony dwa razy wydrzeć na rękach kilka metrów do góry. Potem pomyślałem, że i tak na dół będę przecież musiał zjeżdżać na tych linach. Mijam dosyć szybko Irańczyków i już samotnie, przecierając miejscami szlak wspinam się do góry. Ciężko mi i strasznie się dłuży. Planowałem maksymalnie 5 godzin na szczyt, a tu już szósta mija i jestem jeszcze daleko. Dochodzę do grani szczytowej, która okazuję się niespodziewanie strasznie długa. Pod koniec przestaje już używać poręczówek, które miejscami tylko spowalniają i utrudniają wspinaczkę. Wreszcie dochodzę do trójnoga szczytowego umieszczonego poniżej czapy lodowej. Czwarty szczyt zdobyty. Pogoda w międzyczasie się zepsuła, ale jakieś widoki są. Nie cieszę się specjalnie, bo wiem, że przede mną długa i nieprzyjemna droga na dół. Skupiam się, żeby nie popełnić jakiegoś głupiego błędu. Na dół korzystam już aktywnie z poręczówek. Czasem asekuruję się tylko z karabinka, na stromszych odcinkach z pomocą prusika. Dwa razy zjeżdżam na półwyblince. Wygląda to tak, że zawiązuję prusika, łapię się wszystkich możliwych poręczówek i schodzę opuszczając się na rękach, Gdyby któraś poręczówka puściła, to liczę na to że inna wytrzyma. W każdym razie jest to wszystko bardzo stresujące i czasochłonne.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Po drodze spotykam ruska który też wyprzedził Irańczyków. Na nich z kolei natykam się dużo niżej, twardo choć strasznie wolno, napierają do góry. Potem okazuję się, że nie są w stanie zejść o własnych siłach i nocują bez namiotu na 6400. Rusza akcja ratunkowa, ale ostatecznie udaje im się zejść po 3 dniach!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Mnie na grani łapie zupełna mgła. Ledwo widać ślady i bardzo uważam, żeby nie iść za blisko nawisów. Z problemami znajduję zejście z siodła do campu 3 w jamie śnieżnej. Czuję, że jestem zmęczony. Znowu, tak jak kiedyś w Argentynie, mam przeświadczenie, że jest mnie więcej niż jeden. Że muszę zrobić więcej herbaty dla kilku osób. Jestem świadomy tego uczucia, a jednak ciągle o tym myślę. Widać jeszcze ślady na dół więc postanawiam zejść szybko do namiotu w campie 2. Niestety na środku lodowca łapie mnie ostra śnieżna zadyma. Zawiało ślady przede mną, zawiało moje ślady, ja jestem na środku lodowca, widoczność na 2 metry i nie mam pojęcia gdzie iść. Jest wieczór, nie mam też namiotu i zastanawiam się co zrobię jak pogoda się nie poprawi. Ostatecznie po dwóch godzinach siedzenia na plecaku trochę się rozjaśnia i znajduję drogę do campu 2. W namiocie czeka mnie niespodzianka. Ktoś zostawił litr coca-coli i słodycze, które pochłaniam w kilka sekund. Postanawiam schodzić w nocy następnego dnia, żeby bezpiecznie przejść przez kuluar i pas seraków. Mam jednak spore obawy czy znajdę szlak, bo ślady są już zasypane. Budzę się zaskoczony o 6 rano, budzik mnie nie obudził. Pogoda wspaniała, a ja przymusowo musze czekać w campie 2 aż zajdzie słońce, czynnik wywołujący lawiny. To oznacza, że będę jeden dzień później&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;w obozie i stracę szansę dołączenia się do Włochów idących na Pobiede. Cały dzień nudzę się i rozmyślam w namiocie stresując się przed przejściem ostatniego, niebezpiecznego odcinka. Czekam do 18 żeby pokonać kuluar w cieniu. Pogoda zaczyna się psuć ok 16 więc podejmuję ryzyko i przed piątą ruszam szybko na dół. Słońce na szczęście wytopiło stare ślady i widzę jak przebiega szlak. Szybko przebiegam przez pas seraków, zwalniam tylko na przejściu przez liczne już szczeliny. Przechodząc przez jedną, przebijam nogą most śnieżny, ale rzutem na brzuch ratuję się z opresji. Przejście kosztuje mnie dużo stresu. Śnieg jest roztopiony, mosty małe i ciągle duże zagrożenie lawinowe. Ostatecznie w ekspresowe 1h30min jestem bezpieczny w campie 1. Zwijam namiot i ruszam lodowcem na dół do basecampu.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Po zejściu na morenę, robię ostatnie zdjęcie Chan Tengri.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Wreszcie czuję się bezpiecznie i koniec stresów. Uśmiecham się sam do siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W pierwszym basecampie (są 2 na lodowcu) słyszę polskie głosy. Okazuję się, że to grupa trekkersów która przyszła z Olą Dzik. Ola jest nieźle zaskoczona widząc mnie w basecampie, do tego chyba nie poznała mnie przez bujną brodnę;) Świat jest mały. Jeszcze nie dawno Ola zdobywała Gashebrum II, a teraz przypadkiem spotykamy się w Kirgistanie. Nocą dochodzę do swojego basecampu po to żeby&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;przeżyć kolejne zaskoczenie. W Bazie jest Denis i Siergiej z którymi zdobywałem Komunizma.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Wszyscy mi gratulują. Siedzę w kuchni razem z kilkonastoma „Śnieżnymi Panterami” z Rosji, Kazachstanu, Kirgistanu i innych republik. Wśród nich jest nawet legenda Tien-Shanu, Gleb Sokolov, który ma na koncie kilka niesamowitych rekordów i trudnych dróg. Wczoraj odleciał Denis Urubko. Siergiej mówi wszystkim, że zdobyłem 4 szczyty w 28 dni. Słowa uznania od tak wybitnych alpinistów dodają mi skrzydeł. Niestety na szybko dowiaduję się, że nikt w tym sezonie nie idzie już na Pobiede.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W nocy nie mogę spać. Jest mi zimno i ciągle myślę co mam zrobić. Jestem przerażony wizją samotnej wspinaczki na Pik Pobiedy. Do tego koniec sezonu, lodowiec się topi, na górze jest jedynie jeden Włoch, szlak zasypany. Na myśl, że musiałbym sam przechodzić kilka kilometrów lodowca, pas seraków, kolejne 6 dni (przy dobrej pogodzie) samemu gotować, jeść i spać przechodzą mnie dreszcze. Moja osłabiona psycha nie jest w stanie sprostać takiemu wyzwaniu. Rano decyduję się zakończyć projekt. Nie jestem samobójcą i staram się nie podejmować zbyt dużego ryzyka. Gdyby choć jedna osoba była gotowa ruszyć ze mną na Pobiede to jestem pewny że udałoby się ją zdobyć. Tak pozostaje mi jedynie z żalem patrzeć na ogromne urwisko mojego piątego, niezdobytego szczytu. Wrócę za rok i zakończę to co rozpocząłem dwa miesiące temu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Czy projekt mogę uważać za sukces? Nikt nie zdobył do tej pory tych czterech szczytów w tak krótkim czasie. Tylko czy aż czterech? Jestem szczęśliwy, że tyle udało mi się zdziałać, ale brakuje kropki nad „i”. Brakuje piątego, najtrudniejszego szczytu, żebym mógł powiedzieć że jestem usatysfakcjonowany. Nie ma rekordu, nie ma śnieżnej pantery. Nie ma Pobiedy, Nie ma Zwycięstwa. Jest za to wspomnienie niesamowitego, górskiego doświadczenia.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Skłamałbym gdybym napisał, że byłem pewny że wejdę na wszystkie szczyty. Prawda jest taka, że nie wierzyłem w siebie, dawałem sobie kilka procent szans na powodzenie. Tymczasem z biegiem wyprawy przekonałem się, że stać mnie na wiele i zdobycie śnieżnej pantery nie było za wysoko postawioną poprzeczką. Zabrakło tylko kogoś&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;z kim mógłbym zakończyć&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;projekt. Przekonałem się po raz kolejny, że samotność w wysokich górach nie jest przyjemna. To katorga i ciężkie doświadczenie, które bardzo mocno wpływa na psychikę. Dałem radę to znieść, ale mam nadzieję, że nie będę musiał tego powtarzać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Czas wracać do domu i stawić czoła wyzwaniom dnia codziennego.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Ryzyko porażki &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;jest tam nie mniejsze niż&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;górach…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-1617464736170691656?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/1617464736170691656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/08/chan-tengri-7010m.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1617464736170691656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1617464736170691656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/08/chan-tengri-7010m.html' title='Chan Tengri 7010m'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-4gL98Ermnjg/TlHedC3x9tI/AAAAAAAAGlk/pEsDGFst5nE/s72-c/IMG_5424.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-6934876963908530244</id><published>2011-08-14T07:23:00.000+02:00</published><updated>2011-08-14T07:23:22.134+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Pik Komunizma 7495m</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-WDyEjDgGnAs/TkdP9F4OOJI/AAAAAAAAGaA/wXLPceeDLtI/s1600/IMG_5341.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-WDyEjDgGnAs/TkdP9F4OOJI/AAAAAAAAGaA/wXLPceeDLtI/s320/IMG_5341.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/111882736185576350092/KorzeniewskaSomoni"&gt;PHOTOS FROM PIK KOMUNIZMA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Było to zdecydowanie najtrudniejsze zdobywanie szczytu z jakim przyszło mi się zmierzyć. Miałem szczęście i trafiłem na doborowy skład. Koniec końców poszliśmy w czwórkę. Siergiej(Kirgiz) z Sergem (francuz), pierwsi zdobywcy Korżeniewskiej w tym sezonie (dzień przede mną) są bardzo zmotywowani. Pik Kommunizma ma być ich ostatnim szczytem do śnieżnej pantery. Ja idę w parze z Denisem, megamocnym kazachem który wielokrotnie udowodni mi jak wiele brakuje mojej kondycji. Wychodzimy o 6:30 po kiepskim śniadaniu i niestety nadal od trzech dni męczy mnie biegunka. W połączeniu z ciężkim na tle innych plecakiem sprawia, że zostaję ewidentnie z tyłu.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Dojście do campu 1 i przejście przez lodowiec wybiera ze mnie mnóstwo siły. Nie sądziłem, że będę aż tak odstawał. Teoretycznie najniebezpieczniejsze miejsce, kilkaset metrów długą, śnieżną rampę, narażoną na spadające seraki i lawiny, przechodzimy bez ekscesów. Potem zaczyna się skalny odcinek ze starymi, budzącymi podejrzenia, poręczówkami. Częściowo po osuwającym się, wielkim piargowisku, a częściowo po litej skale w trójkowych trudnościach w niezłej ekspozycji. Odpoczywamy w campie na 5100. Widać różnice w podejściu do wyżywienia. Ja mam batony, żele i większość rzeczy na słodko, oni stary chleb, ser i kiełbasę. Częstuję się z chęcią&lt;span style="font-family: Wingdings; mso-ascii-font-family: Calibri; mso-char-type: symbol; mso-hansi-font-family: Calibri; mso-symbol-font-family: Wingdings;"&gt;&lt;span style="mso-char-type: symbol; mso-symbol-font-family: Wingdings;"&gt;J&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; . Dalej niż do tego campu nikt w tym sezonie nie doszedł. Bierzemy z namiotu &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;pozostawionego przez przewodników &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;150m liny i ruszamy dalej.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Kolejne 1000m przewyższenia to plątanina seraków, szczelin oraz stromych i łagodnych podejść, a wszystko to w śniegu przeważnie po kolana, a często po pas. Jestem pod wrażeniem mocy Siergieja, który w głównej mierze prowadzi i zawiesza poręczówki w trudniejszych miejscach. Niestety 150m starcza tylko na początek i resztę wspinamy się powiązani liną, czasem asekurując się na sztywno. Po 14h podchodzenia wypatrujemy miejsce na camp pod serakiem na ok 5700m. Mimo, że Denis nie mówi po angielsku, jakoś udaje nam się dogadać. Za jego namową odchudzam swój plecak z jedzenia, termosu, butelki i innych „zbędnych” rzeczy. Dzięki temu następnego dnia idzie mi się dużo lepiej. A następny dzień mimo, że podobny do poprzedniego to&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;dużo krótszy.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Musimy podejść pod szczyt Kirov, a następnie zejść 200m na Wielkie Pamirskie Plato. Jest to jeden z największych płaskowyżów górskich na świecie i naprawdę żadne zdjęcie nie potrafi oddać tego jak pierwszy raz zobaczy się je na własne oczy. Tego dnia, mimo że w nocy wstawałem „pobiegać”, czuję się dużo lepiej. Zmieniam się częściej na prowadzeniu „w torowniu” i humor zdecydowanie mi dopisuje. Kilka trudniejszych momentów, jak przejście stromego seraka czy przekroczenie szczeliny brzeżnej pokonujemy bez problemów. Camp rozbijamy na plato u podnóża Piku Duszanbe, który musimy także pokonać. Trzeci dzień to dojście do 6800m, najwyższego obozu w jakim przyszło mi spędzić noc. Dalsza część torowania, z krótki odcinkami skalnymi. Denis wyraźnie odżył (ponoć był słaby) i idzie właściwie 100m przed nami, na tyle szybko, że kiedy decydujemy się założyć obóz, on jest wysoko w górze. Biedak musi schodzić do nas. Kopiemy dwie platformy pod namiot i cały wieczór standardowo gotujemy wodę. Denis jest bardzo pomocnym partnerem, sam bez namowy, wyręcza mnie w gotowaniu i pilnowaniu jetboila. Dzięki takim detalom osiąga się sukces w górach. Do tego dnia pogoda była doskonała. Pełne słońce i mało wiatru. Wieczór przed atakiem coś zaczęło się psuć. Noc zupełnie bez snu. Wiatr dudni o ściany namiotu i zrzuca na twarz zamarznięte kropelki dopiero co wydychniętego powietrza. Wszystko mokre i pokryte szronem. Budzik wybija nas z letargu o 4. Przekrzykując wiatr porozumiewamy się z drugim namiotem, że dajemy sobie czas do wschodu słońca. Wschód nadchodzi, ale wiatr nie ustaje. Jest bardzo zimno. W normalnej sytuacji, w takich warunkach można by co najwyżej obrócić się na drugi bok. Niestety ja stoję na zewnątrz i przemarzniętymi dłońmi próbuję założyć zamarznięte na kość buty górskie trzęsąc się cały z zimna. Serge wyraźnie zwleka. Potem wielokrotnie próbuje nakłonić Siergieja do odwrotu. Początek jest najgorszy, trzeba znaleźć odpowiedni rytm. Po jakimś czasie udaje mi się złapać rytm Denisa i już cały dzień prowadzimy ciągnąc za sobą Siergieja z Sergem. Prowadzimy to może za dużo powiedziane. Denis toruje, a ja wyręczam go raz na jakiś czas. Trasa okazuje się bardziej skomplikowana niż myślałem. Przełęcz którą trzeba pokonać &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;aby dojść pod główne spiętrzenie ściany to plątanina seraków. Udaje nam się znaleźć właściwą drogę dopiero za drugim razem po nadłożeniu niepotrzebnych metrów. Całe szczęście mimo wiatru widoczność jest na razie zadowalająca. Długim trawersem dochodzimy pod skalną kopułę szczytową. Jest dużo bardziej stroma niż się spodziewałem. Widoczność się kończy, przyszła mgła. Kolejne godziny to mozolne zdobywanie metrów w pionowym czasem śniegu. Warunki są fatalne. Z góry sypią się pyłówki, a z dołu podwiewa luźny śnieg. Nie da się odpocząć w żadnej pozycji. Prawie bezustannie osuwający się śnieg&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nie daje żadnych możliwości asekuracji. Zresztą nie ma to znaczenia, bo liny i tak nie wzięliśmy. Trawersy między jedną grupą skał, a drugą to istna katorga. Trzeba uważać na każdy krok, żeby nie wyjechać i skończyć gdzieś daleko na dole. Nawet nie chcę myśleć o zejściu. Prowadzę na zmianę z Denisem. Siergiej z Sergem, albo nie chcą, albo nie dają rady iść szybciej. Przed wyjściem na grań natykamy się na fragment starej poręczówki, która w tych warunkach jest mało pomocna. Sama grań jest ostra jak brzytwa. Z powodu mgły nie mam pojęcia czy z drugiej strony są nawisy czy nie. Żeby nie ryzykować trzymam się kawałek od ostrza grani na bardzo stromym stoku. Po krótkiej, lodowej ściance wychodzi się bezpośrednio na ostrze i nim kilkadziesiąt metrów do szczytu. Dyszę jak lokomotywa. Całe wąsy i brodę mam posklejane kawałkami lodu. W końcu jest! Upragniony szczyt.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Denis już wraca, ja kręcę filmik i próbuję posklejać skołatane myśli. Średnio mi to wychodzi. Przy starych poręczówkach czekamy na Siergieja i Serga. Mimo, że są dziś dużo wolniejsi, postanawiamy schodzić razem. Warunki psują się z minuty na minutę. Widoczność spadła do kilku metrów. Może to i dobrze, przynajmniej nie widać w jakiej lufie schodzimy. Ślady zdążyło doszczętnie zasypać. Schodzenie trwa wieczność. Idziemy z taką samą prędkością jak do góry, uważając na każdy krok. Serge powłóczy już nogami i dwa razy zsuwa się ze śniegiem, cudem się zatrzymując. Dochodzimy do przełęczy nie mając pojęcia jak w tych warunkach przejść barierę seraków.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;W krótkich momentach przejaśnienia obieramy kurs na coś co wydawało nam się poranną trasą. Widoczność jest zerowa. Poważnie nie mam czasem pojęcia czy idę po stromym czy po płaskim. Wpadamy w jakieś pole serako-szczelin. Serge ze zmęczenia popełnia błąd i spada kilka metrów&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;u ujścia szczeliny. Denis z Siegiejem nawet się tym nie przejęli. Zresztą nie da się już z nimi w ogóle komunikować, widać że są potwornie zmęczeni. Czekam na Serga i razem, jego ślimaczym tempem idziemy po niknących śladach w kierunku nieznanym. Wyszliśmy w końcu w jakimś „znajomym” miejscu. Powłócząc nogami podchodzimy w kierunku Piku Duszanbe. Nagle krzyk Serga ostrzega mnie przed lawiną która spada prosto na nas. Na szczęście, tylko samoistnie wywołana mała „deska” zatrzymuje się na naszych stopach. Na ostatnim trawersie przed campem, chmury nagle opadły i pojawiło się zachodzące słońce. Magiczny i niespodziewany moment w ciągu całego tego dramatycznego dnia. Bez energii dochodzimy do namiotów po całodniowej akcji, która wydawała się wiecznością. Denis zdążył jeszcze zwymiotować przed wejściem do namiotu. Nie mam siły żeby jeść, myślę tylko o leżeniu. Kolejna bezsenna noc przy dźwiękach dudniącego wiatru. Nienawidzę nocy powyżej 6000m. Rano oczywiści wszystko mokre i zamarznięte na kość. Planujemy dziś długie zejście do basecampu. Najpierw na dół, średnio stromym stokiem piku dushanbe na pamirskie plato. Wydawałoby się, że nic nas tutaj nie zaskoczy. Kilkaset metrów przed campem w nieoczekiwanym miejscu zapada się pod Siergiejem ogromny kawał ziemi. Nieświadomi weszliśmy na sklepienie olbrzymiej szczeliny. Całe szczęście spada tylko kilka metrów do śniegu i wychodzi o własnych siłach pomagając nam obejść niebezpieczeństwo. Na plato spotykamy grupę Węgrów, którzy doszli tu po naszych śladach i chyba nie świadomi są co ich jeszcze czeka. Do góry rusza też samotnie zmotywowany Rosjanin Victor. My podążamy na dół po śladach schodzących Rosjan z Omska. Ostatnie podejście na szczyt Kirov i potem już ciągle w dół aż do lodowca Waltera. Mimo wzmożonej uwagi, na stromym zejściu Serge traci kontrolę i zaczyna się zsuwać po śniegu. Słyszę z tyłu krzyk Siergieja i widzę pędzące, mijające mnie obok, bezwładne ciało Serga. Nie jestem w stanie nic zrobić. Po kilkudziesięciu metrach spada z uskoku i zatrzymuje się nagle na szczycie seraka, dosłownie centymetry od przepaści. To już kolejna sytuacja kiedy Serge ratuje się cudem od śmierci. Bez przygód dochodzimy już do rampy, którą razem z Denisem pokonujemy dosłownie biegiem. Dopiero na lodowcu spoglądając do góry oddycham z ulgą. Koniec stresów, udało się wyjść cało z tego śnieżnego piekła. Do basecampu dochodzimy pod wieczór witani winem, owocami, uściskami dłoni i gratulacjami. Weszliśmy jako pierwsi i wszystko wskazuje na to, że jedyni w tym sezonie na Pik Komunizma, zwany teraz oficjalnie Pikiem Ismaila Somoni. To była naprawdę prawdziwa, górska wyrypa!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-6934876963908530244?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/6934876963908530244/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/08/pik-komunizma-7495m.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6934876963908530244'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6934876963908530244'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/08/pik-komunizma-7495m.html' title='Pik Komunizma 7495m'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-WDyEjDgGnAs/TkdP9F4OOJI/AAAAAAAAGaA/wXLPceeDLtI/s72-c/IMG_5341.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-4159893668992435455</id><published>2011-08-14T07:20:00.000+02:00</published><updated>2011-08-14T07:20:35.459+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Pik Korzeniewskiej 7105m</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-39ORnCgcSm8/TkdOulVrVQI/AAAAAAAAGWw/UlemZMXHzgM/s1600/IMG_5266.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-39ORnCgcSm8/TkdOulVrVQI/AAAAAAAAGWw/UlemZMXHzgM/s320/IMG_5266.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/111882736185576350092/KorzeniewskaSomoni"&gt;PHOTOS FROM PIK KORZENIEWSKIEJ&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Przyleciałem do bazy 27go razem z grupą Rosjan, Irańczyków i parą Polaków, Pawłem i Kasią. Baza jest super położona na morenie środkowej między lodowcami Waltera i Moskwina. Jest wielka przeszklona mesa, murowane domki dla obsługi, prysznic z ciepła wodą i sauna (za dodatkową opłatą oczywiście), boisko do siatkówki, a obok na jeziorku można popływać kajakiem.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Namiot rozbijam na trawce z widokiem na ogromny masyw Piku Kommunizma. Spotykam też czwórkę Polaków z którymi zgadałem się przez FB. Niestety dopadły ich jakieś poważne problemy żołądkowe i restuja w bazie. Od Dimitriego, szefa przewodników dowiaduję się, że poręczówki założone są tylko powyżej 5600, jest bardzo dużo śniegu i nikt jeszcze nie wszedł na szczyt. Pierwszy atak ma być jutro. Postanawiam, że nie ma co czekać, przepakowuje się i ruszam następnego dnia z zamiarem dotarcia do dwójki na 5800. Wieczorem Kasia z Pawłem zapraszają mnie na kolacje, a potem siedzimy cała gromadą Polaków w mesie zajadając się Bounty.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Ruszam o 6:30 rano w super pogodzie. W ogóle standardowo w Pamirze rano jest bezchmurne niebo, a po południu pogoda się wyraźnie psuje. Szlak początkowo przekracza bezpieczny lodowiec Waltera, by potem ścieżką wić się w nieskończoność przez piargowiska. Od malutkich kamyczków, przez wielkie głazy. Przekracza się dwa razy rzekę, raz pod ogromnym serakiem (biegiem). Są dwie małe ścianki z poręczówkami, ale raczej pro forma. Do camp 1 na 5100 docieram po 3h20min czyli dosyć szybko. Dalej szlak wchodzi na nieciekawy lodowiec, lód przykryty żwirem i jeden odcinek poręczówki. Kilka małych szczelin do przeskoczenia i już camp 1b na 5300m. Polacy zostawili tutaj rozbity namiot, restuję więc trochę i zostawiam moje salomony&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;żeby ich wyżej nie tachać nie potrzebnie. Póki co spotykam tylko grupę Irańczyków którzy się aklimatyzują i schodzą do bazy, trójkę z przewodnikiem którzy mają zamiar nocować w camp 2 i schodzić oraz Rosjanina, Denisa który tak jak ja zmierza na szczyt. Okazuje się, że Camp 2 nie jest tak jak zwykle na 5800m pod barierą skalną, ale na śnieżnym platou na 5600m. Z jednej strony lepiej, bo nie musze już dalej iść z drugiej gorzej, bo odległość do kolejnego obozu znacznie się wydłuża. Kilka namiotów rozbitych jest na moście śnieżnym, który można przebić czekanem! Sam prawie robię ten sam błąd. Aż mnie zmroziło. Denis mówi, że wyjdzie rano razem ze mną w kierunku obozu 3, ale okazuje się cwaniakiem i puszcze mnie przodem żebym torował szlak. Rano pogoda średnia więc wychodzę trochę później. Obawiam się tego odcinka, bo nie widać śladów, a poręczówki są tylko na krótkim podejściu. Wiem, że trzeba długim, wznoszącym trawersem dojść do grani na 6100. Całą trasę toruję w śniegu, czasem do ud. Często zatrzymuję się i próbuję odgadnąć „którędy?”. Ostatecznie idę po taternicku „jak puszcza”. Kilka razy idę w sypkim śniegu po dosyć stromym stoku z duszą na ramieniu. Znajduję też stare poręczówki, ale zupełnie nie nadające się do użycia. Udaje mi się dojść do campu 3 na 6100m w niecałe 6 godzin. Bardzo ciężko. Jest tu miejsce zaledwie na 3 namioty. Jest jeden z Aleksandrą i Victorem w środku. Mówią, że dziś ktoś poszedł na szczyt i powinny być ślady. Postanawiam zostać w tym obozie i atakować stąd szczyt na lekko. Nie mam siły iść do campu 4 tym bardziej ze po drodze jest pionowa ścianka. Victor pomaga mi kopać platformę pod namiot, co w tych warunkach jest nie lada robotą. Tym bardziej, że&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;w lodzie zalegają kawały zmrożonego moczu i fekaliów. Nic przyjemnego babrać się w czymś takim:/ Długo po mnie przychodzi grupa 2 rosjan i kazach. Poznaje ich twarze, okazuję się ,że byli w tym samym czasie co my na Piku Lenina i agencja (zresztą ta sama co moja, Ak-sai) przerzuciła ich przez granice przy Jirigital i są na miejscu prawie tydzień dłużej ode mnie! Jawna niesprawiedliwość. Do tego dowiaduję się, że ów kazach też chciał wchodzić na 5 szczytów, ale na Lenina nie wszedł z powodu wiatru. Wleźli dziarsko po moich śladach i poszli do campu 4 zabierając ze sobą Victora. Pomyślałem, że przynajmniej jutro wykorzystam ich ślady w drodze na szczyt. Denis przychodzi ponad 3h po mnie i też poszedł do camp 4. Cały wieczór gotuję wodę i próbuję przełknąć ohydnego liofila. W nocy strasznie pada śnieg. Zasypuje namiot. Ja nie mogę spać, zastanawiam się czy dobrze zrobiłem zostając w niższym obozie. Wstaje o 5:00. Oczywiście bezchmurne niebo, ale nie na długo. Ruszam o 6:30 w kombinezonie puchowym, pod spodem 1,5l bukłaka, w pasie zapięta klapa od plecaka z batonem, 3 żelami, kamerą, spotem, folią nrc i zapasowymi rękawiczkami. No i banerami od sponsorów;) idę z kijkiem i czekanem. Ścianka problemowa zabezpieczona jest na szczęście poręczówką i okazuje się całkiem łatwa. Moje marzenie o śladach niestety prysło w nocy, cała drogę do campu 4 brodzę w śniegu, a samo wyjście przez nawis do obozu&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;dosłownie kosztuje mnie przekopywanie się jak kret!&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Na szczęście od campu widzę ślady. Rosjanie i Kazach ruszyli przodem, jakąś godzinę przede mną. Ściemniacz Denis, czeka aż pójdę przodem. Ubiegając fakty, Denis wycofuje się z powodu zbyt wolnego tempa. Ruszam chyżo do przodu. Założyłem z tego miejsca 4h na szczyt, ale przy tej ilości śniegu to chyba nie możliwe. Droga na szczyt to niekończąca się grań śnieżna, która raz wznosi się raz opada tworząc iluzję, że szczyt jest nie daleko.Za którąś z kolei górką widzę blisko Rosjan. Postanawiam jednak taktycznie sprawę rozegrać i odpoczywam dłużej niż zwykle, żeby nie musieć torować. Tak czy siak dochodzę ich w końcu przy niespodziewanej przeszkodzie, dosyć trudnej skalnej ściance (z poręczówką). Pogoda nie rozpieszcza, raz zamieć śnieżna, raz totalna mgła, a nagle wychodzi słońce i gotuję się w kombinezonie. Kazach jest daleko z przodu i mimo, że sam toruje to zrobił chyba godzinę przewagi. Mogłem spokojnie minąć ich wcześniej. Spotkamy go już&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;w zejściu. Wysuwam się na prowadzenie;) Końcówka to straszna mordęga. Widać już szczyt, ale trzeba wejść na niego jakby naokoło. W końcu udaję się! Na płaski jak blat stołu szczyt, wchodzę trochę przed 13. Z campu 3 zajmuję mi to 6h26min, w tych warunkach to chyba dobry czas. Jakiś czas za mną dochodzą Rosjanie. Robię zdjęcia i kręcę krótki filmik. Czuję ,że ten atak kosztował mnie dużo więcej energii niż na Leninie. Staram się schodzić szybko, ale częste podejścia mnie zatrzymują. Mimo, że bardzo uważam na stromym trawersie osuwam się ze śniegiem. Zatrzymuję się metodą „na kota”&lt;span style="font-family: Wingdings; mso-ascii-font-family: Calibri; mso-char-type: symbol; mso-hansi-font-family: Calibri; mso-symbol-font-family: Wingdings;"&gt;&lt;span style="mso-char-type: symbol; mso-symbol-font-family: Wingdings;"&gt;J&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Potem jeszcze raz zjeżdżam zaraz przed ścianką problemową przy obozie. W końcu ląduję w namiocie po 8h30min od wyjścia. Zmęczenie wzięło górę. Do końca dnia leżę, mam siłę zrobić tylko herbatę i zjeść kawałek kiełbasy i sera. Miałem schodzić niżej, ale stwierdziłem, że nie ma sensu jak jutro mogę zejść prosto do basecampu. Następnego dnia budzę się trochę później, pozwalając, żeby wysechł namiot. Jakoś mi się ciężko zbiera, ale przed 9 wychodzę obładowany pełnym plecakiem. Ślady zasypane. Ponoć rozwiesili nowe poręczówki, ale kawałek trzeba wytrawersować bez nich. Ciągle sypią się małe lawinki z pod stóp. Jedna zabiera mnie 2 metry, ale znowu ratuję się metodą „na kota”.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;W takim śniegu czekan nie pomaga. Czasem muszę się przedzierać w świeżym lawinisku w śniegu po pas! Docieram w końcu do poręczówek i ciągle obsuwając się w sypkim śniegu dochodzę do campu 3. Potem szybko do camp 1b, zabieram Salomony z namiotu Polaków. Dalej lodowiec, gdzie spotykam Kasie i Pawła. W campie 1, przebieram się, zmieniam buty i już prawie biegiem na dół do basecampu. Na jednym z podejść spotykam Polaków. Cały czas walczyli z problemami żołądkowymi, ale już dzielnie napierają do przodu. Krótkie podejścia przed basecampem i lodowiec wybierają mi wszystkie siły. Ale w końcu jest, basecamp! Do tego akurat trafiłem na pyszny i ogromny obiad, zapijając go litrem Coca-Coli.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;W 3,5 dnia zdobyłem Pik Korzeniewskiej. Drugi szczyt. Czas na Pik Komunizma!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-4159893668992435455?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/4159893668992435455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/08/pik-korzeniewskiej-7105m.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4159893668992435455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4159893668992435455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/08/pik-korzeniewskiej-7105m.html' title='Pik Korzeniewskiej 7105m'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-39ORnCgcSm8/TkdOulVrVQI/AAAAAAAAGWw/UlemZMXHzgM/s72-c/IMG_5266.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-6021367275350111367</id><published>2011-08-14T07:17:00.000+02:00</published><updated>2011-08-14T07:17:16.882+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Pik Lenina 7134m</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-zKA2zR4mVGY/Ti0HfMvfI9I/AAAAAAAAGJw/hGroP4rkP4g/s1600/IMG_4952.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-zKA2zR4mVGY/Ti0HfMvfI9I/AAAAAAAAGJw/hGroP4rkP4g/s320/IMG_4952.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/111882736185576350092/PikLenin"&gt;PHOTOS FROM PIK LENIN&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;O Leninie napisze w terminie pozniejszym. W kazdym razie byla to najdluzsza moja wyprawa gorska, 19 dni &amp;nbsp;cztery noce na wysokosci 6100m. Pojechalem z Aga, ale niestety wycofala sie podczas ataku szczytowego. bardzo wialo i niewiele osob wogle weszlo na szczyt!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-6021367275350111367?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/6021367275350111367/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/08/pik-lenina-7134m.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6021367275350111367'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6021367275350111367'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/08/pik-lenina-7134m.html' title='Pik Lenina 7134m'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-zKA2zR4mVGY/Ti0HfMvfI9I/AAAAAAAAGJw/hGroP4rkP4g/s72-c/IMG_4952.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-4236852526728285488</id><published>2011-07-02T01:08:00.001+02:00</published><updated>2011-07-02T01:09:26.545+02:00</updated><title type='text'>Na wariackich papierach</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-joM6OSzKqBA/Tg5QBWvS49I/AAAAAAAAGIo/8pNENPDZztw/s1600/logo2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="102" src="http://4.bp.blogspot.com/-joM6OSzKqBA/Tg5QBWvS49I/AAAAAAAAGIo/8pNENPDZztw/s400/logo2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;To co się działo przez ostatni miesiąc (?) ciężko ogarnąć w kilku zdaniach. Były ciężkie treningi, fajne koncerty i imprezy, nudnawe szkolenia i owocne poszukiwania sponsorów. Wystartowałem też w Malta Trail Running zajmując 13 miejsce &amp;nbsp;i w fantastycznym Biegu Rzeźnika razem a Agą zajmując 27 miejsce po 12 godzinach ścigania. Tu należałby się osobny tekst, ale czasu ni ma. Po drodze jeszcze złożyliśmy dwa biznesplany w celu otrzymania dofinansowania z Unii na własną firmę. O tym co to za firma będzie napisze po powrocie. Po powrocie z kolejnej wyprawy życia:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już jutro ruszam w kierunku Kirgistanu. Będę próbował zdobyć 5 najwyższych szczytów byłego ZSRR, których zdobycie pozwala nosić zaszczytne miano "Śnieżnej Pantery":) informacje o wyprawie będą pojawiały się na facebooku!:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://facebook.com/snieznapantera"&gt;facebook.com/snieznapantera&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;a śledzić nas będzie można (nas, bo jadę na Pik Lenina razem z Agą) przez nieśmiertelnego SPOTA:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://share.findmespot.com/shared/faces/viewspots.jsp?glId=0VXIDamSvMsC4402eLmOINijabIWLzSYF"&gt;Tu w tej chwili jestem&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Chciałoby się napisać coś więcej. Pożegnać, podziękować (rodzinie i sponsorom między innymi;) , kilka słów refleksji, no ale niestety... czas ucieka przez palce i trzeba założyć plecak na plecy i wyjść na przeciwko kolejnej przygodzie. Bez wątpienia czeka na mnie spore wyzwanie. Najcięższe z jakim przyszło mi się zmierzyć. Pozostaje mi napisać: Trzymacie kciuki i do zobaczenia po powrocie!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;p.s. jeżeli się uda to w tzw.między czasie może uda mi się napisać coś więcej na blogu, już z Kirgistanu!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-4236852526728285488?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/4236852526728285488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/07/na-wariackich-papierach.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4236852526728285488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4236852526728285488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/07/na-wariackich-papierach.html' title='Na wariackich papierach'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-joM6OSzKqBA/Tg5QBWvS49I/AAAAAAAAGIo/8pNENPDZztw/s72-c/logo2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-2066897997929975640</id><published>2011-05-28T16:51:00.002+02:00</published><updated>2011-05-28T17:08:17.181+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='utmb'/><title type='text'>KIERAT na letko</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-saBFwp1NOhs/TeELs1QeNZI/AAAAAAAAGHg/hm9s8FV1ciw/s1600/2011_05_20_17_57_27.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="191" src="http://2.bp.blogspot.com/-saBFwp1NOhs/TeELs1QeNZI/AAAAAAAAGHg/hm9s8FV1ciw/s320/2011_05_20_17_57_27.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;fot.Jacek Deneka&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Buty mokre, nogi zabłocone, środek nocy i dookoła na stokach stromego lasu kilkanaście chaotycznie świecących czołówek. Każdy szuka czegoś co na mapie widnieje jako „Diabelski Kamień”. Nie ma go raczej tu gdzie powinien być no ale gdzieś być musi więc biegamy w te i wew te licząc na cud odnalezienia. Ktoś na szczęście znalazł i był na tyle łaskawy, że przekazał wieść innym. Jest tam daleko na górze. Kamień, do diabła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;To dopiero trzeci punkt, a mamy już za sobą dwa głupie błędy nawigacyjne. Wszystko z powodu tak zwanej sugestii grupy. Zgodnie z przysłowiem „jedzcie g*wno, miliony much przecież nie mogą się mylić” pobiegliśmy tam gdzie grupa przed nami zamiast tam gdzie trzeba. Daleko z przodu cała śmietanka z Maćkiem Więckiem i Michałem Jędroszkowiakiem na czele. Są navigatorzy, jest stary znajomy z wielką łydą Irek Waluga, są mocni lokalsi i cała gama silnych zawodników. Razem z nami napiera&amp;nbsp; Ola Dzik, która dzielnie walczy i przygotowuje się do wyprawy na Gasherbrum.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Czołówka narzuciła ostre tempo od samego początku i szybko znikają z pola widzenia.&amp;nbsp; Choć mnie, aż stopy świerzbią żeby ich gonić postanawiam trzymać się razem z Agą i zacząć spokojnie.&amp;nbsp; Plan to powolutku łykać kolejnych zawodników i zacząć wyścig od połowy. Jak Scott Jurek.&amp;nbsp; Na razie jednak wszyscy nas łykają. Na drugim punkcie jesteśmy poza pierwszą 50siątką. Nie wygląda to dobrze. Napieramy jednak żwawo nie popełniając już większych błędów w nawigacji. Nocą biegnie się szybko, a dzięki dużemu zagęszczeniu zawodników &amp;nbsp;na początku cały czas spotyka się kogoś ciekawego.&amp;nbsp; A to chłopaki traithloniści, a to jakiś gość co opowiada jak nienawidzi litwinów, ale rok rocznie jeździ do Wilna na maraton. Gdzieś tam znajoma twarz, chłopak z którym startowałem w przywoływanej już „ekstremalnej dwójce”. Wreszcie łączymy się z Wojtkiem, który startuje w Kieracie po raz 3 i zna tereny na wylot. W połowie trasy, na 50tym kilometrze i po 7,5h napierania meldujemy się już na 18stym miejscu! Trochę zawodników łyknęliśmy. Do tego zaraz przed nami jest pierwsza kobieta na trasie – Justyna Frączek z zespołu code34. Pojawia się zatem cel tego biegu, powalczyć o pudło w kategorii kobiet&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;J&lt;/span&gt; Agnieszka startuje po raz pierwszy na tak długim dystansie do tego w od razu w górach. Ja czuję się świetnie i zaczynam zbiegać stromą ścieżką ze świadomością, że wyścig dopiero się zaczyna. Niestety nogi Agi zaczynają odmawiać posłuszeństwa. Najpierw skurcze które ograniczają zbiegi, a potem jeszcze gorzej. Na jej odmoczonych stopach pojawiło się kilka odcisków, które podczas biegu asfaltem pękły… Przymusowy postój na zmianę skarpet. Kiedy zobaczyłem jak to&amp;nbsp; wygląda to mnie zmroziło. Trochę jak scenka z filmu GORE. Dla mnie oznaczałoby to jedynie rezygnację, dla Agi jedynie powód do mocniejszego zaciśnięcia zębów. Na następnym punkcie sporządzam prowizoryczne opatrunki&amp;nbsp; z plastrów compeed i folii po bułkach z serem. Przechodzimy z biegu do chodu i tak już niestety do przedostatniego punktu. Zaczęli łykać nas, ale to w sumie nic dziwnego skoro nie biegniemy. Trasa zaczyna się dłużyć. Mnie zaczyna łapać typowy sleepmonster, czyli zasypianie niezależnie od okoliczności. Przysypiam co kilka kroków. Zapijam jednak guaraną extreme,&amp;nbsp; zrobił się dzień i wszystkie potwory uciekły. Dreptamy sobie pod górkę i z górki nadrabiając bieganie kreatywną nawigacją z pomocą Wojtka.&amp;nbsp; Aga cierpi bardzo, aż momentami serce się kraja. Przestajemy przejmować się samymi zawodami i odliczamy kolejne kilometry w kierunku mety. Kolejny postój niedaleko jednej z licznych tu, odciętych od świata wsi. I tu zdarza się cud. Trudno powiedzieć&amp;nbsp; czy z pomocą końskiej dawki guarany, magnezu i środków przeciwbólowych czy też z pomocą siły wyższej. W każdym razie Aga zaczyna BIEC. I to całkiem żwawo, a nie typowym ultramaratońskim świńskim truchtem. I tak biegniemy i zaczynamy łykać kolejne zespoły. Chłopaków z Compassu co zatrzymali się na piwko w sklepie. Potem Wojtka i Zbyszka z bikeboardu którzy długo z nami szli, a potem z nudów przyspieszyli i zostawili nas z tyłu. Potem jakiegoś pojedynczego gościa. I nagle okazało się, że możemy złamać&amp;nbsp; 18 godzin. Ostatnie 5 kilometrów zbiegu finiszujemy na maksa. Widać Limanową, widać kościół, przyspieszamy, jest most, jest dom kultury i jest Meta!&amp;nbsp; Trzeba jeszcze dotrzeć do małej salki, odebrać bezceremonialnie wyręczany dyplom i medal i koniec. 18h i 4 minuty. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Zajmujemy odpowiednio 24 i 25 miejsce na 578 startujących. Aga mimo, że przybiegła jako czwarta kobieta (trzecie była czeszka) dostaje puchar i tytuł drugiej vicemistrzyni w mistrzostwach Polski pieszych maratonów na orientację.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Skłamałbym gdybym napisał, że jestem zadowolony z wyniku. Nie ma sensu zastanawiać się co by było gdybym ścigał się od samego początku. Udowodniłem sobie tylko, że przebiegnięcie 100 kilometrów nie musi wiązać się&amp;nbsp; z bólem i cierpieniem, ale może być zaskakująco przyjemnym doświadczeniem&lt;span style="font-family: Wingdings;"&gt;J&lt;/span&gt; Dzięki wszystkim, znanym i nieznanym osobą spotkanym na trasie za wspólną walkę i niezłą zabawę. Za rok wracam i walczę o pudło;)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_Xm2w_ZuFTM/TeEL8_jBG0I/AAAAAAAAGHk/nvqaDbggQXo/s1600/13.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-_Xm2w_ZuFTM/TeEL8_jBG0I/AAAAAAAAGHk/nvqaDbggQXo/s320/13.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;p.s. jakieś nasze zdjęcia może pojawią się w późniejszym czasie&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;p.s. +3 punkty do UTMB;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-2066897997929975640?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/2066897997929975640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/05/kierat-na-letko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2066897997929975640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2066897997929975640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/05/kierat-na-letko.html' title='KIERAT na letko'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-saBFwp1NOhs/TeELs1QeNZI/AAAAAAAAGHg/hm9s8FV1ciw/s72-c/2011_05_20_17_57_27.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-9182269592565732702</id><published>2011-05-28T16:16:00.000+02:00</published><updated>2011-05-28T16:16:00.317+02:00</updated><title type='text'>Z mikrofonem w ręku</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-4WTELJcAKbA/TeECvP_bptI/AAAAAAAAGHc/lz7JZ-y4sxU/s1600/DPP_6006-150x150.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-4WTELJcAKbA/TeECvP_bptI/AAAAAAAAGHc/lz7JZ-y4sxU/s1600/DPP_6006-150x150.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Dzięki mojej wizycie na Kolosach i nieoczekiwanej wygranej w konkursie Zawady dostałem kilka propozycji pokazu slajdów.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Trochę to nowa dla mnie sytuacja, bo do tej pory sam musiałem prosić&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;o możliwość pokazania zdjęć z podróży ,a tym razem poproszono mnie.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Strasznie mnie to ucieszyło, że kogoś mogą zainteresować, a może nawet zainspirować moje podróże.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Na jedynej skałce w Poznaniu co się zowie Avana (zupełnym przypadkiem również pracuję na niej w charakterze „operatora ściany”) pokazałem zdjęcia i filmy z moich dotychczasowych zdobyczy przybliżających mnie do Korony Ziemi. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Do&lt;a href="http://zw.pl/adrenalina-tomka-kowalskiego"&gt; Wschowy&lt;/a&gt;, małej mieściny niedaleko Leszna zostałem zaproszony przez Tomka Szwarca. Jego stowarzyszenie zaprasza co jakiś czas podróżników, którzy w dostojnej Sali urzędu miasta prezentują się przed licznie zgromadzoną publicznością.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Jest miła, kameralna atmosfera&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;oraz długie domowe rozmowy na przeróżne tematy. Tomek sam jest ciekawym jegomościem. Pracuje jako rzeźbiarz i jest jednym z większych znawców kultury Indian w Polsce&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Razem z Aga docieram też do Bydgoszczy na &lt;a href="http://podroznicy.byd.pl/"&gt;I bydgoski festiwal podróżniczy „z plecaka wzięte”&lt;/a&gt;. Dwa dni super pokazów slajdów z różnych dziedzin i zakątków świata. M.in. Hajer, ślązak i autor dwóch książek opowiadał jak to pojechał do Dallejlamy, udowadniając przy tym, że emeryt też może. Organizatorka Karolina okazała się na maksa zakręconą osobą, która podobnie jak ja ma za sobą wielomiesięczną podróż i do tego byliśmy w tych samych miejscach w podobnym czasie. W ogóle cały czas okazuje się jaki świat jest mały. Od słowa do słowa okazało się, że znajomi Karoliny jeździli na rikszy w Kopenhadze razem z moimi znajomymi, a samą Karolinę zna inny mój znajomy i w ogóle wszyscy to jedna rodzina. Z każdym kolejnym piwem znajduje się co raz więcej koneksji;) Bydgoszcz jest naprawdę bardzo ładnym miastem z odnowioną starówką co zaprzecza tezie jakoby było to jedno z brzydszych miast Polski (zwane przez niektórych pieszczotliwie Brzydgoszcz). Super klimat, mili ludzie, impreza zorganizowana na 5+. Za rok wracam (o ile mnie zaproszą;) &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;A poniżej niepublikowany jeszcze nigdzie wywiad ze mną z Kolosów;)&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/kI2wWdcGcfM/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/kI2wWdcGcfM&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/kI2wWdcGcfM&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-9182269592565732702?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/9182269592565732702/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/05/z-mikrofonem-w-reku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/9182269592565732702'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/9182269592565732702'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/05/z-mikrofonem-w-reku.html' title='Z mikrofonem w ręku'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-4WTELJcAKbA/TeECvP_bptI/AAAAAAAAGHc/lz7JZ-y4sxU/s72-c/DPP_6006-150x150.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-631950648915881539</id><published>2011-05-28T11:49:00.002+02:00</published><updated>2011-05-28T17:04:59.512+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trening'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mtb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Śnieżnik extreme</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-I17bRwQ25dc/Tck1Iy_fQ7I/AAAAAAAAGFk/2hcauYoNn8o/s1600/IMG_4813.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="179" src="http://2.bp.blogspot.com/-I17bRwQ25dc/Tck1Iy_fQ7I/AAAAAAAAGFk/2hcauYoNn8o/s320/IMG_4813.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/kowalski85/SnieznikEXtreme#"&gt;PHOTOS FROM ŚNIEŻNIK&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Coś się chłodnawo zrobiło.&amp;nbsp; Światło dnia zdążyło już nas obudzić tylko jakoś wstawać się nie chce. Dzisiaj mamy jeszcze zrobić ostatni trening biegowy przed powrotem z majówki. Przecieram zaparowane okienko w namiocie i ze zdumieniem stwierdzam, że na dworze jest… zima. 30 centymetrów mokrego śniegu zaskoczyło wszystkich. A najbardziej chyba drogowców.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Cel wyjazdu był dosyć prosty. Bierzemy buty do biegania i rower i każdego dnia naginamy ile się da. Choć nie w pełni profesjonalny to zdecydowanie jest to mój pierwszy „obóz” treningowy.&amp;nbsp; Pod masyw Śnieżnika w Kotlinie Kłodzkiej dojeżdżamy dosyć późno. Po drodze udaje nam się zobaczyć słynna krzywą wieże w Ząbkowicach Śląskich, która krzywizną przebija nawet jej bardziej znaną siostrzyczkę w Pizie. Odświeżam też wspomnienia na twierdzy w Kłodzku, która wybitnie kojarzy mi się z początkiem mojej licealnej kariery w telewizyjnym reailty show „Extremalna Dwójka”. Gdzieś nawet można to obejrzeć&amp;nbsp; w sieci.&amp;nbsp; Yariske zostawiamy na leśnym parkingu i ruszmy z buta obładowani zapasami sprzętu i jedzenia na kilka dni, który zaskakująco dosyć sporo waży. Zrobiła się noc, a my nadal pchamy rowery pod niekończącą się górę. Szczęśliwym trafem jednak wracał do schroniska swoim samochodem sam właściciel – Jacek i zabrał nam plecaki zostawiając nas z samymi rowerami bez czołówek w środku lasu. Dotarliśmy jednak bez problemów z pomocą księżyca i rozbiliśmy namiot rozpoczynając oficjalnie obóz treningowy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;3 następne dni toczyły się podobnym rytmem. Wstajemy niespiesznie czekając aż słońce oświetli namiot. Jemy jajecznice, zalewamy bukłaki rocketfjulem, bierzemy kilka batonów, mapę i ruszamy w trasę. Raz rower, raz bieganie , czasem dwie rzeczy tego samego dnia.&amp;nbsp; Masyw śnieżnika jest najwyższy w okolicy, więc każdy trening rozpoczynał się długim zjazdem (lub zbiegiem) aby potem serpentynami i z różną zmianą krajobrazu otoczyć kilka górek i długim podjazdem wrócić do punktu wyjścia. Kilka godzin treningu, który w gruncie rzeczy jest trochę cięższą wycieczką sprawia, że na twarzy mamy ogromne banany.&amp;nbsp; Nie oznacza to, że nie jest to męczące! Wylewam bowiem siódme poty na podjazdach rowerem oglądając oddalające się plecy Agnieszki czy kuśtykając z kijkami po raz trzeci wbiegając na szczyt Śnieżnika. Są piękne widoki, które przecież ani nie są norweskimi fjordami ani grand canyonem, a jednak&amp;nbsp; ujmują i&amp;nbsp; wręcz zobowiązują do odpoczynku i kontemplacji. Są magiczne chwile jak samotna &amp;nbsp;ambona na środku wielkiego wyrąbiska,&amp;nbsp; wiejący grozą domek pustelnika w środku lasu czy niestandardowa ilość gwiazd oglądana przy kubku grzańca galicyjskiego. Są też przyjaciele, którzy pojawili się znienacka ostatniego dnia i przedłużyli nieco czas ciszy nocnej w schronisku. Wreszcie jest Jacek, właściciel, który porozumiewa się tylko w trybie rozkazującym czasu przyszłego. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Nici z ostatniego biegania.&amp;nbsp; W zimowych warunkach zjeżdżamy przemoczeni i zmarznięci do samochodu. Na drodze warunki tragiczne i nikt nie zazdrości markotnie wyglądającym motocyklistą z otwartą, zaklejoną śniegiem szybką kasku.&amp;nbsp; W ramach turystycznego obowiązku zwiedzamy jeszcze tajemnicze podziemne miasto w Osówce, które w imponujący sposób pokazuje fanatyzm Niemców na punkcie budowania fortyfikacji.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;Majówka udana w 200%.Nie dość, że się zdrowo zmęczyłem, łydę przypakowałem, trochę nawet schudłem to jeszcze znalazłem stałą kompankę na dalsze treningi;) A kolejne zawody już wkrótce…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hQJSdRr1lzE/Tck1OFsJFvI/AAAAAAAAGF8/4bAsGvvFCvA/s1600/IMG_4821.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-hQJSdRr1lzE/Tck1OFsJFvI/AAAAAAAAGF8/4bAsGvvFCvA/s320/IMG_4821.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-631950648915881539?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/631950648915881539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/05/snieznik-extreme.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/631950648915881539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/631950648915881539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/05/snieznik-extreme.html' title='Śnieżnik extreme'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-I17bRwQ25dc/Tck1Iy_fQ7I/AAAAAAAAGFk/2hcauYoNn8o/s72-c/IMG_4813.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-798617501851259615</id><published>2011-04-19T02:08:00.001+02:00</published><updated>2011-04-19T02:14:17.248+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trening'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Karko Nosz</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-p6QxGVXHNrg/TazSQnViR3I/AAAAAAAAGA0/_RRgKlgMbgM/s1600/20110417118.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-p6QxGVXHNrg/TazSQnViR3I/AAAAAAAAGA0/_RRgKlgMbgM/s320/20110417118.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;odglos przypominajacy warkot silnika trabanta połaczony z rzeniem konajacego wieprza. az dziw bierze ze cos tak niesamowitego moze wyjsc z wnetrza starszej babki ktora spi dwa lozka obok. to chrapanie niczym armagedon nie pozwala nawet na sekunde zmrozyc oka. w momencie kiedy wydaje sie ze nastapilo apogeum i gorzej byc nie moze, babka wydobywa z siebie, ze zdwojona sila, odglos ktorego na prozno szukac w filmach science fiction... tego juz nikt o zdrowych zmyslach nie byl w stanie zniesc. wynosimy sie spedzic twarda noc na korytarzu:)&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;pojechalem z &lt;a href="http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/rajd-on-sight.html"&gt;Aga&lt;/a&gt; (znana z przepisu na cudowna potrawe z kurczaka) pobiegac w Karkonoszach. Po feralnym maratonie filmowym i godzinie snu ruszamy &amp;nbsp;skoro swit w dluga droge na poludnie. Skracajac trase przez Wroclaw ladujemy w Karpaczu po troche ponad 5h. Plan z grubsza mamy taki zeby pobiegac w sobote, przespac sie w schronisku Samotnia i pobiegac troche wiecej w niedziele. i wrocic. Samochod zostawiamy na parkingu z widokiem na moloch - Hotel Golebiewski, ktory widac z kazdego miejsca Sudetow i z kosmosu chyba tez. &amp;nbsp;W gorach mozna spotkac, tak samo jak w miescie, roznych dziwakow. roznica polega na tym, ze to dziwactwo jakos sie bardziej tutaj uwidacznia. Jest parka rodem z berliskiego Love Parade, ktora udaje ze biega. Sa goscie w plaszczykach i adidaskach z nieodlacznym papierosem w ustach. Czy wreszcie koles po farmacji z krzywa przegroda nosowa i wielkim wolem ktory nawdychal sie zbyt duzo azjatyckiego powietrza. O babce co chrapie jak "koniec swiata" nie wspominajac.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jednak nie przyjechalismy tu patrzec sie na ludzi. Wkladamy obcisle geterki, buklak napelniamy "raket fjulem" i swinskim truchtem ruszamy na sniezke. &amp;nbsp;Tego dnia robimy 25 kilometrow, do przeleczy okraj i z powrotem. Na szczyt wbiegamy nawet bez zatrzymania co powoduje czasem podziw i oklaski, ale w wiekszosci przypadkow mine ktora zwykle poprzedza pukanie sie palcem w czolo. Niemniej jednak my czujemy sie jak ryby w wodzie. Zapomnialem jakie bieganie w gorach jest wspaniale. Nawet z tym sniegiem po kostki, chlupiacymi butami, wiatrem i narastajacym zmeczeniem jestem szczesliwy...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;wracamy pod wieczor. cieply prysznic, aminokwasy, potrawka z kurczaka, grzane winko, schroniskowe rozmowy i... bezsenna noc. gdyby nie godzilla w pokoju napewno zregenerowalibysmy sie w 100%. Rano jestesmy zmarnowani, ale ruszamy chyzo tym razem w kierunku Szrenicy. I pewnie bysmy dobiegli gdyby nie Agi troj-fazowy lot koszacy konczacy sie nabiciem kolanem na wystajcy kamien. Normalny czlowiek po takim wypadeczku wrocil by z placzem do schroniska. Aga jednak nauczyla sie trudnej sztuki oddzielenia bolu od ciala i pobieglismy jeszcze kilka kilosow dalej. nastepnego dnia stosuje juz technike chodzenia z jedna noga permanentnie wyprostowna, bo okazalo sie ze uszkodzila jakis miesien/sciegno ktory w ogole nie wiedzialem ze istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w niedziele, w srodku nocy, wracamy do Poznania. Ot, taka krotka dwu dniowa przygoda. Bardzo pozytywna mimo tego upiornego chrapania i widowiskowego upadku.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VTVpXTTxo-E/TazSed9_HNI/AAAAAAAAGA4/DDdye_EEY2A/s1600/20110416101.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-VTVpXTTxo-E/TazSed9_HNI/AAAAAAAAGA4/DDdye_EEY2A/s320/20110416101.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s.na &lt;a href="https://picasaweb.google.com/kowalski85/KarkoNosz#"&gt;Picassie&lt;/a&gt;&amp;nbsp;kilka zdjec&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-798617501851259615?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/798617501851259615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/04/karko-nosz.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/798617501851259615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/798617501851259615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/04/karko-nosz.html' title='Karko Nosz'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-p6QxGVXHNrg/TazSQnViR3I/AAAAAAAAGA0/_RRgKlgMbgM/s72-c/20110417118.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5356684710437915670</id><published>2011-04-05T15:23:00.002+02:00</published><updated>2011-05-28T17:05:16.420+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><title type='text'>23 sekundy szybciej</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-y2dOb1LjpoQ/TZsMnrelXgI/AAAAAAAAF9w/vud5jJPJpzM/s1600/polmaraton_pzonan_2011_540.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://3.bp.blogspot.com/-y2dOb1LjpoQ/TZsMnrelXgI/AAAAAAAAF9w/vud5jJPJpzM/s320/polmaraton_pzonan_2011_540.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;zdjęcie z bieganie.pl, ja gdzieś tam daleko z tyłu&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;O tyle właśnie poprawiłem mój rekord w półmaratonie z przed kilku lat kiedy biegłem w Genui. Zważywszy, że wtedy raczej mało trenowałem, a moja aktywność ograniczała się głównie do całonocnych wyjść na miasto i leżenia plackiem na plaży można by założyć, że wynik raczej słaby...&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A wcale nie było łatwo.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dzień wcześniej w ramach "carbo loadu" czyli napakowania się węglowodanami, zjadłem fatalne spaghetti na jeszcze bardziej nieudanej Pasta Party, które to odbywało się w Hali Arena. Potem dobiłem się jeszcze zapiekanka z penne, kurczakiem, cebulą, szpinakiem i co tam jeszcze nie było , zapełniając bak wielką szarlotką z lodami. Wydawało mi się, że po takim żarciu, energii powinno mi starczyć przynajmniej na ultramaraton. Tymczasem skutek był odwrotny do zamierzonego. Po dziś dzień mam stresujące odgłosy w żołądku, a dzień po maratonie spędziłem rekordowe 2 godziny siedząc "na desce".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Z uczuciem, że "zaraz coś ze mnie wyjdzie" ruszyłem z impetem razem ze znanym już &lt;a href="http://natural-born-runners.pl/"&gt;Grześkiem Łuczko&lt;/a&gt;&amp;nbsp;w kierunku Mety. &amp;nbsp;Plan był taki, żeby biec za pacemakerem (gościu z balonem, który biegnie dokładnie na konkretny czas, w naszym przypadku 1h 30min) do połowy, a potem ruszyć z kopyta tak, żeby te 2-3 minuty pobiec szybciej drugą połówkę. W między czasie dobiegł nas Bela, który spóźnił się na start, ale że chłopak mocny jest niesłychanie to naszym tempem mógłby biec tyłem (co czasem zresztą robił). Zgodnie z planem po połowie ruszyłem szybciej w towarzystwie Beli, bo Grzesiek się gdzieś zapodział. Bela swoją klatą osłaniał mnie od morderczego wiatru prosto w twarz (tzw.mordewind), &amp;nbsp;a ja patrząc tylko na jego skarpetki cisnąłem ile się da. 16 kilometr i Bela pobiegł w siną dal, a ja zostałem sam na sam z mordewindem. Dawałem sobie jeszcze zmianę z pewnym łysawym gościem, ale czułem, że zapasy energii ulegają znacznemu deficytowi.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;2 kilometry przed meta, kiedy powinienem zacząć finiszować czułem , że już pary mi brakuje. Spiąłem pośladki i jeszcze kogoś dałem rade wyprzedzić, ale to pewnie dlatego że prawie stał w miejscu. Czas na mecie (oficjalny) 1h29min15sek. Tym razem nie mam mroczków przed oczami, ale dyszę ciężko.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Chwile za mną jest gościu z balonem (moja taktyka się nie powiodła), Grzesiek jest kilka minut potem a dalej kolejne znajome twarze. Magda co biega z nami w środy. Ludzie ode mnie z roku. Przybiega w końcu Aga (zaraz za wielką grubą babką), potem jest też Piekarz z &lt;a href="http://www.avana.pl/"&gt;Avany&lt;/a&gt;, Michał z KW Warszawa i kilku innych jegomości. Na rolkach przyjechali też specjalnie z Dąbrowy, Polly z Elvisem. Także bardzo wesoły poznański weekend:)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Po wielu przemyśleniach stwierdzam, że czas mam kiepski, bo: nie wypocząłem po On-sighcie, wiało mi w twarz, niezaaklimatyzowałem się jeszcze do wyższej temperatury (było ponad 20 stopni) no i "coś chciało ze mnie wyjść" i walczyłem bardzo żeby nie wyszło...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;dzięki Bela za pociągnięcie mnie przez kilka kilometrów z najgorszym miejscu!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zrobiliśmy sobie z Aga i Grześkiem plan treningowy, jak wyjdzie chociaż jego cześć to będziemy niezniszczalni!:)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;p.s.może będą jakieś dodatkowe zdjęcia potem&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5356684710437915670?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5356684710437915670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/04/23-sekundy-szybciej.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5356684710437915670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5356684710437915670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/04/23-sekundy-szybciej.html' title='23 sekundy szybciej'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-y2dOb1LjpoQ/TZsMnrelXgI/AAAAAAAAF9w/vud5jJPJpzM/s72-c/polmaraton_pzonan_2011_540.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8953416197406264406</id><published>2011-03-28T18:40:00.002+02:00</published><updated>2011-04-01T13:45:02.620+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mtb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><title type='text'>Rajd On sight</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-lX2s6pUwnmU/TZC54o0ws5I/AAAAAAAAF84/1DC0PvjwUm0/s1600/foto.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-lX2s6pUwnmU/TZC54o0ws5I/AAAAAAAAF84/1DC0PvjwUm0/s320/foto.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Poniżej relacja która mam nadzieje, znajdzie się także na portalu &lt;a href="http://napieraj.pl/"&gt;napieraj.pl&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;-------------&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jjSs33ScBtI/TZW6DjzaYDI/AAAAAAAAF9Q/4v8ZiQ68fzI/s1600/qM7qrMCynjOheRzcQDSC_0223.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://3.bp.blogspot.com/-jjSs33ScBtI/TZW6DjzaYDI/AAAAAAAAF9Q/4v8ZiQ68fzI/s320/qM7qrMCynjOheRzcQDSC_0223.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Chłodno, piach, deszcz, śnieg, błoto, grad, zimna woda, mokro, zimno. bardzo zimno. Szczęka mi lata na wszystkie strony. Jesteśmy na jedynym przepaku w którym można było coś zostawić. Nie ma się jednak niestety gdzie ogrzać. Zaraz zmienimy przemoczone do suchej nitki ubrania i może odżyjemy. Jeden żel, drugi żel, ryż z kurczakiem zapijamy coca-colą i mamy wrażenie, że rajd dopiero się zaczyna. Napieramy!&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;To już trochę ponad połowa rajdu On-Sight. W tym roku nie ma za dużo możliwości żeby się pościgać więc do Lubniewic zjechało całkiem sporo mocnych zespołów.  32 teamy na trasie Speed nie pozostawiały złudzeń, że będzie szybko i ciężko. Na odprawie wszyscy dowiadują się jednak od Kuby Wolskiego, że wcale tak szybko nie będzie. Do zaliczenia 66 punktów kontrolnych, trudna orientacja, wymagające zadania specjalne i do tego pogoda jak w kalejdoskopie. Kuba twierdzi, że według jego szacunków wszystkie punkty uda się podbić jedynie 30% zespołów. Uprzedzając fakty okazało się, że przewidział wszystko co do jednego procenta. Całość punktów zebrało jedynie 11 ekip.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Nasz zespół PocoLoco AT wraca do rajdowania po ponad 3 latach przerwy. Zespół to może trochę za dużo powiedziane. Biegliśmy wcześniej tylko raz razem, właśnie 3 lata temu na Wertepach. Karol startuje z chorobą i właściwie nie trenował przez całą zimę, ja z kontuzją, która zadziwiająco mi przechodzi po terapi szokowej w postaci 17h ściagania. Za cel obieramy sobie po pierwsze dobrą zabawę (kwestie czy na rajdach tego typu w ogóle można się bawić pozostawiam do dyskusji), a po drugie powalczyć o pierwszą dziesiątkę. Z naszymi dolegliwościami, moim pożyczonym rowerem, zagrzybiałym bukłakiem (również pożyczonym, dzięki Aga;) i ogólnym brakiem formy to i tak wydawało się mało realne. W myśl zasady „do ambitnych świat należy” ruszamy truchtem w stronę pierwszego Punktu Kontrolnego&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;b&gt;NOC&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Nie wygląda to dobrze. Już na pierwszym punkcie widać chaos kilkudziesięciu czołówek szukających dołka w lesie. Potem jakieś wąwozy, dziury, bieganie „na azymut” przez chaszcze czy przejście po spróchiałym drzewie nad rzeką, żeby czasem za wcześnie butów nie zamoczyć. Niby scorelauf , a każdy biegnie A,B,C,D i tak dalej. Remik z Kiełbasą jak zwykle kreatywną orientacją łączą różne litery alfabetu i po pierwszym BnO na 10km prowadzą. My dobiegamy do rowerów na 7 miejscu. &lt;/span&gt;&lt;span style="text-decoration: none;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Z &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;myślą, że jest zajebiście i lepiej być nie może.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Rower dla mnie zawsze był i będzie tragedią. Choć nie wiem jak bardzo się będę prężył to albo mnie skurcz łapie, albo widzę plecy wyprzedzających mnie dziewczyn. Teraz w dodatku jest jeszcze kupa piasku i jakby atrakcji było za mało zaczęło siąpić deszczem. Dowlekamy się na kolejną zmianę. MTBO nazwane, nie bez powodu, „Mordęga” okazuje się  Męczarnią. Orientacja trudna (przynajmniej w naszym mniemaniu), podejścia (bo podjechać to szans często nie było), gałęzie w szprychach i do tego z lekkiego siąpania zrobił się ostry kapuśniak. Mimo kilku błędów na kolejnej zmianie meldujemy się na 6 miejscu razem z Natural Born Runners.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Na samą myśl o kolejnym etapie boję się wziąć mapę do ręki. Oryginalna kopia mapy do Mistrzostw Polski Wojska Polskiego. Nie wiem czy oni też biegali w nocy w takich warunkach i ile im to zajęło, ale my chyba na żołnierzy się nie nadajemy. Pierwszy PK spoko, na drugim już gorzej, a na trzecim pomyliłem północ z południem. Z opresji ratuje nas Lurbel Adventure. Dalej już lepiej, jak przecinaki tniemy gęstwiny lasu. Raz rzadkiego i wysokiego innym razem gęstego młodnika, który w deszczu nie pozostawia na nas suchej nitki. Mijając się z wyżej wspomnianymi ekipami docieramy do zmiany na 5 miejscu. Za nami napierają dwa kolejne teamy. Zrobiło się naprawdę zimno...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;b&gt;RANO&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Ponoć są 2 stopnie Celcjusza. Wszyscy są doszczętnie przemoczeni, a do przepaku zostały jeszcze 3 etapy. Kolejny rower. Palce odmarzają nam na tyle, ze musimy się zatrzymać i rozgrzewać kilka minut żeby wróciło do nich czucie. Mamy tylko po jednej parze cienkich, od dawna już przemoczonych rękawiczek. Tniemy ewidentnym wariantem i nie wiadomo jak lądujemy na bagno- rzece bez przejścia. W dodatku wylądowałem lotem koszącym nad kierownicą twarza w kupie ziemi, łamiąc przy okazji mapnik. Dalej na rowerze nawiguje Karol. Znajdujemy drogę i docieramy na kolejną zmianę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Tu dzielimy role. Ja biegnę na BnO , Karol na MTBO. Znowu nieewidentna orientacja. Łapię pierwszy kryzys, zapasy glikogenu sięgnęły dna, a isostar i żele się właśnie skończyły. Jakoś doczłapuję do zmiany, Karol wraca w tym samym momencie i bez odpoczynku (a bardzo na to liczyłem) tniemy do stefy zmian. Spadamy na 6 pozycje.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Mimo wszystkich przygód  Jojo, który siedzi na przepaku, mówi że wyglądamy najlepiej z dotychczasowych zespołów. Skoro tak to może by jednak trochę przycisnąć? Po 20stu dygocących minutach, wspomnianych na początku żelach i kurczaku, bierzemy rolki i ruszamy w pogoń.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Ltk80gfpFds/TZW6QokGXhI/AAAAAAAAF9U/lrPjsqvAy9U/s1600/PDdcfk5mT48MLzL26DSC00126.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://3.bp.blogspot.com/-Ltk80gfpFds/TZW6QokGXhI/AAAAAAAAF9U/lrPjsqvAy9U/s320/PDdcfk5mT48MLzL26DSC00126.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;b&gt;POGOŃ&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Tytuł brzmi dumnie, ale jakieś filmowej pogoni nie było. Po prostu w dobrych nastrojach ruszyliśmy przed siebie. Na rolkach łypie mnie w plecach tak, że prawie podjeżdżać nie mogę. Asfalt jest, tak jak zapewniali organizatorzy, gładki jak masełko. Na rolkach byliśmy wcześniej tylko raz na przejadżce wokół poznańskiej Malty, a wcześniej to pewnie z 5 lat temu. Mimo tego wydaje mi się, że suniemy równo, ale to pewnie dlatego że nie mamy porównania. Dosunęliśmy do kostki brukowej, krótki bieg i jest kolejna zmiana. Długo oczekiwany trekking z tajemniczymi bunkrami po drodze. W pierwszym siedzą jeszcze 2 zespoły, więc zakładamy, że nie może być za łatwo. Okazało się, że jacyś goście ubrani w moro od stóp do głow zrobili sobie libację alkoholową i wynieśli jeden lampion, który bezskutecznie probowały odnaleźć inne zespoły. Jeden z jegomościów powiedział, że znalazł go „na lewo od Wampira, po schodach przy dziurze”. Wampirem okazała się postać namalowana na ścianie, co w tych ciemnościach robi niezłe wrażenie. W promieniach samotnej świeczki znajdujemy wiszący na ścianie dziurkacz. Dajemy namiary szukającemu jeszcze brakującego lampionu zespołowi Lurbel i ruszamy. Dalej na mapie widniały dwa bunkry do których wydawało się, że można łatwo trafić. Nic bardziej błędnego. Gubimy się strasznie, dochodząc do okopów z zaporą przeciwczołgową, która nas jednak nie zatrzymała. Ze świdomością, że straciliśmy cenne minuty docieramy do ostatniego bunkra, długo wyczekiwanego zadania specjalnego – 23 metrowego zjazdu  i podejścia głęboko pod ziemnią. Okazuje się, że wyprzedziliśmy o dosłownie minutę Lurbel, a w środku są jeszcze chłopaki z Inov-8. Z racji tego, że obydwaj wywodzimy się ze środowiska wspinaczkowego zadanie wykonujemy błyskawicznie (jedyny moment kiedy wiedziałem, że robimy coś szybko:) i wychodzimy z bunkra przed resztą teamów.  Z powrotem już bez wpadek. Dochodzi nas inov-8, ale że chłopaki nie mają rolek to robimy nad nimi z 10 minut przewagi. Tym razem sunie się idealnie i plecy o dziwo nie bolą.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Nieśpiesznie wychodzimy z przepaku zakładając oczywiście, że zostaniemy wyprzedzeni. Obieramy najkrótszy wariant. Niestety asfalt okazuje się być kostką brukową co zupełnie odbiera nam energię. Mimo naszego niezbyt szybkiego tempa Inov-8 bierza nas dopiero przy punkcie 10. Zaczynamy robić głupie błędy nawigacyjne i plątamy się bezsesnu. W tak zwanym międzyczasie, Aga z Lurbela nagina szosą dookoła ze średnią równą prędkości światła i wodują kajaki na czwartej pozycji. Nie pociesza nas ta informacja, ale postanawiamy i tak cisnąć do końca, bo okazuję się, że Inov-8 nie wyszli jeszcze z przepaku.  &lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;17 kilometrów kajaka. Czasem słońce, czasem deszcz. Albo jak kto woli trochę śmiesznie, trochę strasznie. Łapie mnie typowy „sleepmonster”. Zaczynam snić na jawie i gadam sam do siebie po czym orietuje się, że przespałem dwa machnięcia wiosłem. Jeden punkt znajduję się w głębi lądu. Karol leci go podbić, a ja łapie się jedną ręką gałęzi żeby nie odpłynąć i zasypiam na kilka minut. Budzi mnie po chyba 5 minutach, a mam wrażenie, że przespałem całe zawody. Nie możemy znaleźć najbardziej oddalnego punktu i zza cypla wyjrzał właśnie goniący nas Inov-8. Mamy może tylko 3 minuty przewagi. Pełna moblizacja, czyli napieramy ile fabryka dała. Na jeziorze zrobiły się   fale. Nie wiadomo czy przez wiatr czy przez nasz, sunący jak przecinak kajak. Nakręcamy się tak, że już dawno straciłem czucie w palcach, a z każdym machnięciem wydaję z siebie nie frasobliwe „uch!”.  Szybka przenoska się przedłuża przez dygoty ciała i kaczy chód spowodowany moimi obtarciami pachwin. Wbijamy ostatni punkt i już z zapasem docieramy do brzegu. Dostajemy szampana, bo na mecie meldujemy się po 17h30min jako 3 zespół w kategorii MM. Jesteśmy szczęśliwi.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;b&gt;KONIEC&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Karol zalicza podręcznikowy zgon. Końcówką kajaka wyeksploatował się do dna. Ma gorączkę, trzęsie się z zimna i gada od rzeczy jeszcze kilka godzin po zakończeniu rajdu. Przedstartowa choroba dała mu 17 godzin wolnego, żeby teraz zebrać swoje żniwo. Na szczęście na drugi dzień jest już ok. Wystarczyły tylko dwa powiększone zestawy z McDonalda i od razu wracamy do pełni sił;)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Pozostaje mi podziękować Karolowi za pozytywne nastawienie i niezwykłą wolę walki,dzięki któremu tylko udało nam się ten rajd ukończyć na tak wysokiej pozycji. Doskonale się uzupełnialiśmy na orientacji, bo albo ja albo on robiliśmy błędy, ale nigdy w tym samym czasie:)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Dziękujemy ogranizatorom za super rajd,  który dał szanse na walke zespołom z mniejszą łydką.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Mam nadzieję, że ów historia obrazuję iż nawet zupełni średniacy, jak my ,mogą się liczyć w walce o szeroko pojętą „czołówkę”. Wystarczy tylko czerpać przyjemność z napierania i łatwo się nie poddawać. Nie zaszkodzi również odrobina ryżu z kurczakiem i ananasem na przepaku;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;--------------------------&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-YGrgDCNJQrg/TZW6YGnejoI/AAAAAAAAF9Y/vxjlX8NfRnQ/s1600/LL7merS6Zsdjwj1bpDSC09794.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://1.bp.blogspot.com/-YGrgDCNJQrg/TZW6YGnejoI/AAAAAAAAF9Y/vxjlX8NfRnQ/s320/LL7merS6Zsdjwj1bpDSC09794.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;to jeszcze na starcie&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;Dodam tylko, że 2 dni po czuje się ok. Trochę się przeziębiłem i mam zanik czucia w jednym palcu u ręki, ale ogólnie jest świetnie:) Zdjęcia może będą wkrótce&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;O innych "przygodach" w następnym poście&lt;/div&gt;&lt;div style="font-weight: normal; margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8953416197406264406?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8953416197406264406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/rajd-on-sight.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8953416197406264406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8953416197406264406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/rajd-on-sight.html' title='Rajd On sight'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-lX2s6pUwnmU/TZC54o0ws5I/AAAAAAAAF84/1DC0PvjwUm0/s72-c/foto.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-1367907130112812479</id><published>2011-03-14T15:33:00.001+01:00</published><updated>2011-03-28T18:43:14.769+02:00</updated><title type='text'>dni dobrych wiadomości</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-bCrv4nxzX-s/TX4nEYL4ZKI/AAAAAAAAF7A/iSI2-HP2wzY/s1600/zawada.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="https://lh4.googleusercontent.com/-bCrv4nxzX-s/TX4nEYL4ZKI/AAAAAAAAF7A/iSI2-HP2wzY/s320/zawada.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Zaczelo się od tego ze w ostatni dzien obozu dowiaduje się, ze nasz projekt o dofinansownie z Unii przechodzi kolejny etap i jestesmy o krok od dostania pienidzy na otwarcie firmy. Teraz już oficjalnie chyba moge napisac, ze ja i Margo chcemy otworzyc hostel i biuro podrozy w Poznaniu i wszystko zmierza ku temu ze się uda:) z tego szczescia zjechalem na sankach ze slaskiego domu kilka kilometrow do wylotu doliny Wielickiej. Nie wiem kiedy ostatnio byłem na sankach, ale zabawa przednia.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Potem odwiedzam starych znajomych w Krakowie, którzy uwili sobie calkiem fajne gniazdko i wracam do DG na kilka dni. W domu wyjatkowo się nie nudzilem,a pogoda pozwolila na zdjecie pajeczyn z roweru i nabawanienie się odciskow na posladach.  Z Polly odwiedzam kilka zapomnianych jurajskich miejscowek , m.in. zupelnie odnowiony zamek w Bobolicach i kretowisko  na legendarnej dzialce w Jaworzniku. Kilka niezwykle aktywnych dni w DG i ruszam PKP do Gdyni.11h w pociagu wlasciwie przesypiam sam w przedziale ale niestety kosztuje mnie to 140zl, bo w moim miescie nie ma dworca, a w pociagu karta się placic nie da...&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;potem weekend Kolosow. w piątek pokazywalem zdjecia z mojej wyprawy i opowiedzialem o muay thai, bieganiu w podrozy i wejsciu na Denali. mimo ze pokaz był o 12 to była prawie cala hala, z 2tys osob więc stresik był. Jak zwykle z powodu tremy mialem troche markotny ton opowiesci, ale kilka osob powiedzialo mi ze wyszlo spoko. więc ok:)  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;mimo ze w gruncie rzeczy przyjechalem  do Gdyni sam to ciagle kogoś spotykalem lub poznawalem. był Grzesiek Kuspiel, znany dabrowski podroznik i speleolog, zreszta stary znajomy mojego taty. był przypadkowo spotkany Pastwa z Poznania który w niedziele mial dzien milczenia. była Ola Dzik z która poznalem się calkiem niedawno w Karkonoszach (dostala wyroznienie w kategori Alpinizm). w akademiku mieszkalem z Arkiem który dostal kolosa w kategori Ekploracja Jaskin. na imprezie spotkalem się z innymi poznaskimi znajomymi. Wreszcie spotkalem się z Monika, która poznalem dawno temu w Bangkoku i w sumie większość czasu imprezowalem z nia i jej znajomymi  a wczoraj nawet spalem w jej rodzinnym domu bo mi pociag odjechal:)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Cala jednak kumulacj wrazen nastapila w niedziele po poludniu. na Kolosy przyjechalem bo nominowano mój projekt wyprawy do konkursu im. Andrzeja Zawady. rano mialem „rozmowe kwalifikacyjna” z kapitule kolosow w której zasiadaja takie osoby ze czulem się zaszczycony tym ze w ogóle siedzie z nimi przy jednym stole. dotychczas czytalem tylo ich ksiazki i historie, a teraz musialem się sam zaprezentowac. do tego nie przygotowalem zadnej prezentacji (chociaz niby powinienem) a Krzysztof Wielicki, który zadawal najwięcej pytan był raczej malo przjaznie nastawiony.ostatecznie wyszedlem z rozmowy z mieszanymi uczuciami.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Niemniej po 17 znalazlem się na glownej scenie Kolosow z wielkim czekiem na 15 tys zlotych i w niemialym szoku usmiechalem się do aparatow fotograficznych. Potem był poczestunek dla laureatow. Kolejne slawy alpinizmu i podrozy. porozmawialem z legedna autostopu Chopinem, z usmiechnietym już Wielickim o naszej rodzinnej Dabrowie, był redaktor GÓR który zapewnil mnie ze artykul z Denali będzie opublikowany i w ogóle rozne dziwne rozmowy i historie. nawet Kinga Barnowska powiedziala mi „czesc” na pozegnanie hehe:) ciezki szok, powaznie do tej pory nie wierze ze to się wszystko wydarzylo.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;wracam właśnie pociagiem do Poznania. naprwde wydaje mi się, ze cala ta akcja nie miala miejsca. tylko ten tekturowy czek na polce mi przypomina ze jednak pojade gdzies na wakacje...&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;zapowiada się ze blog przerodzi się w przygody mlodego przedsiebiorcy wraz z przygotowaniami do kolejnej wyprawy zycia:) zagladajcie tu czasem!&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;p.s. w tak zwanym miedzyczasie dostalem maila, ze mam gwarantowany start w maratonie w Nowym Yorku, ale to dopiero w listopadzie;)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;p.s.2. w zyciu zwykle bywa, ze po takiej paraboli wzwyzkowej nastepuje totalny spadek szczescia i dolina, więc powoli przygotowuja się na to psychicznie:/&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zQ7bexMxyt0/TZC6OigtQaI/AAAAAAAAF88/5NzOvROIXMk/s1600/DSC_2343.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-zQ7bexMxyt0/TZC6OigtQaI/AAAAAAAAF88/5NzOvROIXMk/s320/DSC_2343.jpg" width="212" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-1367907130112812479?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/1367907130112812479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/dni-dobrych-wiadomosci.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1367907130112812479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1367907130112812479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/dni-dobrych-wiadomosci.html' title='dni dobrych wiadomości'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-bCrv4nxzX-s/TX4nEYL4ZKI/AAAAAAAAF7A/iSI2-HP2wzY/s72-c/zawada.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-2598902498060897382</id><published>2011-03-05T17:05:00.001+01:00</published><updated>2011-05-28T17:02:44.039+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><title type='text'>ponad hotel turnia</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-gnt99p2sAh0/TXJbFikchII/AAAAAAAAF5o/6NOhax9Rusk/s1600/IMG_4798.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh5.googleusercontent.com/-gnt99p2sAh0/TXJbFikchII/AAAAAAAAF5o/6NOhax9Rusk/s320/IMG_4798.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ostatni dzien potraktowalismy lekko. Idziemy w trojke z Mirkiem i Andrzejem na ponad staw turnie, ktorej sciana wzosi sie prawie zaraz nad hotelem. Wybieraja sie tam dzisiaj w sumie 4 zespoly oprocz nas wiec postanowilismy szybko sie uwinac i poprowadzic cala stawke. Wbilismy sie w zleb ograniczajacy sciane i praktycznie cala droge pokonalismy z lotna asekuracja i mi przypadlo prowadzenie. taki trzyosobowy pociag wspinajacy sie non-stop przez 500 metrowa sciane. nie obylo sie jednak bez wpadek. na dosyc stromym trawersie trawkowym mirek zatrzymal sie zeby wyjac kamere z plecaka i sflimowac akcje. kamere udlo my sie wyjac, ale caly otwarty plecak zeslizgnal sie po sniegu i runal z impetem w dol. Andrzej ktory zobaczyl tylko "cos" czerwonego, spadajacego mowil potem ze prawie zawalu dostal. Plecak spadl do podstawy sciany i jak sie pozniej okazalo, mimo ze cala zawartosc wypadla to udalo sie wszystko odnalezc po zejsciu.&lt;br /&gt;Jedynym trudnym momentem na drodze byl ostatni wyciag. wbilem sie niepotrzebnie w trudniejszy teren i pociagnalem z lotna czworkowy, kilkumetrowy odcinek zalodzona rysa. troche sie nabalem i utrudnilem przejscie kolejnym 4 zespolom ktore poszly po naszych sladach. oprocz nas wszyscy sie asekurowali na ostatnich 3 wyciagach, ale moim zdaniem specjalnie trudno nie bylo zeby tracic czas na asekuracje;)&lt;br /&gt;droge zrobilismy w 3 godziny i na dole bylismy przed 14. reszta dnia opalanie, pakownie i rozmowy przy piwku, a reszta wieczoru i nocy to pozegnalna impreza. Wszyscy wyjeli pochowane alkohole ktorych konca nie bylo widac. O dziwo na poranne sniadanie kazdy stawil sie punkualnie. nikt przeciez nie chce zjadac resztek:)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-RgDImXMxs5w/TXJfLxKREqI/AAAAAAAAF5s/91D3QjG4Hbw/s1600/IMG_4825.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh3.googleusercontent.com/-RgDImXMxs5w/TXJfLxKREqI/AAAAAAAAF5s/91D3QjG4Hbw/s320/IMG_4825.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-2598902498060897382?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/2598902498060897382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/ponad-hotel-turnia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2598902498060897382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2598902498060897382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/ponad-hotel-turnia.html' title='ponad hotel turnia'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-gnt99p2sAh0/TXJbFikchII/AAAAAAAAF5o/6NOhax9Rusk/s72-c/IMG_4798.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5197389336880673761</id><published>2011-03-03T23:13:00.001+01:00</published><updated>2011-05-28T17:02:24.871+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><title type='text'>wyrypa</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-TtnioRauGwA/TXAP_rbE5GI/AAAAAAAAF5I/R4fidhm0CC4/s1600/IMG_4764.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh3.googleusercontent.com/-TtnioRauGwA/TXAP_rbE5GI/AAAAAAAAF5I/R4fidhm0CC4/s320/IMG_4764.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;po raz kolejny wracamy do hotelu po ciemku, spoznieni na kolacje. tym razem jednak duzo bardziej zmeczeni, z odciskami i bolami w roznych czesciach ciala. typowa calodzienna wyrypa.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;bylismy na drodze Maczki na Wielickiej Baszcie. obydwa zespoly ktore robily ja przed nami wracaly z klopotami w nocy,ale Kierzu stwierdzil ze zrobimy to napewno szybciej. oczywiscie nie zrobilismy, bo mamy tylko szpej na jeden zespol wiec wszystko szlo dwa razy dluzej. do tego pogoda sie zwalila. Droga jednak byla fantastyczna. jak do tej pory numer jeden obozu. Dluga, urozmaicona, trudnosci trzymaly do samego konca. W skale, w lodzie, w trawkach, nawet w kosowkach (znowu). czesciowo z lotna, kilka emocjonujacych momentow. wlasnie na taki wspin przyjechalem na oboz. Na szczycie jestesmy juz po zmroku. Nikt nie wie dokladnie ja schodzic a slady wiada w roznych kierunkach. ostateczie kluczylismy po omacku az dotarlismy do zejscia na tzw. niedziwedzia lawke i nia prosto do Hotelu na resztki kolacji.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;zmeczony jestem, musze przyznac. jutro wlasciwie ostatni dzien wspinu. mielismy zrobic dluga droge na Gerlach ale z braku sprzetu (poza tym Kierzu jutro restuje) nie dalibysmy rady zrobic ja w czworke w jeden dzien. w zwiazku z tym ruszymy na cos blizej, tak zeby wyrobic sie na kolacje;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;na koniec zdjecie pt. zamyslony taternik;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-wYfX9ovgCz8/TXASWZHPwXI/AAAAAAAAF5M/MQPjI66H3n4/s1600/IMG_4731.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh5.googleusercontent.com/-wYfX9ovgCz8/TXASWZHPwXI/AAAAAAAAF5M/MQPjI66H3n4/s320/IMG_4731.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5197389336880673761?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5197389336880673761/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/wyrypa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5197389336880673761'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5197389336880673761'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/wyrypa.html' title='wyrypa'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-TtnioRauGwA/TXAP_rbE5GI/AAAAAAAAF5I/R4fidhm0CC4/s72-c/IMG_4764.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-6171052238712549930</id><published>2011-03-02T23:28:00.000+01:00</published><updated>2011-03-02T23:28:45.270+01:00</updated><title type='text'>Uwaga lawina!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-yr-BuFMWUSI/TW7EZXaqsTI/AAAAAAAAF5E/i6PvTtZz0zc/s1600/IMG_4645.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh6.googleusercontent.com/-yr-BuFMWUSI/TW7EZXaqsTI/AAAAAAAAF5E/i6PvTtZz0zc/s320/IMG_4645.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dzis raczej dzien restowy. zarzadzono odgornie szkolenie lawinowe. najpierw ze dwie godzinki wykladow z anegdotami starszyzny o tym kto, gdzie i ile razy zostal porwany przez lawine i ile razy o malo co nie zginal. anegdoty byly akurat najciekawsza czescia tych wykladow. potem poszlismy na cwiczenia terenowe i szukalismy zasypanej ofiary poslugujac sie detektorami lawinowymi, sondami i oczywiscie lopata. jeszcze przyspieszony kurs pierwszej pomocy i szkolenie skonczone. nawiasem mowiac, stwierdzilem ze gory sa naprwde niebezpiecznie i az dziw ze do tej pory jeszcze zadna lawina mnie nie porwala. tak patrzac z perspektywy czasu to mozliwosci bylo przynjamniej kilka.&lt;br /&gt;Kierzu z Mirkiem i Andrzejem zrezygnowali z cwiczen terenowych i poszli sie wspinac gdzies pod polski grzebien. zrobili jakies 3 wyciagi i wrocili na noc. Ja w tym czasie udalem sie z dziabami na kondycyjna wycieczke po okolicy, wspinajac sie troche w lodzie i wypatrujac cele na dni kolejne.&lt;br /&gt;a zapowiada sie ciekawie. jutro idziemy na dluzsza droge Maczki na wielkiej graniackiej baszcie a po jutrze to juz porzadna wyrypa. ponoc nadchodzi zla pogoda... wreszcie:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. zdjecie z serii: poszukiwanie celu:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-6171052238712549930?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/6171052238712549930/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/uwaga-lawina.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6171052238712549930'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6171052238712549930'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/uwaga-lawina.html' title='Uwaga lawina!'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-yr-BuFMWUSI/TW7EZXaqsTI/AAAAAAAAF5E/i6PvTtZz0zc/s72-c/IMG_4645.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-3998350547426266722</id><published>2011-03-02T08:19:00.001+01:00</published><updated>2011-05-28T17:01:54.483+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><title type='text'>swaton-szczepanik</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-m1MYuIbCdQg/TW3s54b7yvI/AAAAAAAAF48/EoelHzbPf_U/s1600/IMG_4673.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh4.googleusercontent.com/-m1MYuIbCdQg/TW3s54b7yvI/AAAAAAAAF48/EoelHzbPf_U/s320/IMG_4673.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Kierza zaczely bolec plecy, Mirek potrzebowal resta po ostatniej kosodrzewinowej akcji wobec tego ruszylem sam z Andrzejem na pierwsza, samodzielna droge zimowa. Wybor padl na lezaca na przeciwko naszego Hotelu droge Swaton-Szczepanik. W przewodniku widnieje skala III czyli latwo, ale jakis inny zespol, ktory byl tam wczesniej mowil ze jest kilku metrowy, bardzo trudny odcinek.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;W sciane wbijamy sie przed 10, jak zwykle pogoda super. Normalnie droga jest sniezo-skalna, ale z powodu ciaglego obecnie slonca jest trawkowo-skalna. warunki wlasciwie wiosenne. Dochodzimy szybko pod ow kilka trudnych metrow, ktore bylem zmotywowany poprowadzic. Wszystko na wlasnej asekuracji, po drode byl jakis zmurszaly hak. Nie bylo jakos super trudno, ale ruchy iscie wspinaczkowe, czesciowo z dziabami czesciowo bez. najgorsza kocowka kiedy wbijalem srube do traw w koncowce trudosci stojac tylko w jakiesc szczelinie na przednich zebach rakow. troche sie tam wybalem ,ale sytuacja byla w miare pod kontrola. &amp;nbsp;Nastepne wyciagi to juz latwe trawki. Koncowke zrobilismy inna trasa, bo nasza wiodla przez pologa plyte co w tych warunkach bylo srednio bezpieczne.Na szczycie zameldowalismy sie po niecalych 3h czyli w dobrym czasie. Zdjecia, herbatka, czekolada, kontemplacja i na dol juz prawidlowym zejsciem a nie przez kosowki. reszte dnia rest z widokiem na inne wspinajace sie zespoly. wspaniale:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-CrjVNOBgfJE/TW3vgv1G9CI/AAAAAAAAF5A/y0IoX58JrCg/s1600/IMG_4681.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh6.googleusercontent.com/-CrjVNOBgfJE/TW3vgv1G9CI/AAAAAAAAF5A/y0IoX58JrCg/s320/IMG_4681.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-3998350547426266722?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/3998350547426266722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/swaton-szczepanik.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3998350547426266722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3998350547426266722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/03/swaton-szczepanik.html' title='swaton-szczepanik'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-m1MYuIbCdQg/TW3s54b7yvI/AAAAAAAAF48/EoelHzbPf_U/s72-c/IMG_4673.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-7336157069603280271</id><published>2011-02-28T23:14:00.001+01:00</published><updated>2011-05-28T17:01:35.368+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><title type='text'>w kosodrzewinie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-nPOsu5WGPfc/TWwZlWXoz5I/AAAAAAAAF4w/YAXIBfeJ0ko/s1600/IMG_0517.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh6.googleusercontent.com/-nPOsu5WGPfc/TWwZlWXoz5I/AAAAAAAAF4w/YAXIBfeJ0ko/s320/IMG_0517.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zaczelo sie dosyc niewinnie. Wyszlismy z HOTELU gdzies po 9. wialo strasznie chociaz na dworze lampa. niektorzy instruktorzy nawet przebakiwali zeby zrobic dzien restu. no ale w koncu ruszylismy. dzis w planach byla nauka wspinania w lodzie, budowa stanowisk, wkrecanie srub itp. Zawiesilismy trzy wedki i tak sobie chodzilismy tam i z powrotem. wiercilismy stanowiska abakanowa (czyli taka dziure w lodzie przez ktora mozna zalozyc tasme do zjazdu), powkrecalismy kilka srub a poniewaz bylo jeszcze w miare wczesnie to postanowilsimy z naszym intruktorem Kierzem ze wbijemy sie w prawdziwa sciane. Brak odpowiedniej liny (mielismy tylko 2 pojedyncze na 4 osoby) brakujace ekspresy i tasmy nikogo nie przejely i &amp;nbsp;skladzie Kirzu, Ja, Andrzej i Mirek ruszylismy do gory nie do konca wiedzac co tam na tej gorze jest. Czteroosobowy zespol jest dosyc wolny zwarzywszy ze Kierzu zostawial przeloty dla mnie jako drugiego prowadzacego. Z biegiem czasu jednak ograniczylismy sie do lotnej asekuracji. Po drodze minelismy kilka progow lodowych i krotki mikstowy teren za IV moze troszke wiecej. Strachu nie bylo, ale lajtowo tez nie. Na gran dotarlismy o zachodzie slonca. Okazalo sie ze Andrzej zapomnial czolowki no i oczywiscie nie do konca wiadomo jak schodzic. mialo byc milo, fajnie , szybko tak zeby zdarzyc na kolacje, a skonczylo sie na dwu godzinnym przedzieraniu sie przez kosodrzewine. ale jaka kosodrzewine! szlismy w nocy i byly momenty ze iglaki byly tak geste ze nie widzialem na czym stoje i gdzie ide. a szlismy normalnie po galeziach bez kontaktu &amp;nbsp;z podlozem w 3 metrowej, pionowo rosnacej kosodrzewinie! czulem sie jak malpa skaczaca w koronach drzew. bardzo surrealistyczne doswiadczenia. po tych godzinach lazenia nagle wynurzylismy sie z gaszczu wprost na sciezke wiodoca do hotelu. na kolacje byly tylko resztki...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-iAqrh3QgrgA/TWwdEwh4O-I/AAAAAAAAF40/KPfBut3rRZs/s1600/IMG_4657.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh4.googleusercontent.com/-iAqrh3QgrgA/TWwdEwh4O-I/AAAAAAAAF40/KPfBut3rRZs/s320/IMG_4657.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-7336157069603280271?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/7336157069603280271/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/w-kosodrzewinie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7336157069603280271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7336157069603280271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/w-kosodrzewinie.html' title='w kosodrzewinie'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-nPOsu5WGPfc/TWwZlWXoz5I/AAAAAAAAF4w/YAXIBfeJ0ko/s72-c/IMG_0517.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8132668585306402371</id><published>2011-02-27T22:56:00.000+01:00</published><updated>2011-02-27T22:56:59.504+01:00</updated><title type='text'>grzybobranie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-0xzmqXqCoJ4/TWrGOAFgZ2I/AAAAAAAAF4s/dSoj_ERJpbE/s1600/IMG_4648.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="179" src="https://lh3.googleusercontent.com/-0xzmqXqCoJ4/TWrGOAFgZ2I/AAAAAAAAF4s/dSoj_ERJpbE/s320/IMG_4648.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;grzyba w sniegu wyrabuje sie w dosyc prosty sposob. wycina sie taki okreg o srednicy z 1,5m w sniegu &amp;nbsp;na nachylonym zboczu, dookola zarzuca sie line i w ten sposob ow grzyb dziala jako naturalna asekuracja. ciezko to wytlumaczyc, sek w tym zeby grzyba nie zerwac bo wtedy kaplica.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Dzis mielismy lajtowy dzien i uczylismy sie praktycznie od podstaw jak poruszac sie w zimie po gorach. od hamowania czekanem w czasie dupozjazdu do lotu na plecach glowa w dol. potem rozne stanowiska w sniegu (miedzy innymi ow grzyb) i w skale. potem chodzenie w rakach po lodowcu (symulacji lodowca oczywiscie), ostrym stoku i pionowych trawach. na koniec jakies latwe zywcowanie w misktowym terenie lod, skala plus zmrozone trawki. jeszcze podziwialismy nieudana probe drytoolingu w wykonaniu naszego instruktora i z powrotem na obiad. Pogoda jest niesamowita, lampa caly dzien a na poludniowych stokach brakuje sniegu. warunki iscie nie zimowe. jest nas tu moze z 40 osob, czesc zupelnych poczatkujacych i kilku ostrych wymiataczy. dopiero slucham historii kto co i kiedy zrobil i nadziwic sie nie moge.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;wieczorem zapodalem nawet na TV w "sali kominkowej" filmik wspinaczkowy w ramach motywacji. wyglada na to ze beda co cykliczne pokazy, bo sciagam kilka kolejnych filmow.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;tymczasem ide w kimono i doczekac na jutro sie nie moge. over&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8132668585306402371?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8132668585306402371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/grzybobranie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8132668585306402371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8132668585306402371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/grzybobranie.html' title='grzybobranie'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-0xzmqXqCoJ4/TWrGOAFgZ2I/AAAAAAAAF4s/dSoj_ERJpbE/s72-c/IMG_4648.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-4126978687148057360</id><published>2011-02-26T22:25:00.000+01:00</published><updated>2011-02-26T22:25:58.156+01:00</updated><title type='text'>Dolina Wielicka</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-zv_CA8rQivI/TWlqIcSercI/AAAAAAAAF4o/BiUf0eQfCmk/s1600/IMG_4634.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh5.googleusercontent.com/-zv_CA8rQivI/TWlqIcSercI/AAAAAAAAF4o/BiUf0eQfCmk/s320/IMG_4634.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Leze sobie w Qeensbed w bielutkiej poscieli. Najedzony na maksa, na kolanach mam laptopa, na scianie wisi plazma a przez okno widac... wschodnia sciane Gerlacha, najwyszej gory Tatr. Nie wiem co mam myslec o tej sytuacji. Jestem na zimowym obozie wspinaczkowym klubu wysokogorskiego Warszawa. Spimy w luksusowym hotelu w srodku gor, a w ciagu dnia mamy wspinac. Czuje sie troche jak bogaty zachodni turysta co to zajada steka, popija go winem a potem udaje sie pod sciane. Tylko tu zamiast steka jest jakis niezly kurczak z ziemniakami, zupa z soczewicy, przystawkowe koreczki, deser owocowy a zamiast wina, piwo za 1,5 euro. zupelny abusrd. Nigdy nie wyobrazalem sobie siebie w takich okolicznosciach&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;No ale zanim sie tu znalalem to musialem pokonac daleka droge z Poznania przez Warszawe. Zakonczylem wreszcie swoja prace jako tajemniczy klient. Wkrecilem sie dorywczo na prace na najdrozszej scianie wspinaczkowej w Polsce - Avana, ktora mimo tego przyciaga rzesze ludzi i jest naprawde fajna.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Do Wawy dojechalem pociagiem z Justa w 40 stopniowym upale. Nawiasem mowiac zapomnialem jaka przygoda jest jechanie PKP. W stolicy odebrala mnie niedawno poznana Ola ktora zaznajomila mnie z klimatem KW Warszawa i poczestowala wysmienitym obiadem. reszte wieczoru spedzilem w "klubie jakiego nie ma w Poznaniu" &amp;nbsp;Lorelei w towarzystwie Marty i Patryka, ktorego nie widzialem od czasu podrozy do Azji. Pomijam fakt ze klub jak kazdy inny a za piwo z coca-cola zaplacilem 12 zl, zupelnie jak w Poznaniu:P&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;mialem wyjechac o 4 w nocy samochodem z moim "instruktorem" ale budzik nie zadzwonil i musialem swinskim truchtem dymac z ciezkim plecakiem na miejce zbiorki. a potem juz dluuuga droga az na slowacka strone Tater&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;teraz w ramach integracji siedze na necie i pisze bloga, ale prawda jest taka ze wiekszosc poszla juz w kimono. i ja ide, bo jutro sniadanie skoro swit o 7 rano i w GORY!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-4126978687148057360?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/4126978687148057360/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/dolina-wielicka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4126978687148057360'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4126978687148057360'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/dolina-wielicka.html' title='Dolina Wielicka'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-zv_CA8rQivI/TWlqIcSercI/AAAAAAAAF4o/BiUf0eQfCmk/s72-c/IMG_4634.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-3920925337036343132</id><published>2011-02-26T21:49:00.002+01:00</published><updated>2011-05-28T17:01:09.352+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><title type='text'>Gato Session</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh4.googleusercontent.com/-ONkl0HMNeI4/TW1PXcfhmYI/AAAAAAAAF44/z2cevz4yAbA/s1600/IMG_2810.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="https://lh4.googleusercontent.com/-ONkl0HMNeI4/TW1PXcfhmYI/AAAAAAAAF44/z2cevz4yAbA/s1600/IMG_2810.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;dwa odciski na dwoch srodkowych palcach zeszly do zywego miesa. cala skora na rekach mnie piecze mam typowy "skalowstret" a tu jeszcze zostalo kilka godzin wspinania.... jestem na wyjatkowych, na skale krajowa, zawodach wspinaczkowych Gato Session. Na torunskiej scianie wspinaczkowej zebralo sie ponad 130 wspinaczy glownie z polnocnej polski zeby powspinac sie przez bite 24 godziny. Przyjechalismy ekipa z Raszem, Grzeskiem, Karolem i Julianem zastajac na miejscu kilku innych poznaniakow. Rafal zmobilizowany najbardziej z nas wspina sie praktycznie non stop i zajmuje 10 miejsce. reszta z nas juz gorzej. Ja postanowilem polaczyc przyjmne z pozytecznym i razem z Julianem wyszlismy na czas nieokreslony spotkac sie ze slynnym piercingowcem Dunga. Z Dunga laczy mnie bardzo wiele bo przeciez mieszkalismy przez jakis czas razem i bylismy ze soba bardzo blisko;) teraz pracuje we wlasnym studiu tatuazu i przebija kolczyki w kazdym, nawet trudnym do wyobrazenia miejscu... Pochodzilismy po Toruniu, zaliczylismy krotkie kimono u Dungi w domu i wrocilem sie wspinac. O dziwo moc wrocila ale niestety skora juz byla nieobecna.&lt;br /&gt;Podsumowujac zawody niesamowite, super klimat, napewno wracamy za rok z wieksza motywacja i jeszcze wieksza bula;) moja slaba forma dala mi wiele do myslenia. Na tyle wiele ze postanowilem zmienic swoj ostatnio malo sportowy tryb zycia. poki co udaje mi sie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s.zdjecie wziete ze wspinania.pl fot.Agnieszka Stefanowicz. potem je zmienie na jakies swoje made by fotografo bueno Julian;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-3920925337036343132?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/3920925337036343132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/gato-session.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3920925337036343132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3920925337036343132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/gato-session.html' title='Gato Session'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-ONkl0HMNeI4/TW1PXcfhmYI/AAAAAAAAF44/z2cevz4yAbA/s72-c/IMG_2810.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5457637148778146282</id><published>2011-02-16T14:00:00.000+01:00</published><updated>2011-02-16T14:00:14.689+01:00</updated><title type='text'>konkursy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-9TxA6U6C1SE/TVvKHnwyWhI/AAAAAAAAF4c/IjcvxH0sMGY/s1600/ogloszenie_m.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-9TxA6U6C1SE/TVvKHnwyWhI/AAAAAAAAF4c/IjcvxH0sMGY/s320/ogloszenie_m.jpg" width="236" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Spiesze doniesc iz biore udzial w dwoch konkursach o dofinansowanie wyprawy w gory Tien Shan i Pamiru ktora wymyslilem jakis czas temu. Do ew. wygrania jednego z nich , memorialu im. Piotra Morwaskiego "Miej Odwage" mozecie sie, drodzy czytelnicy, przyczynic glosujac &lt;a href="http://www.alpinus-miejodwage.pl/152"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Drugi konkurs, troche bardziej prestizowy,to nagroda im. Andrzeja Zawady ktora wyreczana jest na festiwalu &lt;a href="http://kolosy.pl/"&gt;"KOLOSY"&lt;/a&gt; w Gdynii. Dzis dowiedzialem sie ze moje zgloszenie zostalo zakwalifikowane i bede na kolosach pokazywal 20 minutowa prezentacje prawdopodobnie z czesci ostatniej wyprawy. szczegoly kiedy dokladnie dodam wkrotce a juz teraz zapraszam do Gdyni na weekend 11-13 marzec. Jednoczesnie informuje ze moja wprawa dookola swiata nie dostala sie do glownego konkursu Kolosow. Bywa&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;pozdrawiam!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5457637148778146282?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5457637148778146282/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/konkursy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5457637148778146282'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5457637148778146282'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/konkursy.html' title='konkursy'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-9TxA6U6C1SE/TVvKHnwyWhI/AAAAAAAAF4c/IjcvxH0sMGY/s72-c/ogloszenie_m.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-7383650883358918639</id><published>2011-02-11T16:27:00.001+01:00</published><updated>2011-05-28T17:00:26.283+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trening'/><title type='text'>Drytoolin'</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ngxqB1jwyGA/TVVTMF96mVI/AAAAAAAAF4Y/Nt_ITxGQEig/s1600/IMG_4612.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-ngxqB1jwyGA/TVVTMF96mVI/AAAAAAAAF4Y/Nt_ITxGQEig/s320/IMG_4612.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Musze smiesznie wygladac w tych skorupach i rakach obklejonych blotem, trzymajac w rekach dziabki a dookola jak okiem siegnac sniegu ni ma! Wielkimi krokami zbliza sie oboz wspinaczkowy w Tatrach z KW Warszawa wiec postanowilem troche potrenowac. Zaladowalem plecak calym sprzetem wspinaczkowym jaki posiadam, ubralem sie "jak w gory" i z kijkami chodzilem po wzniesieniach w parku Cytadela. Wbrew pozora da sie tam zmeczyc po przewyzszenia sa znacznie, a do tego sporo blota i padajacy deszcz. W podobny sposob trenowalem przed wyjazdem do Argentyny i wyszlo mi na dobre.&lt;br /&gt;W kwestii wyjasnieni drytooling to wspinaczka w skale ale z pomoca rakow i czekanow. Styl ten z uwagi na to ze w zimie oczywiscie nie da sie wspinac z golymi rekami nazwany jest "wspinaczka zimowo-kalsyczna". Troche maslo maslane, w gruncie rzeczy chodzi o to zeby sie przemiszac do gory w jak najlepszym stylu.&lt;br /&gt;Moje popisy zgromadzily nawet kilkuosobowa widownie, ale ze czulem sie jak malpa na wybiegu to poczekalem az sobie pojda. Ciezka to robota bo dziala troche inne miesnie niz przy zwyklym wspinie i trzeba je od nowa przyzwyczajac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Poznaniu jestem juz troche ponad miesiac. Staram sie ruszac ile sie da, ale moj tryb zycia zmienil sie radykalnie i motywacja zdecydowanie spadla. Tym bardziej na wiesc o tym ze nie dostalem sie na &lt;a href="http://www.ultratrailmb.com/"&gt;UTMB&lt;/a&gt;:/&lt;br /&gt;Stalym punktem zaczely byc srodowe biegi z "grupa" &lt;a href="http://natural-born-runners.pl/"&gt;Natural Born Runners&lt;/a&gt;&amp;nbsp;i mam nadzieje ze tak pozostanie. Wbieglem tez na najwyszy szczyt Poznania Gore Morasko i kilka razy po ulubionej cytadeli. W zeszla niedziele wystartowalem w loklanym biegu na orientacje w okolicach maltanskiego Zoo. oczywiscie padal deszcz i caly przemoklem. wszystkie punkty znjadywalem idealnie i wydawalo mi sie ze biegne calkiem szybko, a okazalo sie ze nie znalazlem sie nawet w szerokiej czolowce. szalu nie ma.&lt;br /&gt;Wracam tez do formy wspinowej na AZS gdzie mimo uplywajacego czasu naprwde nic sie nie zmienilo. Te same twarze (tylko wieksze brzuchy) , ogrzewania nie ma, w rece zimno, chwyty brudne ale i tak jest zajbiscie:) Ah zmienilo sie to ze musze placic 7zl, zwykle mialem przywileje;) jako pierwszy mocny cel wylonily sie zawody w Toruniu w przyszly weeked. 24h sesja wspinaczkowa. Nie powalcze napewno ale sie przynajmniej dobrze zbuluje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tak zwanym miedzyczasie zlozylem razem z moja biznesowa partnerka Margo, wniosek o dofinansowanie z unii. Na jaki projekt to napisze jak juz dostniemy pieniadze a do tego dluga droga. Mam tez dorywcza prace jako tajny klient. Odwiedzam salony pewnej sieci komorkowej i filmuje "ukryta kamera" pracownikow udjac przy tym normalnego klienta. zabawa przednia i wreszcie moge sciemniac za pieniadze:)&lt;br /&gt;Mysle ze w Poznaniu, mimo tego ze jest niebywale plaski &amp;nbsp;a krajobraz nudnawy, to ciagle sie cos dzieje. Nie mialem dnia zebym sie nudzil i w dodatku nawet nie mam czasu zeby sobie posiedziec bezcelowo na necie.&lt;br /&gt;Caly czas jakies spotkania, obiady, sport, zakupy,filmy i nawet zostalem czlonkiem zalozycielem stowarzyszenia turystyki kulinarnej! Dzieje sie sporo, a ze blog ma byc glownie o przygodzie to nie bede opisywac "przygod dnia codziennego". Jakkolwiek sa one ciekawe to korzysci z nich za wiele nie ma:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ide dalej szukac motywacji do treningu&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-7383650883358918639?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/7383650883358918639/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/drytoolin.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7383650883358918639'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7383650883358918639'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/02/drytoolin.html' title='Drytoolin&apos;'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ngxqB1jwyGA/TVVTMF96mVI/AAAAAAAAF4Y/Nt_ITxGQEig/s72-c/IMG_4612.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-1762137587799329830</id><published>2011-01-19T22:56:00.000+01:00</published><updated>2011-01-19T22:56:31.036+01:00</updated><title type='text'>Back in Poznan</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TTdbi4J-ggI/AAAAAAAAF3s/0GZKB8Zd4TM/s1600/IMG_4595.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TTdbi4J-ggI/AAAAAAAAF3s/0GZKB8Zd4TM/s320/IMG_4595.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;mialem pisac co tydzien a wyszlo jak zwykle. Nigdy bym sie nie spodziewal ze mozna miec tyle do roboty w Poznaniu. Nie zeby byla to jakas wielce konstruktywna robota, poprostu tu nie da sie nudzic.&lt;br /&gt;Zanim jednak tu dotaralem to mialem po drodze krotka przygode w Karkonoszach. Dzieki niezwyklemu medium jakim jest facebook poznalem sie z niejaka Ola Dzik i razem z nia odwiedzilem schronisko na Samotni w dzien znany w kraju jako Wielka Orkiestra Swiatecznej Pomocy. Ola Dzik jest obecnie tzw himalaistka mlodego pokolenia i ma na koncie miedzy innymi smiesznie brzmiacy, aczkolwiek niezwykle prestizowy tytul "snieznej pantery". Tytul otrzymuja osoby ktore zdobyly piec siedmiotysiecznych szczytow bylego ZSRR wliczajac w to budzaca groze Pik Pobiedy. Sam kiedys chcialbym zostas sniezna pantera:)&lt;br /&gt;W samotni okazalo sie z okazji WOSP jest jakis zlot slaw alpizmu. Wielicki, Pustelnik, Cichy, Czerwinska i do tego reszta mlodszej i starszej smietanki ktorych z twarzy nie rozpoznawalem, ale wiekszosc z nich weszla duzo wyzej niz ja. Wszyscy bawili sie dzien wczesniej na imprezie w czasie kiedy ja z Ola probowalismy spac w mojej toyocie yaris na parkingu niedaleko swiatyni Wang.&lt;br /&gt;Wrocilem do Poznania w niedziele poltora tygodnia temu i wpadlem w pewien wir spotkan towarzyskich ktory trwal po dzis dzien. Sport zszedl niestety na drugi plan, ale i tak dalem rade powspinac sie troche, pobiegac a nawet przypakowac na silce;) Wiecej jednak czasu spedzilem "na miescie" w tym kilka dobrych godzin w godnym polecenia klubie 8 bitow. W zyciu nie podejrzewalem siebie ze bede bawil sie tak dobrze przy muzyce z ktora nie wiele mam wspolnego. Grunt to dobre towarzystwo. Jednak nie jestesmy tak starzy jak mi sie wydawalo w poscie wczesniej;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis jednak jak grom z jasnego nieba spadla na mnie informajca ze nie wylosowano mnie na UTMB. Start w moim biegu marzen zostal wiec przelozony na rok nastepny. W zamian wystartuje w ultramaratonie 7 dolin w Krynicy. Jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiekszosc jednak czasu spedzam nad pewnym projektem. o tym bedzie pozniej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-1762137587799329830?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/1762137587799329830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/01/back-in-poznan.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1762137587799329830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1762137587799329830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/01/back-in-poznan.html' title='Back in Poznan'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TTdbi4J-ggI/AAAAAAAAF3s/0GZKB8Zd4TM/s72-c/IMG_4595.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8468900727185935294</id><published>2011-01-19T21:06:00.001+01:00</published><updated>2011-01-19T21:07:26.048+01:00</updated><title type='text'>Sylwester starych ludzi</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TTdEOzbjOYI/AAAAAAAAF3o/7iFU_V-5UY8/s1600/IMG_4532.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TTdEOzbjOYI/AAAAAAAAF3o/7iFU_V-5UY8/s320/IMG_4532.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;siedzimy w 16 osob przy stole zastawionym ciastami, kanapeczkami i stosunkowo niewielka iloscia alkoholu. na glowach mamy glupie czapki. bawimy sie wysmienicie. tak w skrocie wygladala noc sylwestrowa.&lt;br /&gt;Coz nadszedl w koncu ten moment, ze sie troche zestarzelismy. Znamy sie od zaledwie 6-sciu lat a czasem mam wrazenie jak minelo juz co najmniej 40sci. Moze ja mam takie troche pesymistyczne wrazenie, bo wlasciwie zawsze na sylwestra wpadam w jakis nostalgiczny nastroj i lapie dola mniejszego lub wiekszego. Nie da sie jednak ukryc ze pojezdzilismy troche na nartach, a ja w ramach noworocznej mobilizacji poszedlem nawet biegac 1-go rano. Dobieglem wzdluz drogi na budzaca wiele wspomnien Polane Glodowke slawiaca sie, zreszta chyba sluszne, najlepszym widokiem na Tatry. Inna atrakacja byl wspanialy kulig z pochodniami i niewiele gorsza wycieczka noca przez las na grzane piwo. Podsumowujac, jestem pewny ze za kilkadziesiat lat spedzimy sylwestra w podobny sposob.Dobrze to, czy nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tradycjnie zycze wszystkim aby ten rok byl lepszy od poprzedniego i zebysce realizowali swoje postanowienia, nie tylko te noworoczne.&lt;br /&gt;Nie ma co podsumowywac roku 2010. Jaki byl, kazdy widzi. Zajebisty:) trudno bedzie go przebic. Tym bardziej ze chyba nie rusze sie poza granice Polski...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8468900727185935294?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8468900727185935294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/01/sylwester-starych-ludzi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8468900727185935294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8468900727185935294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2011/01/sylwester-starych-ludzi.html' title='Sylwester starych ludzi'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TTdEOzbjOYI/AAAAAAAAF3o/7iFU_V-5UY8/s72-c/IMG_4532.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-106590362213317139</id><published>2010-12-28T15:54:00.001+01:00</published><updated>2011-01-03T10:11:57.305+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><title type='text'>Podzamcze wspin</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRn0rPg77-I/AAAAAAAAF1k/eznFU6W55Wo/s1600/IMG_4489.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRn0rPg77-I/AAAAAAAAF1k/eznFU6W55Wo/s320/IMG_4489.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/ComebackToPoland#"&gt;PHOTOS FROM PODZAMCZE&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ta niesamowita sciana to Wielka Cima w Podzamczu. Na niej znajduje sie najtrudniejsza droga wspinaczkowa w Polsce, Made in Poland zrobiona oczywiscie przez Lukasza Dudka. Ja jedyne co moge to zadrzec glowe do gory i w zdumieniu otworzyc usta. Takie to plaskie, przewieszone i fantastyczne.&lt;br /&gt;Podzamcze jest jakies 40min jazdy samochodem z mojego domu i nie przesadze jak napisze ze spedzilem na Jurze wiekszosc weekendow mojego dziecinnstwa, a tutejsze skaly i okolice Zamku znam wyjatkowo dobrze. Pamietam jak w wieku lat 6 wkradalem sie z tata, bratem i wujkiem na zamek o 12 w nocy zeby zobaczyc duchy. Dla mnie, jako dziecka, bylo to tak traumatyczne przezycie ze ponoc nie moglem spac przez nastepny tydzien. I naprawde widzialem ducha!&lt;br /&gt;Tym razem wybralem sie z Jagna, znana czytelikom z &lt;a href="http://magisterkowalski.blogspot.com/search/label/kambod%C5%BCa"&gt;azjatyckiej podrozy&lt;/a&gt;, na wycieczke z zmiarem sprawdzenia czy w tym roku mozna sie jeszcze wspinac. No i nie dosc ze sie dalo, to warunki byly swietne i do tego bylo calkiem cieplo. Tylko da woda w chwytach. Zrobilismy 4 drogi na skale zwanej Niedzwiedz a potem odkrywalismy tajemnice Podzamcza wspominajac czasy jak jeszcze bylismy harcerzami i plasalismy pod skalkami. To byly czasy...&lt;br /&gt;zapraszam do obejrzenia &lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/ComebackToPoland#"&gt;kilku zdjec.&lt;/a&gt; Uwazam ze Jura to jeszcze malo znany, a zdecydowanie jeden z piekniejszych, regionow Polski.&lt;br /&gt;Jutro jade na sylwestra w okolice Zakopanego.Mam nadzieje ze oprocz szampanskiej zabawy, wyskocze w gory na jakas mala przygode.&lt;br /&gt;Szesliwego Nowego Roku dla czytelnikow! Pamietajcie o postanowieniach noworocznych!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-106590362213317139?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/106590362213317139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/podzamcze-wspin.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/106590362213317139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/106590362213317139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/podzamcze-wspin.html' title='Podzamcze wspin'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRn0rPg77-I/AAAAAAAAF1k/eznFU6W55Wo/s72-c/IMG_4489.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8262438409105310219</id><published>2010-12-27T14:44:00.003+01:00</published><updated>2011-05-28T17:06:14.358+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><title type='text'>Nocna Masakra</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRiAtyoZjiI/AAAAAAAAF1A/NdEsEzFsGoI/s1600/IMG_0630.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRiAtyoZjiI/AAAAAAAAF1A/NdEsEzFsGoI/s320/IMG_0630.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Srodek nocy. ciezko stwierdzic jak niska jest temperatura, ale sadzac po skrzypiacym sniegu i parze ust ktora zamarza w kilka sekund to pewnie ponizej -15.na nogach letnie adidaski i bieginiemy w puchu przez srodek pola uprawnego. dookola mgla i mam wrazenie ze za chwile wyjdzie z niej muminkowa Buka. Na sama mysl przechodza mnie dreszcze. Lepiej przyspieszyc. To juz ok 30kilometr biegu na orientacje zwanego wymownie Nocna Masakra.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Po powrocie zza oceanu i 3 dniach spedzonych w domu pojechalem do Poznania. Z jednej strony chcialem sie oczywiscie spotkac z przyjaciolmi z drugiejm, wystartowac wlasnie w Nocnej Masakrze. Tak na zakonczenie sezonu, zobaczyc jak wypadne na tle polskich napieraczy. W Poznaniu wiadomo czas nie sprzyjal treningom, bardziej imprezowaniu &amp;nbsp;wiec postanowilem ze zamiast walki na 100km, bardziej honornym dystansie, wystartuje na 50 kilometrow. tak sie zlozylo ze na start wybiera sie rowniez Grzesiek Luczko, znajomy &lt;a href="http://www.pk4.pl/"&gt;blogger&lt;/a&gt; i niezly biegacz a ostatnio wlasciciel sklepu internetowego dla biegaczy &lt;a href="http://natural-born-runners.pl/"&gt;Natural Born Runners&lt;/a&gt;. Razem z nim kolega Bela ktorego mozna podziwiac na okladze ostatniego numeru magazynu Bieganie;) W takim wlasnie doborowym towarzystwie pojechalismy sie "zmasakrowac"&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Biegi na orientacje sa w Polsce bardzo popularne. Tych na 100km jest ok 14 w ciagu roku z najslyniejszym Harpaganem w ktorym startuje corocznie kilaset osob. Zwykle limit ukonczenia wynosi 24h,ale najlepsi dystans pokonuja w 10-14h w zaleznosci od warunkow. &amp;nbsp;Kiedys startowalem w harpaganie i mimo tego nie trenowalem wtedy biegania, ukonczylem go na siodmym miejscu z czasem ok 17h. Zwykle nadrabialem slaba lyde, dobra orientacja w terenie. Teraz na szczescie wzmocnilem nieco lyde;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Nocna Masakra jest jednym z najtrudniejszych tego typu biegow na orientacje. odbywa sie w nocy i czesto warunki sa bardzo trudne do tego odbywa sie w formie scorelaufu czyli punkty kontrolne ktore trzeba odwiedzic zalicza sie wedlug wybranej przez siebie kolejnosci. Oznacza to ze optymalny wariant pokonania trasy ma decydujace znaczenie czy zawody sie wygra czy wogle ukonczy. No i wiadomo ze najlepiej jest przebiec ile sie da:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Zdecydowalismy ze pobiegniemy w trojke. grzesiek ma najwieksze doswiaczenie w rajdach, ja to troche biegam i sie w miare orientuje a Bela jest niezlym maratonczykiem, takze w jednosci sila.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Nie ma co opowiadac przebiegu calego rajdu kilka tylko uwag dla startujacych. aha, bo zapomnialem dodac ze wygralismy, dlatego pozwole sobie napisac "uwagi dla praganacych poscigac sie w Nocnej Masakrze na 50km"&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;- &amp;nbsp;najwieksza roznica miedzy trasa na 100km jest taka ze mamy ulatwione zadanie. wlasciwie cala trasa jest przetarta i w zdecydowanej wiekoszsci, wiecej sladow oznacza lepszy wariant. jednak nie zawsze. najlepsi zawodnicy na 100km/50km czesto ida na azymut i mozna to wykorzytac. tam gdzie uwazasz ze mozna trase skrocic idac na azymut, prawdopodobnie ktos o tym pomyslal wczesniej ,wiec sa slady. jezeli nie, lepiej isc na okolo.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;- jezeli jestes dobrym biegaczem to lepiej wybrac okrezna trase po wiekszej, dobrze przetartej drodze niz brodzic w 30cm sniegu.&lt;br /&gt;- buklak zamaraza, a brak plynow oznacza mniej sily/ odwodnienie/ wolniejsze tempo itd. najlepiej wybrac maly plecak ktory nosi sie pod spodem wierzniechniej kurtki/softshella. ustnik buklaka zamarza najszybciej, trzeba go rowniez trzymac wewnatrz kurtki. Nie ma nic gorszego niz dziwagac 1.5l bezuzytecznego, zamaraznietego izitonika&lt;br /&gt;- waga. mniej rzeczy, oznacza szybsze tempo. ja mialem 2l buklak, kurtke wiatrowa, zapasowe rekawiczki, 2 batony i 3 zele eneergetyczne. Chlopaki mieli duzo ciezsze plecaki, ale nic wiecej wlasciwie nie uzywali(dzieki Grzesiek za dzwiganie moich getrow;). jezeli sie ruszasz to niezamarzniesz. light&amp;amp;fast:)&lt;br /&gt;- nie zatrzymywac sie. najwiecej czasu traci sie na punktach kontrolnych, bo a to sie trzeba napis, a to zjesc, zawiazac buta i schodzi pol godziny. wszystko trzeba robic w marszu, grunt to napierac do przodu.&lt;br /&gt;- nalezy walczyc do konca, bo nigdy nie wiadomo na ktorej sie jest pozycji. My na przedostatim punkcie zroientowalismy sie ze jednak mozemy nie wygrac:) wiec przyspieszylismy&lt;br /&gt;W sumie zajelo nam to 8h27min. Bieglismy jakies 70-80% dystnansu, czasem tempem maratonskim jakie zarzucil Bela, ale na szczescie krotko bo bym nie wytrzymal;) Mozna bylo szybciej, ale dzieki temu ze sie bardzo nie napinalismy na drugi dzien czulem sie juz zupelnie ok. Tylko ten odcisk...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezeli ktos ma pytania odnosnie takich biegow to w komentarzach.&lt;br /&gt;Nie powiem zeby wygrana nie poprawila troche mojej nadszarpnietej ambicji;)&amp;nbsp;dobre zakonczenie sezonu.&lt;br /&gt;Nad sensem biegania w takich zawodach, gdzie placi sie 40zl, biega sie w srodku zimowej nocy i nic nie wygrywa (oprocz malutniego pucharka) lepiej nie rozmyslac. bo chyba go nie ma:)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRiXcyY3IGI/AAAAAAAAF1E/zh5fKzy5L1A/s1600/DSC_2375.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="214" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRiXcyY3IGI/AAAAAAAAF1E/zh5fKzy5L1A/s320/DSC_2375.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;p.s. Zdjecia zrobione przez Szymona Szudlarka&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8262438409105310219?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8262438409105310219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/nocna-masakra.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8262438409105310219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8262438409105310219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/nocna-masakra.html' title='Nocna Masakra'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRiAtyoZjiI/AAAAAAAAF1A/NdEsEzFsGoI/s72-c/IMG_0630.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-3321290364425537312</id><published>2010-12-27T12:57:00.000+01:00</published><updated>2010-12-27T12:57:24.446+01:00</updated><title type='text'>Tadam!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRh9tzVk-jI/AAAAAAAAF0s/vXG03ONns3Q/s1600/blog1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="195" src="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRh9tzVk-jI/AAAAAAAAF0s/vXG03ONns3Q/s320/blog1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Oficjalnie otwieram nowego bloga. adres sie nie zmienia natomiast zawartosc nieznacznie. Z racji tego ze w nie jestem juz w podrozy i w najblizszym czasie sie nie wybieram to blog bedzie traktowal o przygodach w Polsce. Uprzedzam ze bedzie duzo biegania, wspinania, gór, wszelkiego rodzaju sportu i szeroko pojetej ekstremy. Wiecej informacji praktycznych mniej suchych faktow. Stalych czytaczy bloga mam nadzieje ze temat nie zniecheci a nowych przyciagnie. Wbrew pozora dzieje sie sporo. Chcialbym pisac raz w tygodniu, w praktyce zobaczymy co z tego wyjdzie.Pozrdrawiam z zimowej Dabrowy G.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-3321290364425537312?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/3321290364425537312/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/tadam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3321290364425537312'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3321290364425537312'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/tadam.html' title='Tadam!'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRh9tzVk-jI/AAAAAAAAF0s/vXG03ONns3Q/s72-c/blog1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5285148206501408252</id><published>2010-12-22T20:42:00.001+01:00</published><updated>2010-12-22T22:57:27.150+01:00</updated><title type='text'>Home sweet home</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRJ0BsDuywI/AAAAAAAAF0U/jPKqVGTGpe8/s1600/IMG_5080.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRJ0BsDuywI/AAAAAAAAF0U/jPKqVGTGpe8/s320/IMG_5080.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wrocilem. minelo juz kilka dni i wlasciwie czuje sie jakby cala ta podroz byla jakims nierealnym snem. Kilka rzeczy sie pozmienialo. Niektore ulice sa juz tylko jedno zamiast dwu kierunkowe, sa nowe swiatla na skrzyzowaniu, ten budenek jest kolorowy, a tamten zburzyli. Wiekszosc jednak jest taka sama. Sprzedawczyni na kasie w supermarkecie nie pyta mnie jak sie czuje, ba nawet na mnie nie spojrzala! PKP nadal ma opoznienia, a autobusem mozna jedzic bez biletu. No i przyjaciele tez sie nie zmienili. Moze usmiechneli sie troche szerzej po tej poltora rocznej przerwie ale w gruncie rzeczy nic sie nie zmienilo. I to jest wlasnie piekne. Spotykam ludzi ktorych nie widzialem tyle czasu a rozmawiam z nimi jakbysmy widzieli sie wczoraj. Dzieki wam za to:) &lt;br /&gt;W moim zoltym domku na gorce mam swoj maly niebieski pokoj. Na scianie wisza stare zdjecia, tabliczki z pierwszej podrozy autostopem, na polce kilka pamiatek z poprzednich podrozy. doloze do nich kamien z Denali, ktory wyglada jak kazdy inny. sa tez paleczki do ryzu z myanmaru i medal za ukonczenie ultramartonu. Tak patrze na to wszystko i przypomiaja mi sie wszystkie zwiazane z nimi przygody. To byla podroz ktora napewno odmienila moje spojrzenie na wiele rzeczy, moje podejscie do zycia, moje byc albo nie byc. Jestem kims innym niz 18 miesiecy temu. zaraz ktos mi napisze ze jak zwykle jestem patetyczny (wiadomo kto;) ale tym razem to szczera prawda. podroze zmieniaja ludzi i kto nie przekona sie o tym na wlasnym zyciu ten tego nigdy nie zrozumie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;no to tradycyjnie: po 18 miesiacach , 4 kontynentach, 12 panstwach, 30 lotach samolotem przebylem swiat dookola. musicie przyznac ze odwalilem kawal naprawde dobrej, nikomu nie potrzebnej roboty:)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;to be continued...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5285148206501408252?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5285148206501408252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/home-sweet-home.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5285148206501408252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5285148206501408252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/home-sweet-home.html' title='Home sweet home'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TRJ0BsDuywI/AAAAAAAAF0U/jPKqVGTGpe8/s72-c/IMG_5080.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8789474869917426764</id><published>2010-12-12T23:46:00.002+01:00</published><updated>2010-12-27T16:06:29.786+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><title type='text'>85kg bagazu</title><content type='html'>3 placaki i torba. co jeden to wiekszy. Kolejnym łutem szczescia pan na check-inie &amp;nbsp;bierze moje 3 plecaki zamiast legalnych 2. Niestety zabrali mi moja maszynke do gotowania i musze prosic moja host zeby przeslala mi ja do Polski. &amp;nbsp;Na dworze leje jak z cebra. Do lotu zostala mi godzina. Jakos nie dochodzi do mnie ze wracam juz do domu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Seattle bylo dosyc leniwie. Miasto ktore kojarzy sie wszystkim glownie z muzyka grundge i siedziba Microsoftu ma troche wiecej do zaoferownia. O dziwo nie mozna znalezc tutaj za duzo miejsc powiazanych z Nirvana czy Peral Jam. W domu w ktorym zginal Kurt Cobain mieszkaja azjaci. W Seattle urodzil sie tez Jimi Hendrix, ale i w tym przypadku jego muzeum tu nie znajdziemy. Jego dom niedawno zreszta wyburzyli.&lt;br /&gt;Moj tajny plan o wejsciu na Mount Rainer sie nie powiodl glownie z powodu fatalnej pogody. Udalo mi sie za to wyjsc na sciane wspinaczkowa z moja host. Pierwsze 15 minut szlo mi calkiem niezle, a potem sie tak zbulowalem ze do tej pory czuje miesnie przedramion. Trzeba chyba troche przypakowac na poznanskim azsie. &amp;nbsp;Zbiegiem okolicznosci okazalo sie ze niedaleko Seattle mieszka niejaka Gosia Ciepla, ktora skonczyla ten turystyke na UAMie. Mamy od dawna wspolnych znajomych, ale nigdy sie osobiscie nie poznanlismu, dopiero tutaj. Co ciekawe Gosia zdobyla Denali jakis tydzien po nas. Swiat jest maly. Bylismy w kinie na "127 godzin". Niesamowity film opowiadajacy prawdziwa histori pewnego goscia ktory zostaje uwieziony w canyonie w Utah. Bardzo dramatyczny i robiacy ogromne wrazenie. Ciezko uwierzyc ze to sie stalo naprwde. Polacam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem chyba gotowy jeszcze podsumowywac tej wyprawy. minelo az poltora roku a mam wrazenie jakbym jeszcze calkiem niedawno chodzil po ruinach Angor Wat. Mialem podrozowac samotnie, a praktycznie caly czas ktos mi towarzyszyl. Kolejna wyprawa zycia. Mam nadzieje ze nie ostatnia&lt;br /&gt;Do zobaczenia w Polsce!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8789474869917426764?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8789474869917426764/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/85kg-bagazu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8789474869917426764'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8789474869917426764'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/85kg-bagazu.html' title='85kg bagazu'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-7250541900148128980</id><published>2010-12-09T10:41:00.003+01:00</published><updated>2010-12-27T16:06:09.695+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='california'/><title type='text'>If you're going to San Francisco...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TQCkGYGTT0I/AAAAAAAAFu4/1ByHmnk2D_g/s1600/IMG_4419.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TQCkGYGTT0I/AAAAAAAAFu4/1ByHmnk2D_g/s320/IMG_4419.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/SanFranCisco#"&gt;PHOTOS FROM SAN FRANCISCO&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nalezy sie uzbroic w duza dawke tolerancji. Tutaj mozna wszystko. Nikogo nie zdziwi golas idacy sobie niby nigdy nic ulica, albo latexowa para gdzie pani prowadzi pana-piesk na smyczy. Wszedzie roznosi sie zapach marihuany. Jest tez sporo bezdomnych, ale niektorzy z nich mimo tego ze nie maja domu to posiadaja Iphona i jezdza swoim samochodem. Jest np. taki "bushmen" ktory jest znany z tego ze straszy ludzi na ulicy. Chowa sie za krzakiem i robi "Buu!" na przechodzaca obok parke. Jest na tyle znany, ze ktos zaprosil go na Floryde zeby tam postraszyl ludzi, oplacajac bilet lotniczy i hotel. prawdziwy American Dream. Bushmen ma juz ponoc sporo kasy, ale nadal jest "bezdomnym"&lt;br /&gt;Mieszkam u grupy studenciakow niedaleko parku Golden Gate. Natalie jest artyska. maluje, gra na gitarze, super spiewa i jeszcze lepiej gotuje (zrobila mi paste przed zawodami i ktora byla przepyszna mimo tego ze z pomidorami). Laura jest tak jak ja fantykiem filmowym wiec nie brakuje nam tematow do rozmowy. Rayan jest 100% gejem z rozbrajajacym poczuciem humoru. Jest jeszcze Brandon i Elisabeth ktorzy tez sa na swoj sposob orginalni. Jednym slowem, czuje sie jak u siebie:)&lt;br /&gt;Po zawodach znowu troche schudlem wiec odbijam sobie jedzac codziennie w innej kuchni od tajskiej do amerykanskiej. Bylem juz w San Francisco 2 lata temu, wiec tym razem zamiast ambitnego zwiedzania wybieram spokojny chillout. Mialem okazje zobaczyc film Black Swan z Natalie Portman ktory bardzo goraco polecam. intensywny i dramatyczny, czyli taki jakie kino byc powinno.&lt;br /&gt;W ostatni dzien spotykam sie z Kasia i Piotrkiem Kosmala. Piotrek jest chyba najbardziej utytulowanym zawodnikiem w adventure racingu. Razem z druzyna speleo team (Kasia tez z nimi starowala) wygrywal chyba wszystkie zawody jakie odbywaly sie w Polsce, a za granica byli nawet piatym zespolem na mistrzostwach swiata! ciesze sie ze malem mozliwosc spotkac sie w koncu z Piotrkiem osobiscie. wlasciwie to bylem nawet zaszczycony:) na obiad wciagamy Clam Chowder najwiekszy przysmak tej czesci ameryki.&lt;br /&gt;A wieczorem 21wsze urodziny Natalie. To oznacza ze moze juz oficjalnie pic alkohol. No i pila prawie do upadlego.&lt;br /&gt;Opuszczam z zalem San Francisco i wracam na kilka dni do Seattle. Cel: sprzedac samochod&lt;br /&gt;nie dociera do mnie ze za niedlugo wracam do Polski. Troche sie zaczynam bac...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-7250541900148128980?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/7250541900148128980/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/if-youre-going-to-san-francisco.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7250541900148128980'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7250541900148128980'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/if-youre-going-to-san-francisco.html' title='If you&apos;re going to San Francisco...'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TQCkGYGTT0I/AAAAAAAAFu4/1ByHmnk2D_g/s72-c/IMG_4419.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-4036931001881788728</id><published>2010-12-05T04:48:00.003+01:00</published><updated>2010-12-27T16:05:41.969+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='california'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ultra'/><title type='text'>DNF</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TQHDwztjlrI/AAAAAAAAFwE/1oHph5vSBr8/s1600/0338k_0026.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TQHDwztjlrI/AAAAAAAAFwE/1oHph5vSBr8/s320/0338k_0026.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Te trzy litery widnieja przy moim nazwisku na liscie wynikow. Znienawidzony przez wszystkich zawodnikow skrot od "Did Not Finish". Nie wiem co wlasciwie sie stalo. Nie wiem na co moge zawlic wine. Sa poprostu takie dni kiedy wszystko idealnie sie uklada, a sa kiedy nic. Tak jak dzisiaj. Czy to przez te badania? przez to ze spalem 2h tylko? czy moze przez tabletki, ktorych nigdy nie bralem a mialy pomoc moim miesnia przezwyciezyc bol? Pokladalem ogromne nadzieje w tych zawodach. Przebieglem przeciez 50 mil w Squamish w 9h i od tego czasu sporo trenowalem, mialem wiec nadzieje ze bede mogl powalczyc o 8-8.30h. Stresowalem sie bardziej niz zwykle, ale zaraz przed startem udalo mi sie wyluzowac. Milem tylko dziwnie wysokie tempo. Start o 5:07! Ruszylem zaraz za Kasia ktora przyczepila sie czolowki kobiet. Od razu stawka sie rozciagnela z jakas 30sto osobowa grupa z przodu. Tempo ostre. Mialem wrazenie, ze wszyscy zapomnieli ze to bieg na 50mil a nie 10km i do tego biegiemy pod gore! Oddycham powoli, ale zerkam na pulsometr a tam wartosci ktore osiagam zwykle na finiszu ostrego, szybkiego treningu. Cos jest nie tak. Zwalniam, ale tetno wcale nie spada. Kasia juz mi uciekla. Na zbiegu troche odzyskuje sile, ale tetno caly czas bardzo wysokie. Mam nadzieje, ze uspokoi sie troche i potem zaczne gonic. W pewnym momencie trasa wiedzie wzdluz klifow nad oceanem. Akurat jest wschod slonca. Przepieknie. Niestety czuje ze nogi juz zaczynaja mnie bolec a to dopiero poczatek trasy! Kolejny, choc lagodny podbieg zakosami na szczyt gory. Normalnie taki podbieg wogole nie sprawilby mi problemu, teraz walcze z soba zeby nie zaczac isc. co sie ze mna dzieje? Zaczyna padac deszcz. mam dreszcze na calym ciele. Nagle dostaje dziwnej opuchlizny na rekach. czuje ze z twarza tez nie jest wszystko w porzadku. Potem skurcze ud. Chwile do zniesienia a potem tak silne ze musze stanac. Jestem w fatalnym stanie, podjerzewam ze przesadzilem z napojami enegetycznymu, gelami i tabletkami i teraz wychodzi. jakos dowlekam sie do przepaku. To dopiero 18 mila a ja jestem u kresu sil. przez 15min walcze z soba czy rezygnowac czy nie. Widze jednak tych kustykajacych zawodnikow, ktorzy wciagaja jakiegos precla i ida dalej i mysle ze nie moge sie tak szybko poddac. Ruszam dalej. To jedyny moment na tych zawodach z ktorego jestem dumny. Nawet moge troche pobiec, ale po chwili znowu lapia mnie kurcze. Po pewnym czasie mija mnie Kasia biegnaca w druga strone.Ma chyba juz godzine przewagi! Po kolejnych 12 milach zbiegow po zabloconej i sliskiej sciezce, a potem ostrego podejscia juz wszystko mi siada. Dochodze do przepaku na 32 mili po ponad 6 i pol godzinie. Zwyciezcy sa juz na mecie. Postanawiam ze nie ma sensu walczyc przez kolejne 5-6h po to zeby totalnie sie zajechac. Przebieglem juz kiedys 50mil, wiem ze moge. To po prostu nie byl moj dzien...&lt;br /&gt;Jestem zly, smutny i strasznie zawiedziony. Myslalem ze bede walczyl z najlepszymi a przegralem nawet ze samym soba. Nie po raz pierwszy zjadla mnie ambicja. To straszne uczucie kiedy jest sie na lini mety, widzi sie tych potwornie zmeczonych, ale szczesliwych ludzi i miec swiadomosc ze mozna bylo byc jednym z nich.&lt;br /&gt;Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, a zaczalem sie juz do tego przyzwyczajac.&lt;br /&gt;Kiedys wroce do San Francisco i udowodnie sobie ze stac mnie duzo wiecej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kasia zajela znakomite 8 miejsce wsrod kobiet. Zwyciezylli, zupelnie nie spodziewanie, zawodnicy z Europy, z teamu Salomona. Dla mnie to byla ostatnia powazna aktywnosc przed powrotem do domu. Teraz juz tylko odpoczywam i zwiedzam.&lt;br /&gt;Szkoda, ze nie udalo mi sie fajnie zakonczyc ten wyprawy. Moze to znak ze nie powinienem jej jednak wcale konczyc?;)&lt;br /&gt;Pozdrowienia dla czytelnikow!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-4036931001881788728?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/4036931001881788728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/dnf.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4036931001881788728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4036931001881788728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/dnf.html' title='DNF'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TQHDwztjlrI/AAAAAAAAFwE/1oHph5vSBr8/s72-c/0338k_0026.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-7278003512752141616</id><published>2010-12-03T21:20:00.003+01:00</published><updated>2010-12-27T16:05:04.358+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='california'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ultra'/><title type='text'>The North Face Endurance Challenge 50</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TPlaC_t9GMI/AAAAAAAAFuo/V0osDld5xWk/s1600/Clipboard01.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="161" src="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TPlaC_t9GMI/AAAAAAAAFuo/V0osDld5xWk/s320/Clipboard01.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jutro wielki final mojej wyprawy. Ostatni okazja zeby sie porzadnie zmeczyc. Mimo, ze nie planowalem wycieczki do Kaliforni to dzieki wielu zbiegom okolicznosci stane na starcie chyba najbardziej konkurencyjnego ultramaratonu w USA. 10 tysiecy $ zwabilo najlepszych biegaczy ze wszystkich stanow i kilku zagranicznych twardzieli. Sa obydwoje zwyciezcy poprzednich edycji i rekordzista trasy Uli Steindl. Sa niesamowii bracia Skagg, jest mlody gniewny Dakota Jones, wreszcie Geof Ross, zwyciezca &amp;nbsp;i rekordzista trasy Western States i chyba naajlepszy ultramaratonczyk aktualnie na swiecie. Zabraknie niestety mojeo ulubienca, czlowiek ktory wyglada jak biegajacy Jezus (albo Forest Gump u konca swojego biegu przez USA) Anton Krupnicka.&lt;br /&gt;Po stronie kobiet jest jeszcze lepiej i gdyby zadna nie byla ode mnie szybsza to nazwalbym to ogromnym sukcesem. &amp;nbsp;50 mil (okolo 82km) i ponad 6tys metrow przewyzszenia. super organizacja i doskonale zaopatrzone aid stations sprawia ze sa to naprawde szybkie zaody ultra. rekord to niecale 7 godzin.&lt;br /&gt;Moim celem jest utrzymac tempo Kasi Zajac (twardej zawodniczki zespolu SpeleoSalomon) i byc na mecie szybciej niz w 9 godzin. moze powalczyc o pierwsza 20 stke? Zupelnie nie wiem czego spodziewac sie na starcie. Malo podbudowujcy jest fakt ze nie trenowalem ostanie 10 dni przez kontuzje, ale teraz czuje ze wszystko jest w porzadku. Bedzie walka. Moje poczynania mozna sledzic live na facebooku albo&lt;a href="http://www2.thenorthface.com/endurancechallenge/"&gt; stronie organizatora.&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wczoraj rano zanim przyjechalem do San Francisco mialem kolejna porcje testow. Najpiew dmuchalem w rure przez 20min, potem pedalowalem podlaczony do EKG przez pol godziny, a nastepnie lezalem przez 90min z podlaczona dostawa 12% tlenu co symulowalo wysokosc 18tysiecy stop &amp;nbsp;(okolo 5500m npm).&lt;br /&gt;to bylo troche meczace i rozbolala mnie glowa. dwa razy pobierali mi tez krew do analizy. Ogolnei rzecz biorac nie wiadmo czy wogle badania beda wazne, biorac pod uwage ze przez 1,5 roku znalezli tylko 4 osoby ktore mialy kiedys HAPE. w kazdym razie bylo ciekawie byc po raz pierwszy krolikiem doswiadczalnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jestem juz u mojego hosta z CS w domu w ktorym mieszkaja 3 dziewczyny i dwoch wesolych gejow. W koncu to San Francisco. Najabardziej chyba liberalne miejsce w jakim bylem. Mozna tu robic doslownie wszystko , chodzenia na golasa po ulicy wlaczajac.&lt;br /&gt;trzymajcie kciuki, jutro Wielki Dzien!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-7278003512752141616?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/7278003512752141616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/north-face-endurance-challenge-50.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7278003512752141616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7278003512752141616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/north-face-endurance-challenge-50.html' title='The North Face Endurance Challenge 50'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TPlaC_t9GMI/AAAAAAAAFuo/V0osDld5xWk/s72-c/Clipboard01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-993731532952539071</id><published>2010-12-02T08:46:00.003+01:00</published><updated>2010-12-27T16:04:06.854+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='california'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='BC'/><title type='text'>nalot łysego orła</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TPdGVHA7shI/AAAAAAAAFtI/rBOyDMmP_6M/s1600/IMG_4371.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="179" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TPdGVHA7shI/AAAAAAAAFtI/rBOyDMmP_6M/s320/IMG_4371.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/Squamish#"&gt;FEW NEW PHOTOS FROM SQUAMISH&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Zrobiło się bardzo zimno. brzegi rzeki pokryły się lodem po którym niezdarnie człapie orzeł. Bald Eagle oprocz tego, ze jest symbolem USA jest tez chetnie poszukiwany przez ornitologow. Zywkle trzeba jechac daleko na polnoc i trzymac kciuki ze jakis sie pojawi. W Squamish natomiast od listopada zaczyna sie ich tutejsze wakacje i praktycznie stadami przesiaduja na drzewach wzdluz rzeki. Do tego sa tak halasliwe, ze lokalni mieszkancy nie specjalnie ciesza sie z tego niesamowitego przyrodniczego spektaklu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;To juz ostatnie dni w Squamish. Nasypało sniegu, The Chief przybral bialy odcien, a Atwell Peak wyglada wyjatkowo przystepnie. Krazownik slizga sie po drodze, bo w sumie kazda opone ma inna. Modle sie tylko zeby wytrzymal moja ostatnio podroz do Seattle. Niestety dopadla mnie jakas kontuzja piszczela i nie biegam od ponad tygodnia i moje morale przed zawodami spadlo proporcjonalnie to ilosc dni bez treningu. Nadrabiam basenem i wyciskaniem ciezarow co nigdy nie sprawialo mi specjalnej przyjemnosci.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Zakanczam swoja wspolprace z Valhalla Pure Outfitters wyjsciem na wspolne piwo. Zaskakujaco dostaje jeszcze wyplate za dni wakacyjne ktorych niby nie wykorzystalem i 140 dolarow do wydania na zakupy w sklepie. Udalo sie zapakowac do 3 plecakow i torby, o wcisiniecie tego do samolotu bede martwic sie potem. Po likwidacji konta bankowego, w potezne ulewie wyjezdzam ze Squamish. Nie moge uwierzyc ze minelo juz 5 miesiecy odkad po raz pierwszy z Benem stanelismy na szczycie Chiefa. Jestem pewny ze tutaj musze jeszcze wrocic. Wyjatkowe miejsce i wyjatkowe wspomnienia. Zreszta mam jeszcze kilka drog na liscie ktorych nie udalo mi sie zaliczyc w tym sezonie;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;tego krotkiego przejazdu do Seattle obawialem sie od dawna. nie dosc ze samochod jest nieubezpieczony to dzien w ktorym wyjedzam, konczy sie rejestracja naszego krazownika. Do tego te warunki a drodze. W Vancouver wskazowka temperatury silnika zbliza sie niebezpiecznie do maksimum. stoje w korku juz od pol godziny. zielone swiatlo, wjedzam na skrzyzowanie ale zostalem zablokowany przez samochod z przeciwnej strony. czerwone swiatlo, a ja jedyny stoje na srodku skrzyzowania blokujac zupelnie pas ruchu. pierwszy samochod ktory zablokowalem to... policja. &amp;nbsp;znowu zielone, wydostaje sie z tej stresujacej sytuacji, policja skreca wyraznie za mna. "no to koniec" mysle. rownaja sie ze mna i stajemy bok w bok na swiatlach. udaje ze wszystko w porzadku najlepiej jak potrafie, patrzac przed siebie. pojechali, ufff... co za ulga.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;na granicy o dziwo bez zadnych problemow, jeszcze urzednik zyczyl mi powodzenia w ultramaratonie.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;w Seatlle zatrzymuje sie tradycjnie u hosta z couchsurfingu Alison. zostawiam u niej samchod, jej wspolokator odwozi mnie na lotnisko i w kimono. lot o 7, przesiadka w Salt Lake City i laduje w Sacramento praktycznie przesypiajac caly lot. Odbiera mnie Mario, jeden z studentow bioracych udzial w badaniach.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Jenni ktora przeprowadza badania w ramach swojej pracy magisterskiej (tutejsze masters) ma 26 lat wiec jest jedynie rok starsza ode mnie. Wogle raczej laboratorium i pracownicy nie wygladaja tak jak sobie wyobrazalem. Taka sobie grupa luzakow, ktorzy zbudowali jakis aparat to mierzenia zamrozonego oddechu i robia badania. Zreszta zdalem sobie sprawe ze badania nie sa specjalnie profesjonalne kiedy nie potrafili mi do konca udzielic odpowiedzi na niektore nurtujace mnie pytania;)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Pierwsze byly badania spirometryczne. wyszlo mi ze mam troche ponad 6l w plucach ale jakies inne wskazniki wyszly dziwnie niskie, ale mozliwe ze to z powodu ze zle dmuchalem;) potem lezalem na lezace i przez 20min zmniejszali mi ilosc podawanego tlenu az osiagnalem symulowana wysokosc ilus tam tysiecy stop. tutaj czulem sie zupelnie normalnie. na koniec mialem "niby" badania VO2max ktore byly dalekie od profesjonalnych. krecilem na siedzonym rowerku dopoki mialem pare w nogach. sek w tym ze nie o to chodzi w tescie na wydolnosc, bo przestalem z powodu bolu nog a nie problemow z oddechem i wysokim tetnem. moje V02max ztrzymalo sie na 50. Jenni twierdzi ze na bierzni wedlug tego moglbym wykrecic spokojnie ponad 60. musze to jednak kiedys sam sprawdzic.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Na wieczor dostalem duze burrito na wynos i zakwaterownie w calkiem przyzwoitym hoteli z wielkim lozkiem i jeszcze wiekszym telewizorem. Chyba pierwszy raz spie w takim hotelu zamiast byc jego pracownikiem:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Jutro dalsza czesc badan i przenosze sie do San Francisco. A za 2 dni... biegne.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;jak to mowia Stay tuned! bede teraz pisal czesciej&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;pozdrowienia&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;p.s. moj film z wyprawy do argentyny pojawi sie na &lt;a href="http://www.kfg.pl/"&gt;Krakowskim Festiwalu Gorskim&lt;/a&gt;, zapraszam serdecznie!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-993731532952539071?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/993731532952539071/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/nalot-ysego-ora.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/993731532952539071'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/993731532952539071'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/12/nalot-ysego-ora.html' title='nalot łysego orła'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TPdGVHA7shI/AAAAAAAAFtI/rBOyDMmP_6M/s72-c/IMG_4371.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5079594852401756758</id><published>2010-11-14T09:12:00.002+01:00</published><updated>2010-12-27T16:03:12.009+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='BC'/><title type='text'>królik w Kaliforni</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TN-QvFgcXII/AAAAAAAAFss/-hJQz4Pm_HA/s1600/Nov-06-10v2_copy.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TN-QvFgcXII/AAAAAAAAFss/-hJQz4Pm_HA/s320/Nov-06-10v2_copy.jpg" width="207" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Na plakacie mozecie zobaczyc glowne gwiazdy ostatnich wydarzen w Squamish. Otoz skorzystalem z niepowtarzalnej okazji obejrzenia amatorskiego wrestlingu z lokalnymi "zawodnikami" w roli glownej. Wrestling u nas nazywany jest, z niewiadomych powodow, "wolna amerykanka" i nie ma zupelnie nic wspolnego z zapasami, ani chyba z jakimkolwiek sportem. To znaczy wspolny jest ring i to ze glowne przestawienie nazywa sie walka, no ale w gruncie rzeczy nikt tam na prawde nie walczy. Walki sa rezyserowane, a cala rozrywka polega na tym, czy ktos dobrze udaje czy nie. Nie mniej jedak zabawa przednia. Razem z moja kolezanka z pracy wykupilismy bilety na pierwszy rzad, tak zeby byc w centrum wydarzen. Na sali gimnastycznej na ktorej odbywa sie wrestlin zjawila sie sama smietanka towarzystwa Squamish. Sa miesniaki z silowni, sa grupy azjatow ktorzy chyba nie do konca wiedza o co chodzi, jest kilku intelektualistow z wasem no a do tego cala masa dzieciakow. Spikerka (o masie zawodnika sumo) zapowiada pierwsza walke. Z dymu i kolorowych swiatel przy ciezkiej muzyce rockowej wynurza sie Czlowiek-pszczola! W obcislym, zolto-czarnym kostiumie z peleryna oraz maska z czulkami zaczyna jak oszalaly biegac sprintem dookola ringu przybijajac wszystkim piatki. Niezle wejsce. Za raz za nim Vulcan w jeszcze bardziej niesamowitym kostiumie. &amp;nbsp;W ciagu dwoch godzin ktore udalo nam sie wytrzymac obejrzelismy spektakl ktorego nie jestem w stanie podsumowac jednym slowem. Byly to chyba jedne z dziwniejszych, przerazajacych a zarazem zabawnych, czasem niesmacznych a zdecydowanie fanstastycznych godzin jakie spedzilem. I to nie tylko w Kanadzie. Moze nie do konca dobre porownanie, ale wydarzenie tej samej "klasy" co ping-pong show w Bangkoku. Po prostu to trzeba zobaczyc na wlasne oczy:)&lt;br /&gt;Takie wlasnie kulturalne rozrywki serwuje nam Squamish. Z powodu aury typowo jesiennej ujawniaja sie ostatnio u nas pewne depresyje uczucia, jak znudzenie i tesknota z domem. Wszystko wskazywalo na to, ze do osatatniego dnia przed wyjazdem bede pracowal, skladajac dolar do dolara i zadne przygoda juz na mnie nie czeka. &amp;nbsp;A tu niespodzianka! I to zupelnie nieoczekiwana (jak to niespodzianka). Znalazlem oglosznie w tutejszym magazynie wspinaczkowym "Rock&amp;amp;Ice" mowiace, ze pewien kalifornijski uniwersytet poszukuje kroliki doswiadczalne do badan. Warunkiem jest przedzial wieku 18-35 lat oraz posiadanie historii choroby HAPE zwanej u nas obrzekiem pluc. A, ze jak niektorzy z Was wiedza taka historie posiadam (dwa lata temu na Aconcagule nieszczesliwe sie tego nabawilem) wiec wyslalem bezwlocznie zgloszenie. Po wymianie kilku maili z sympatyczna Pania Doktor zostalem zakwalifikwany na pozycje krolika doswiadczalnego. W zwiazku z tym uniwersytet sponsoruje mi lot powrotny ze Seattle do Kaliforni, nocleg w hotelu wraz z wyzywieniem oraz darmowe (normalnie 200$) badania wydolosciowe (VO2max, chcialem sobie je zrobic tak czy siak po powrocie do Polski). Same badania nie sa w zaden sposb niebezpieczne. Bede siedzial przez jakis czas w komorze symulujacej wysokosc 6tys m n.p.m.Natomiast po badaniach korzystajac z okazji wystartuje w &lt;a href="http://www2.thenorthface.com/endurancechallenge/races/2010/ca/index.html"&gt;The North Face Endurance Chellange&lt;/a&gt; w San Francisco na dystansie 50 mil. Niesamowity ultramaraton w ktorym biora udzial najlepsi amerykanscy zawodnicy i zupelnie przypadkiem niejaka Kasia Zajac, stara znajoma ktora aktualnie jest czlonkiem najlepszej druzyny AR w Polsce - &amp;nbsp;Salomon-SpeleoTeam. &amp;nbsp;Tak sie to wszystko ulozylo, ze az trudno uwierzyc. &amp;nbsp;Jedno jest pewne. Zycie podsuwa czasem nieoczekiwane rozwiazania i nie moglbym sobie chyba wymarzyc lepszego zakonczenia podrozy.&lt;br /&gt;Poki co ostro trenuje. Ostatnio nawet biegalem po raz pierwszy w zyciu na ruchomej bierzni. Nudne to troche, ale jak na dworze pada i ciemno to co zrobic? Sultani od dwoch dni maja jakies swieta. Rozbili olbrzymi namiot przed naszym domem i serwuja hinduskie jedzenie za darmo przez 24 godziny na dobe. Na wyzerke zjedzaja sie Sultani z calej okolicy! My tez sie zalapalismy. Czasem dobrze jest pomieszkac u hindusa;)&lt;br /&gt;Odliczam dni w glowie do powrotu, a wizualnie skreslam je na kalendarzu. Minal wlasnie 16 miesiac podrozy. za 29 dni wracam domu. Zaczynam ukladac harmonogram powrotu;)&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich serdecznie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5079594852401756758?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5079594852401756758/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/11/krolik-w-kaliforni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5079594852401756758'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5079594852401756758'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/11/krolik-w-kaliforni.html' title='królik w Kaliforni'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TN-QvFgcXII/AAAAAAAAFss/-hJQz4Pm_HA/s72-c/Nov-06-10v2_copy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-9190782590960493372</id><published>2010-10-28T02:38:00.001+02:00</published><updated>2010-12-27T16:02:08.578+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='BC'/><title type='text'>Wspin w Squamish</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TMi6xHC25FI/AAAAAAAAFsE/uL5QwnWe7io/s1600/38816_753814911817_10606722_42531770_1931295_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TMi6xHC25FI/AAAAAAAAFsE/uL5QwnWe7io/s320/38816_753814911817_10606722_42531770_1931295_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Star Check. To chyba najpiekniejsza, latwa droga sportowa w Squamish. Niesamowity, lity filar wyrasta jakies 100m prosto z rwacej rzeki. Znajduje sie kilkanascie kilometrow na polnoc od miasta, doslownie kilkadziesiat metrow od autostrady. Pojechalem tam z moja wspolpracowniczka Laura zaraz po zamknieciu sklepu. Dojscie pod droge nie jest ewidentne i troche musielismy sie naszukac zejscia, a potem zjechac dwie dlugosci liny do podstawy sciany, zaraz nad brzeg Squamish river. Jest juz dobrze po 18 i zaczyna sie ciemnic, ale takiej okazji na wspin nie mozna przegapic. Prowadze wszystkie wyciagi. Spity poczatkowo w bezpiecznej odleglosci kilku metrow zaczynaja sie powoli przerzedzac tak ze gdzies na drugim 40m wyciagu z powodu zapadajacej ciemnosci nie widze ani nastepnego ani poprzedniego spita. Droga prowadzi doslownie ostrzem filara. Nie jest zupelnie pionowa, ale ogromna przestrzen i niesamowity grzmot przewalajacej sie wody gdzies tam w dole robi ogromne wrazenie. Dochodze do stanowiska. Jest juz ciemno. Laury oczywscie ani nie widze, ani nie slysze. Po kilkunastu minutach zza ostrza filara wynurza sie swiatlo czolowki. Na jej twarzy maluje sie uczucie ktore doskonale oddaje klimat miejsca: satysfakcja i fascynajca z lekka dawka strachu. Zostaje nam ostatni, najtrudniejszy wyciag, ktory prowadze juz w swietle czolowki. Zaskakujaco nie sprawia nam problemu i po krotkim podejsciu jestesmy z powrotem na autostradzie.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Wspin w Squamish jednak bardzo rzadko oznacza wspianie sportowe, czyli ospitowane sciany tak jak to wyglada w Polsce. Tutaj kultywuje sie wspinanie tradycyjne (na wlasnej asekuracji) ktore pochlonelo mnie na dobre. To jest wlasnie prawdziwa esencja wspinaczki. Podchodzisz pod sciane, wspinasz sie uzywajac tylko tego sprzetu ktory posiadasz i koniec. nic w scianie nie zostaje (moze oprocz bialawych sladow magnezji).&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Na mojej "liscie przejsc" w Squmish widnieje obecnie jakies 50 pozycji od 5.4 do niestety jedynie 5.9&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Zdaje sobie sprawe, ze pewnie wiekszosci z Was nic nie mowia ani te cyfry ani termin "wspinaczka sportowa" czy "tradycyjna", ale wyjsnienie tego nie jest szybkie ani proste. Generalizuja to wspinanie tradycyjne jest bardziej wymagajace psychicznie i z tego wlasnie powodu moje wyniki sa takie slabe. Jest to troche deprymujace ze wspinam sie tyle lat, a moj poziom rowna sie tutejszemu amotorowi ktory wspina sie od kilku weekendow. No ale nie mozna byc dobrym we wszystkim, poza tym jeszcze wiele wspinaczkowych doswiadczen przede mna:) W kazdym razie wspinanie tutaj jest z wielu wzgledow niesamowite. Nie ma chyba sensu pisac jak podniecaja mnie perfekcyjne rysy bo watpie zeby ktos to zrozumial;) To trzeba poczuc na wlasnych dloniach!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;No ale nie samym wspinem czlowiek zyje. trzeba tez troche pobiegac;) Tydzien temu zaliczylem long run w Parku narodowym Garibaldi, tam gdzie wczesniej z Misia wchodzilem na Black Tuska. Slawek z Marta poszli sobie krotsza trasa nad jezioro (ale i tak kawal drogi -18km) a ja pobieglem troche na okolo robiac 33km i 3000m przewyzszenia. Trudno opisac jak wspaniale jest bieganie wysoko w gorach z widokiem od oceanu po osniezone szczyty. Nie moge sie doczekac az doswiadcze podobnych uczuc w Tatrach. No moze bez tego Oceanu;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Misia i Marta niestety wyjechaly i zostalem ze Slawkiem. Dzis jednak znienacka odezwal sie do mnie japonczyk Hidu (albo Hindu, w sumie nie wiemy) i o dziwo z nami zamieszka! ciekawe co to bedzie.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;A w grudniu mozliwe ze znajde sie w... Kalifornii ale na razie nie zapeszam. Jak sie uda to bedzie wspaniale zakonczenie wyprawy.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Pozdrawiam!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;p.s. zdjecie nie jest moje (ja nie robilem bo bylo ciemno) , a na zdjeciu jest Natasha, polka z pochodzenia ktora mieszka w Victorii a bywa czasem w Squamish;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-9190782590960493372?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/9190782590960493372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/10/wspin-w-squamish.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/9190782590960493372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/9190782590960493372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/10/wspin-w-squamish.html' title='Wspin w Squamish'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TMi6xHC25FI/AAAAAAAAFsE/uL5QwnWe7io/s72-c/38816_753814911817_10606722_42531770_1931295_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8936282576829855448</id><published>2010-10-16T08:00:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T16:01:33.472+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='BC'/><title type='text'>Ostatnia wycieczka lata...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TLk_bX_cpZI/AAAAAAAAFo4/8J3_RDnNmOk/s1600/IMG_4324.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="179" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TLk_bX_cpZI/AAAAAAAAFo4/8J3_RDnNmOk/s320/IMG_4324.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/Tofino#"&gt;PHOTOS FROM VANCOUVER ISLAND&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Ocean jak okiem siegnac. Gdyby ziemia nie byla okragla to pewnie zobaczylibysmy brzegi Australii i miejsce gdzie wspolnie mieszkalismy pol roku temu. A teraz jestesmy w tym samy zestawieniu tyle ze na drugim brzegu Pacyfiku. Szkoda ze od domu dzieli nas jeszcze jeden Ocean.&lt;br /&gt;Nie obchodzimy, jak wszyscy tutaj, swieta dziekczynenia, wiec postanowilismy wykorzystac 3 dni wolnego na wycieczke na Vancouver Island. Taka sobie wyspa, lezaca jak sie mozna domyslec nie daleko Vancover. Na mapie wyglada niepozornie a tak naprawde zajmuje tyle co 1/4 Polski. Znajduje sie na niej najstarszy w British Columbi park narodowy, kilkanascie "rezerwatow" prawdziwych indian no i Tofino. Tofino to stolica kandyjskiego surfingu oraz miejsce ktore wedlug wszystkich kanadyjczykow jest przepiekne. Nawet ponoc jakcys europejczycy byli tam co zwiedzili kawal swiata i mowili ze przepiekne. Takze przekonalo nas to i pojechalismy. No i o ile wyspa jest calkiem ladna, sa kamieniste wysepki porosniete iglastym lasem, sa plaze (tylko raczej czane niz zolte), sa fajne szlaki wzdluz klifow, sa wielkie fale no ale Tofino... samo w sobie nie zachwyca. ot, kilka kolorowych domkow i dwie przystanie zaglowek. Moze to przez pogode i brak ludzi, ale wydaje mi sie ze an Helu jest raczej ladniej:) No ale, na Helu nie mozna zjesc pysznego, czerwonego łososia z frytkami, a tu mozna. I chociaz dlatego warto tu przyjechac.&lt;br /&gt;Spimy oczywiscie w samochodzie. na szczescie nie pada. chodzimy sobie wzdluz plazy, wpadamy w melancholije nastronie siedzac na skale i wpatrujac sie w ocean. jak to mowili w Family Guyu, "nie ma niczego czego nie da sie naprawic wpatrujac sie w tafle wody " :)&lt;br /&gt;Nastepnego dnia bezchmurne niebo. Mielismy jechac do Victori, stolicy wyspy i calego stanu, ale ostatecznie zostalismy w Nanaimo, odkrywajac krotkie szlaki wzdluz laguny z widokiem na ocean i gory. piknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;teraz juz znowu w Squamish. i oprocz tego ze obcinaja mi jeden dzien pracy i ze robi sie co raz zminiej i bardziej ponuro to jest fajnie:) a najciekawsze informacja to data 12 grudnia, czyli lot powrotny do Polski.&lt;br /&gt;odliczam dni i dolary do powrotu. Do zobaczenia za 2 miesiace!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. wiekszosc zdjec made by Slawek&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8936282576829855448?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8936282576829855448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/10/ostatnia-wycieczka-lata.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8936282576829855448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8936282576829855448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/10/ostatnia-wycieczka-lata.html' title='Ostatnia wycieczka lata...'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TLk_bX_cpZI/AAAAAAAAFo4/8J3_RDnNmOk/s72-c/IMG_4324.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-6137950923859433326</id><published>2010-10-02T08:03:00.003+02:00</published><updated>2010-12-27T16:01:02.851+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='BC'/><title type='text'>Czarny Tusk</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TKbEGKAvybI/AAAAAAAAFnU/VtxCTTzKa5o/s1600/IMG_4076.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="179" src="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TKbEGKAvybI/AAAAAAAAFnU/VtxCTTzKa5o/s320/IMG_4076.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/Squamish#"&gt;PHOTOS FROM BLACK TUSK&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Tym razem bez retrospekcji. Z racji ze mam tylko 2 dni wolne to trzeba je wykorzystywac na maksa. Idealna pogoda i jedziemy na Black Tusk, jeden z popularnieszych i bardzo charakterystycznych szczytow w okolicy. Nawet jest jakas legenda ze zyl tam stary idianin a gora jest czarna bo tak czesto walily w nia pioruny (pewnie z powodu tego indianina) ze sie spalila. oczywiscie kazde dziecko wie ze to bzdura bo Black Tusk zbudowany jest z zastyglej lawy a zastygla lawa jak wszyscy wiemy jest czarna:)&lt;br /&gt;Trasa liczy sobie 15 kilometrow &amp;nbsp;w jedna strone i troche ponad 1500m przewyzszenia. najpierw zakosami przez las a potem poloninami z niesmowitym widokiem na jezioro Garibaldi i lodowce dookola. Samo wejscie na szczyt to taka niby wspinaczka gdzie nie wiadomo czego sie zlapac zeby nie odpadlo. dosyc czesto zdarzaja sie tam wypadki wlasnie z powodu kruchej skaly. na szczycie jest. mi &amp;nbsp;tak dobrze ze zasypiam na pol godzinki a Misia pali fajke za fajka. nie ma to jak gorski klimat. Powrot tez bez przygod. Po prostu fajna gorska wycieczka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z aktualnych informacji to za 2 tyg Marta i Misa wracaja do domu i zostaje sam ze Slawkiem (ktory dostal nie dawno prace na front desku w fajnym hotelo-pubie). Nie planuje poki co zadnych dlaszych wyjazdow oprocz startu w maratonie w Seatlle w listopadzie. Poki co biegam, biegam i biegam i przygotowuje sie do startu w Olimpiadzie za 8 lat;) ot takie kolejne marzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam i maile czytam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. zdjecie Steka zamiescilem, zeby udowodnic ze sam tez potrafie zrobic sobie dobry obiad w co niektorzy watpia:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-6137950923859433326?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/6137950923859433326/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/10/czarny-tusk.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6137950923859433326'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6137950923859433326'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/10/czarny-tusk.html' title='Czarny Tusk'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TKbEGKAvybI/AAAAAAAAFnU/VtxCTTzKa5o/s72-c/IMG_4076.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-3999035138140834461</id><published>2010-09-23T20:40:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T16:00:25.686+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='BC'/><title type='text'>Atak na Atwell</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TJue1mXvMNI/AAAAAAAAFlw/MVbUAEECJCM/s1600/IMG_3989.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="179" src="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TJue1mXvMNI/AAAAAAAAFlw/MVbUAEECJCM/s320/IMG_3989.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/Squamish#"&gt;&lt;b&gt;PHOTOS FROM ATWELL PEAK&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Robie niepewnie kolejny krok stracajc kijkiem kamien ktory przeistacza sie w mala, a potem co raz wieksza lawine. Gran po ktorej idziemy to szeroki na dwie stopy grzebien zbudowany z gliny I lezacych na sobie glazach. Po lewej I po prawej lufa na przynajmniej 300 metrow. Juz zobojetnialem na odlgosy spadajacych kamieni. Omijam bokiem wielk glaz na srodku grani, osuwajac sie troche w moich adidaskach. Przedemna kilka metrow  grani wygladajacej jak zle ulozona wieza z klockow. Obejsc sie jej nie da, bo jest pionowa, a sciany sie sypia przy samym dotknieciu. Albo gora albo wogle&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;“Idziem!” mowi po czesku Misia.  Idziem to idziem. Jakos wchodze na te klocki, ale czuje ze niewiele potrzeba zeby sie to wszystko zawalilo. Nie idziem. Moze czasem ryzykuje, ale glupi nie jestem. A Misia chyba sobie nie zdaje sprawy na czym, doslownie, stoimy. Probujemy jeszcze obejsc ten kawalek , dalej dolem po scianie, ale tym razem po tym jak wszystko sie usuwa spod nog Misia mowi ze “nie idziem”. Wycof. Pierwszy od dawna.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Atwell Peak to piekna piramida ktora widac z kazdego miejsca w Squamish. Pierwsza gora o ktorej pomyslalem kiedy tutaj przyjechalem. Nigdy jakos w ciagu lata nie znalazlem czasu zeby na 2 dni w gory pojechac, wolalem sie wspinac I biegac. A teraz Squamish sie zmienilo. Wiecej pada niz swieci slonce. Pracuje 5 dni w tygodniu po 8 godzin wiec mam “tylko” 2 dni wolne. Do tego wyjechala Agata I zostala nas trojka z Marta I Slawkiem. Przeprowadzila sie za to do nas czeszka Misia, ktora pracowala wczesniej w hotelu z Agata. Rozmawiamy ze soba po czesko – polsku co daje czasem smieszne rezultaty. Wlasciwie to kazda konwersacja z nia jest smieszna. No bo jak sie nie smiac jak okazuje sie ze “burakowe maslo” to tutejsze masło z... orzeszków ziemnych (pennuts), albo ze “cerstwy” to swiezy, albo chociaz taki “spacak”  to spiwor. Ubaw po pachy.   &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;W kazdym razie ta wlasnie Misia sporo juz tutaj chodzila po gorach I probowala wczesniej wejsc na Atwell Peak, tyle ze warunkach bardziej zimowych. I co ciekawe doszla do prawie tego samego miejsca co my teraz I do tego z dwoma psami... przypomina mi sie historia mojej wspinaczki z tata I bratem jak wycofalismy sie z drogi,  ktora wczesniej przeszedl pies pasterski. To obrazuje jak warunki w gorach moga sie radykalnie zmienic praktycznie z dnia na dzien.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Sam Atwell lezy w masywie I parku nardowym Garbidaldi, najwyzszym w okolicy, liczy sobie troche ponad 2600m. Ruszylismy tam zaraz po mojej pracy o 6. Najpierw z pomoca krazownika dojechalismy do parkingu dziurawa, szutrowa woda a potem juz z buta do chatki nad Elfin Lake. Pelnia ksiezyca, 11km I w 3h jestesmy na miejscu. Chatka nad samym jeziorem, jest dwupoziomowa. Na gorze kilkanascie drewnianych lozek, na dole kuchnia I lampy gazowe. Fajny klimat dopoki nie zwali sie tam wycieczka szkolna z rozwrzeszczanymi dzieciakami.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Wyszlismy rano w kierunku szczytu. Prawda jest taka, ze czym blizej bylismy tym bardziej bylem pewny ze nie da rady na niego wejsc. To samo zreszta mowil mi szef I inni ludzie z ktorymi rozmawialem na ten temat. Zreszta z szybkiego rozpoznania na internecie wyglada na to ze nikt tam nie wchodzi w lato. Mozliwe nawet ze nikt tam nigdy nie wszedl w lato. W zime zupelnie inna historia.No ale musialem to na wlasne oczy zobaczyc. Dalsza czesc wycieczki jest znana.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Jeszcze w drodze na dol spotykamy goscia ktory z rakami I czekanami (bo wyzej jeszcze snieg lezal) pewnie mowi ze idzie na szczyt. Z daleka widzimy ze wycofal sie w tym samym miejscu co my.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Tego samego dnia, z powodu wspomnianej wycieczki szkolnej, wracamy juz do Squamish.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;A w Squamish pada. I mysle jak tu sobie urozmaicic nadchodzace dwa miesiace. Moze by gdzies pojechac?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;teraz tak czytam co napisalem i wyszla z tego badzo dramatyczna relacja. prawda jest taka ze specjalnego dramatu nie bylo, nawet sie nie przejmuje tym ze nie weszlismy na szczyt:) tak napisalem zeby ciekawiej bylo, bo za duzo sie ostatnio nie dzieje:)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;ps. zdjecia z wycieczki sa na picassie w katalogu Squamish, razem z innymi nowymi. &amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-3999035138140834461?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/3999035138140834461/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/09/atak-na-atwell.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3999035138140834461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3999035138140834461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/09/atak-na-atwell.html' title='Atak na Atwell'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TJue1mXvMNI/AAAAAAAAFlw/MVbUAEECJCM/s72-c/IMG_3989.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-3870757931755398323</id><published>2010-09-09T04:13:00.007+02:00</published><updated>2011-05-28T17:06:57.691+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><title type='text'>Chicago Jazz</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TIhCG-WRWrI/AAAAAAAAFe4/jBf_OpMhv1A/s1600/IMG_3940.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TIhCG-WRWrI/AAAAAAAAFe4/jBf_OpMhv1A/s320/IMG_3940.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/ChicagoJazz#"&gt;&lt;b&gt;PHOTOS FROM CHICAGO&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Na scenie 5 gosci. Kazdy ma inny instrument I kazdy gra zdecydowanie cos innego. Na poczatku pomyslalem ze moze sie rozgrzewaja, ale po chwili zrozumialem ze to co slychac to wedlug niektorych prawdziwa muzyka. Jazz. Tylko ten bardziej alternatywny.&lt;br /&gt;Jestem w Chiacgo. Korzystajac z okazji, ze Beno opuszcza na dobre Squamish, Slawek z Marta przylatuja niedlugo z wycieczki po Hawajach, postanowilem ze odwiedze moich amerykanskich wujkow. Pojechalismy naszym krazownikiem do Seatlle, drzemka na lotnisku, potem druga w samolocie, trzecia na przesiadce w Milwaukie &amp;nbsp;I zuplenie niewyspany dolatuje do Chicago. No, a tutaj to prawie jak bym do domu wrocil. Polski jezyk, polskie jedzenie (pyszny swiezo upieczony pasztet, niesamowita szyneczka I do tego majonez winiary) polski sklep z polska muzyka disco-polo. Tu juz moze troche za duzo tej polskosci. &amp;nbsp;Nie wiem jak pracownicy tego sklepu (oczywiscie wszyscy polacy) wytrzymuja te muzyke. Juz lepiej zeby puszczali jakies goralskie przeboje albo ludowe przyspiewki, no ale disco-polo? Przesada.&lt;br /&gt;Pierwszy dzien spedzam na jedzeniu steka wielkosci mojego laptopa I na ogladaniu I pokazywaniu zdjec. Jakby nie bylo ostatni raz widzielismy sie na slubie mojego brata ponad rok temu. A bloga jak sie okazuje &amp;nbsp;nie wszyscy czytajaJ Juz po pierwszym wieczorze zdaje sobie sprawe ze wypije tu wiecej wina i piwa niz przez ostatnie 3 miesiace. Do tego calkiem dobrego wina.&lt;br /&gt;Niedziela to ostatni dzien slynnego (i darmowego) Chicago Jazz Festival. Z tego powodu cale polacie parku w ktorym odbywaja sie koncerty sa zastawione rozkladanymi kempingowymi krzesekami i w wiekszosci grubymi amerykanami. Jazz jak to jazz nie jest muzyka popularna takze niebyl to chyba trafiony pomysl pozwalac wystepowac zespolowi ktory tworzy jego alternatywna odmiane i powoduje ze ludzie nie wiedza czy smiac sie czy plakac. Na szczescie show ratuje najlepszy jazzowy wokalista w tym momencie na swiecie z rownie niezlym saksofonista, spiewajac przeboje ktore wydawalo mi sie ze juz gdzies wczesniej slyszalem. nazwisk wykonawcow niestety nie pamietam, ale wszyscy mowili ze sa bardzo znani:)&lt;br /&gt;Ciekawe ze po tym kilkumiesiecznym zyciu w dziczy i malych misateczkach zaczyna sie zauwazac jak duze miasto hmm... po prostu smierdzi. to mnie chyba najbardziej porazilo oprocz bezdomnych, zebrzacych i calej masy swirow od ktorych zupelnie sie odzwyczailem. ciekawe bo przeciez zawsze takie rzeczy byly dla mnie "normalne".&lt;br /&gt;W wolny od pracy Labour day bylem na malym shoppingu i troche pobiegalem i stwierdzam ze niestety cos forma nie najlepsza. czas najwyzszy wrocic do regularnych treningow, tym bardziej ze w planach mam start w biegu na Grouse Mountain w Vancouver. &amp;nbsp;Pojechalem nawet kiedys w ramach treningu "wbiec" na te gore (niecale 900m przewyzszenia na 2,5km) ale skonczylo sie tym ze prawie wyplulem pluca a czas mialem 16min gorszy od rekordu (26min!!!) co bylo dosyc deprymujace. Dodatkowo stwierdzilem juz ze 100% pewnoscia ze mam bardzo niskie, jak na moj wiek, tetno maksymalne. Nigdy nie udalo mi sie osiagnac wartosci powyzej 172 uderzen kiedy normalny 25 latek dochodzi do 195. na szczescie to nie definiuje mojej sprawnosci fizycznej.&lt;br /&gt;W Chicago spotykam sie rowniez z moim kolega po fachu, czyli bylym kelnerem restauracji Villa Magnolia. Piotrek jest tutaj cale wakcje, mieszka u rodziny &amp;nbsp;i przyjechal troche popracowac. Powspominalismy stare, dobre, kelnerskie czasy pijac piwko na 96 pietrze hanckok Center z widokiem na caly downtown. Poczekalismy na zachod slonca i razem z nowa kolezanka Marlenka ruszylimy na podboj zycia nocnego. Marlenka jest corka kolegi z zespolu mojego wujka. Mieszka tu odkad skonczyla 4 lata, jest swiezo upieczonym magistrem muzyki i wokalistka jazzowa. Mowi po polsku, wplatajac co kilka wyrazow angielski co daje calkiem zabawna mieszanke. Ow Marlena pokazala nam najfajniejsza dzielnice Chicago z super klubami, kafejkami, malymi sklepikami i np lodziarnia gdzie produkuja lody z cieklego azotu. My wbilismy sie do Kingston Mines, zywcem wyjetego z Nowego Orleanu klubu bluesowego. I jak sie mozna domyslec graja tam bluesa doslownie do czwartej nad ranem, codziennie. wyszlismy szybciej, ale i tak doswiadczenie niezapomniane.&lt;br /&gt;Dzis wieczorem lece juz do Seatlle gdzie reszta ferajny odbiera mnie krazownikiem i wracamy do indianskiej wioski Squamish. Jeszcze skocze tylko na male zakupy w tutejszym Mega Outlecie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fajnie sie spotkac z rodzina. Rodzina to jednak jest nie do zastapienia.Tak jak napisala mi jedna bliska mi osoba, ze w Chicago to juz jak jedna noga w domu:) Dzieki wujkowie za super spedzony czas i pyszne jedzenie!&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;p.s. zdjecia jak wroce do skuamiszowa&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-3870757931755398323?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/3870757931755398323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/09/na-scenie-5-gosci.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3870757931755398323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3870757931755398323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/09/na-scenie-5-gosci.html' title='Chicago Jazz'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TIhCG-WRWrI/AAAAAAAAFe4/jBf_OpMhv1A/s72-c/IMG_3940.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-3695496635999496140</id><published>2010-08-24T01:07:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T15:58:53.826+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ultra'/><title type='text'>Gdzie jest Waldo 100km?</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/THL7LJpkL6I/AAAAAAAAFbY/A5DWxi1gl8I/s1600/IMG_3840.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/THL7LJpkL6I/AAAAAAAAFbY/A5DWxi1gl8I/s320/IMG_3840.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;80 kilometr. Ostatnie zawody konczyly sie na tym dystansie, a teraz stoje u podnoza Maiden Peak 2384m, najwyzszego szczytu w okolicy.wszystko mnie boli, ledwo stoje na nogach i przed chwila cos mnie urzadlilo w noge i strasznie swedzi. Ostatnia moblizacja energi a potem juz z gorki do mety. jakos sie wtaczam na szczyt, widac cala trase pod stopami i gdzies tam daleko tytulowe jezioro Waldo. sila grawitacji, bo nic innego juz mi nie zostalo, pcha mnie ostatnie 14 kilometrow do finishu. biegne. i to wydaje sie ze calkiem szybko. mijam po drodze jeszcze kilku zawodnikow ktorzy nie maja juz sily korzystac nawet z grawitacji. biegne i biegne. wiem ze jak sie zatrzymam to juz chyba nie rusze z miejsca. ile jeszcze? moze za tym zakretem? nie. konczy sie las, moze teraz? nie. powaznie juz nie mam sily, a to ze mi sie po prostu nie chce to stwierdzilem 50 kilometrow temu. &amp;nbsp;rany! jest! ostatnie kilkaset metrow, lekko pod gorke. przyspieszam (jakim cudem?), dzwonia dzwonki ( a moze to w uszach?) , ludzie bija brawa. slysze przez glosniki moje nazwisko z wyrazym amerykanskim akcentem. na twarzy pojawia mi sie grymas przypominajacy usmiech. wpadam na mete: 12 godzin 45 min. Koniec. dalej sie nie ruszam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Where is Waldo 100k? mimo malo powaznej nazwy sa jak najbardziej powaznymi zawodami. zjechali sie zawodnicy z roznych Stanow i Kanady, a to dlatego ze pierwsze 2 miejsca dostaja automatyczna kwalifikacje to legendarnego ultramarathonu Western States 100. Bieg w Squamish to w porownaniu z tym wydarzeniem byl lokalna, podworkowa rywalizacja. Waldo to taka kreskowkowa postac w pasiastym sweterku ktora dzieciaki probowaly odnalezc na ekranie telewizora czy komiksach. tak sie sklada ze najwieksze jezioro w okolicy tez nazywa sie Waldo. Stad nazwa. Kto pierwszy zobaczy jezioro i ukonczy bieg, dostaje nagrode. nagrode mozna dostac tez jezeli wykompie sie w 7 jeziorach ktore sa na trasie i dotrze do mety w limicie czasu. mozna tez wygrac jezeli pokaze sie wszystkim swoj "Waldo". Jakkolwiek sie kojarzy, chodzi o cos co sprawi ze obsuga stacji pokarmowych (nadal nie wiem jak to nazwac, niektorzy mowia na to "przepak") na Ciebie zaglosuje. w tym roku wygrala babka po 50tce ktora przebiegla cala trase z rozowymi pomponami i spiewala piosenki na kazdym przepaku. takie rzeczy to tylko w ameryce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Start w Waldo 100k stal dla mnie ciagle pod znakiem zapytania. balem sie ze nasz krazownik nie da rady przejechac kolejne 2tys kilometrow poza tym nie usmiechalo mi sie wydawac 300$ na weekendowy wyjazd. znalazlem na craigslist.org dziewczyne ktora jechala w tym samym kierunku, wiec podzielil sie koszt benzyny. a samochod, wbrew obawom, sprawil sie doskonale i spalil mniej niz sie spodziewalem. Steph ktora ze mna jechala, okazala sie sympatyczna coachsurferka ze stanu Maryland i z ciekawszych rzeczy to opowiedzila mi historie gdzie o malo co nie stala sie ofiara gwaltu. na szczescie wyrwala napastnikowi noz i ugodzila go w brzuch a po kilku dniach policja go zlapala. niestety wyrwanie noza za ostrze skonczylo sie doslownie przecieciem dloni do polowy co mialem watpliwa przyjemnosc zobaczyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A same zawody coz. Jak zwykle ambicja kazala mi walczyc o miejsca i dobry czas co spowodowalo ze walczylem ze soba praktycznie od samego poczatku. najpierw psycha troche mi siadla jak po pierwszym przepaku zobaczylem ze przede mna biegna panowie i panie po 50tce wyprzedzajac mnie juz o kilkanasie minut, a potem jak na 6 przepaku dowedzialem sie ze jestem poza 40stka. jakos sie jednak zmoblizowalem i w koncu ukonczylem zawody na 29 pozycji z nienajgorszym czasem (na 130 startujacych i limit 16h). zakladajac ze od samego poczatku czulem ze nie mam sily to mysle ze calkiem dobry wynik.&lt;br /&gt;najwiekszy jednak podziw wzbudzil we mnie pewnien 71-letni Pan, ktory przybiegl nie dlugo po mnie w zuplnie niezlej formie. i tutaj nie jest to zupelnie odosobniony przypadek. to taka informacja dla moich dziadkow, co nie wierza w takie historie:) jak tu nie ufac stwierdzeniu ze "sport to zdrowie". nigdy nie jest za pozno na odrobine lub troche wiecej, ruchu. pamietajcie o tym!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;szkoda tylko ze musze przezywac takie emocje samotnie. tutaj mam wrazenie ze wszyscy sie znaja, przyjezdzaja calymi rodzinami wzajemnie sie dopingujac. atmosfera jest bardzo pozytywna. jednak mimo tego ze ludzie zagaduja do mnie, gratuluja na mecie, wymieniaja sie kontaktami to czuje sie jak taki &amp;nbsp;odlodek. przyjechal polaczek (z kanady) prawie 900km swoim ledwno trzymajacym sie kupy samochodem. przebiegl 100km. obolaly wszedl &amp;nbsp;do gruchota. i po 12h jazdy wrocil do domu (na uchodztwie). taka nie majaca wiekszego sensu przygoda weekendowa. jak by to powiedzial kolega Rafal: "odwaliles kawal, naprawde dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty":)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jest jeden sens. w 2 tyg udalo mi sie zdobyc, dzieki ukonczeniu zawodow, 5 punktow ktore uprawniaja mnie do startu w wymarzonym &lt;a href="http://www.ultratrailmb.com/"&gt;Ultra Trail du Mont Blanc&lt;/a&gt;&amp;nbsp;w 2011 roku.&amp;nbsp;normalnie na zdobycie tych punktow ma sie 2 lata...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.movescount.com/moves/move398764"&gt;Movescount.com&lt;/a&gt; - pod tym linkiem mozecie zobaczyc "fizjologiczny zapis" mojego startu. np. ile razy dyszalem wchodzac pod gore, albo ze spalilem prawie 8,5tys kalorii:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pozdrawiam wszystkich i dzieki za glosy w "zlotych stopach"!:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. nowe zdjecia wktorce. m.in ze sklepu i firmowego BBQ&lt;br /&gt;p.s2 na imprezie firmowej mialem okazje sprobowac Stand-up paddle board, czyli wioslowania na desce surfingowej. niezla jazda i super zabawa!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-3695496635999496140?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/3695496635999496140/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/08/gdzie-jest-waldo-100km.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3695496635999496140'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3695496635999496140'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/08/gdzie-jest-waldo-100km.html' title='Gdzie jest Waldo 100km?'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/THL7LJpkL6I/AAAAAAAAFbY/A5DWxi1gl8I/s72-c/IMG_3840.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-771679122781307867</id><published>2010-08-15T08:49:00.004+02:00</published><updated>2010-12-27T15:57:27.179+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='BC'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ultra'/><title type='text'>Stormy 50miler</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TGePlyTi8-I/AAAAAAAAFbQ/Abh6RHCclPU/s1600/stormy2010-elevation-profile3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="167" src="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TGePlyTi8-I/AAAAAAAAFbQ/Abh6RHCclPU/s400/stormy2010-elevation-profile3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;profil trasy&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Zaburczalo mi w brzuchu. glodny nie jestem to musi byc cos innego. biegne ostro w dol, skakajac co chwila z niskich skalnych progow. kilka osob biegnie za mna, troche dalej przedemna widze nastepnego zawodnika. znowu burknelo. to dopiero gdzies 20sty kilometr takze sam poczatek, a tu jakies sensacje zoladkowe. wybiegam na szersza droge, po prawej stronie skaly po lewej ostro w dol, uskok do rzeki. znowu burknelo ale tym razem juz zdecydowanie za blisko "wyjscia". robi sie zdecydowanie nieciekawie. czuje ze musze w krzaki a tu jak na zlosc krzkow brak. ludzie za mna biegna a ja czuje ze sekundy dziela mnie od katastrofy! widze jakies drzewa kilkadziesiat metrow przedemna, zawezam krok, rzucam sie w krzaki i w ostatnim ulamku sekund, nadludzka wrecz predkoscia, sciagam gacie uff........ trace 5 min i cala paczke chusteczek. I wlasnie te 5 minut zabraklo mi zeby 80 kilometrow przebiec ponizej 9 godzin.&lt;br /&gt;To dramatyczne wydarzenie bylo jednym powazanym kryzysem ktory mialem na trasie biegu.Balem sie tylko ze napotkam jakiegos misia po drodze (ostatnio widzielismy znowu wielkiego bydlaka przchodzacego przez ulice) . Bieglo mi sie znakomicie. Trasa przepiekna, glownie sciezkami w lasach iglastych i z widokami na gory. Postanowilem ze nie bede zatrzymywal sie na dluzej niz minute na aid stations (stacjach pokarmowych?) gdzie mozna jesc i pic do syta przy okazji tracac kolejne minuty. Grunt to ciagle do przodu stalym tempem. Caly czas czekalem na kryzys ktory nigdy nie nadszedl. Spogladalem na zegarek co jakis czas i nie wiadomo kiedy mijaly mi kolejne godziny. po 4 godzinach zdalem sobie sprawe ze pobilem swoj rekord ciaglego biegu, w dodatku caly czas czulem sie niezle i bieglem nawet pod gore! po 50tym kilometrze zaczyna sie decydujaca faza biegu. dlugie na 11 kilometrow podejscie rewiduje kto jest w stanie a kto nie ukonczyc ultramaraton. i wlasnie na tym odciku zaczynam doganiac innych zawodnikow. widac doswiadczenie gorskie i wedrowki z plecakiem poplacaja. na szczycie dowiaduje sie ze jestem na 12 miejscu. zupelne dla mnie zaskoczenie. zmotywowalo mnie to zeby gonic nastepnych. zbiegam z powrotem te 11km, wypijam redbulla na ostaniej stacji i czas na ostatni odcinek. obolale miesnie nie pozwalaja juz biec pod gorke ale jak tylko docieram do znajomej okolicy &amp;nbsp;dostaje skrzydel i przyspieszam na ostatnich kilometrach. kilometr przed meta doganiam nastpnego zawodnika. lekko sobie truchtal myslac ze jest na nie zagrozonej pozycji. podziekowal mi za motywacje do finishu i ruszyl z kopyta wpadajac na mete kilka sekund przede mna. Na mecie przez megafon zapowiadaja moje przybycie, krotkie brawa, medal i karnet na darmowego pieczonego kurczaka. jestem 11nasty w ogolnej klasyfikacji i 8 w swojej katagori (do 39 lat!) z czasem 9h6min. zaskoczenie to chyba malo powidziane. co ciekawe moge chodzic, nie zemdlalem i po dwoch dniach przestaly bolec mnie wlasciwie nogi. Nic z tego nie rozumiem.&lt;br /&gt;Pozostaje jechac mi za tydzien do Oregonu, gdzie czeka mnie bieg na... 100 kilometrow tyle ze w jeszcze bardziej gorzystym terenie. trzymajcie kciuki. tam chyba juz nie bedzie tak latwo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. jak tylko pojawia sie jakies zdjecia na stronie zawodow to napewno je tutaj zamieszcze!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-771679122781307867?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/771679122781307867/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/08/stormy-50miler.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/771679122781307867'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/771679122781307867'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/08/stormy-50miler.html' title='Stormy 50miler'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TGePlyTi8-I/AAAAAAAAFbQ/Abh6RHCclPU/s72-c/stormy2010-elevation-profile3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8137885799154422765</id><published>2010-08-07T07:38:00.000+02:00</published><updated>2011-10-05T13:09:19.594+02:00</updated><title type='text'>Nominacja i aktualna wyprawa</title><content type='html'>Milo mi poinformoac ze moja wyprawa zostala nominowana do nagrody "Złote Stopy" zapraszam wszystkich do głosowania i z góry dziękuje&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://zlotestopy.pl/wyprawy/13-uam-argentina-2009"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TFhYzCg7otI/AAAAAAAAFaw/55Evz9MAVJc/s1600/widget-200x100+-+nominacja.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Jednoczesnie zapraszam na bloga mojej aktualnej wyprawy dookola swiata:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://magisterkowalski.blogspot.com/"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-large;"&gt;magisterkowalski.blogspot.com&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8137885799154422765?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8137885799154422765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/08/nominacja-i-aktualna-wyprawa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8137885799154422765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8137885799154422765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/08/nominacja-i-aktualna-wyprawa.html' title='Nominacja i aktualna wyprawa'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TFhYzCg7otI/AAAAAAAAFaw/55Evz9MAVJc/s72-c/widget-200x100+-+nominacja.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-6935472252314523790</id><published>2010-08-03T20:41:00.000+02:00</published><updated>2010-08-03T20:41:32.268+02:00</updated><title type='text'>Nominacja</title><content type='html'>Moja zeszloroczna wyprawa zostala nominowana do wesolo brzmiacego plebiscytu "Złote Stopy", jezeli ktos z Was ma ochote oddac na mnie glos prosze kliknac w link obok lub ponizej.&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://zlotestopy.pl/wyprawy/13-uam-argentina-2009"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TFhiuXKTJAI/AAAAAAAAFa4/3ZQIeBWuZUE/s1600/widget-200x100+-+nominacja.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-6935472252314523790?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/6935472252314523790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/08/nominacja.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6935472252314523790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6935472252314523790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/08/nominacja.html' title='Nominacja'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TFhiuXKTJAI/AAAAAAAAFa4/3ZQIeBWuZUE/s72-c/widget-200x100+-+nominacja.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-6272687936657297139</id><published>2010-07-27T07:10:00.001+02:00</published><updated>2010-12-27T15:55:41.022+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trening'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ultra'/><title type='text'>Trening Ultra</title><content type='html'>&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TE5p3n3ybbI/AAAAAAAAFaY/6bVdrdFYJho/s1600/IMG_1798.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TE5p3n3ybbI/AAAAAAAAFaY/6bVdrdFYJho/s320/IMG_1798.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Zdjęcie sprzed 2 lat w dolinie śmierci zatytułowane "biegacz.pl":)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Bedzie to bardziej praktyczny post. Moze kogos zainteresuje jak wyglada moj ultramaratonski trening. Bieganie ostatnio pochlania znacznac czesc mojego czasu wolnego,a ostatnio duzo czytalem o treningach i postanowilem skonstruowac cos na wlasny uzytek. W najblizszym czasie wystartuje w dwoch Ultramaratonach. 8go Sierpnia w miescie ktorym obcenie mieszkam - Sqamish na dystansie 50mil czyli ok 80km i calkiem sporym przewyzszeniem (&lt;a href="http://stormytrailrace.ca/"&gt;http://stormytrailrace.ca/&lt;/a&gt;), a dwa tygodnie pozniej, 22go sierpnia w stanie Oregon na dystanie 100km z jeszcze wiekszym przewyzszeniem w smiesznych zawodach Where is Waldo (&lt;a href="http://www.ww100k.org/"&gt;http://www.ww100k.org/&lt;/a&gt;&amp;nbsp;) Jako poczatkujacy biegacz nie powinienem startowac w dwoch ultramaratonach na raz, ale moj sklep, Valhalla Pure, zgodzil sie mnie zasponsorowac w Squamish wiec nie mam wyboru:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trening zarowno do maratonu jak i biegow ultra powinien skladac sie z kilku skladnikow biegowych. Wszystko polega na tym, aby mieszac intensywnosc (czyli biegi w roznych zakresach tetna) oraz spedzic jak najwiecej czasu na nogach. Niektorzy kieruja sie bardziej dystansem, ale ze nie zawsze jest mozliwosc dokladnego zmierzenia trasy wiec wygodniej kierowac sie iloscia godzin. Absolutna podstawa treningu sa Long Run, czyli dlugie wybiegania. W zaleznosci od poziomu wytrenowania zaczyna sie taki bieg od 45min, rozbudowujac go z czasem do 2h i ponad. Jezeli przygotowujemy sie do ultramaratonu to Long Run powininen trwac duzo wiecej. Moj najdluzszy mial troche ponad 4h (troche za krotko), ale to dlatego ze przygotowania do zawodow zaczalem zbyt pozno. Kolejnym waznym skaldnikiem sa Hills Run, czyli biegi pod gorke i z gorki. Mozna cwiczyc je zarowno jako biegi interwalowe (seria krotkich, a szybkich podbiegow z przerwami odpoczynkowymi) lub wplesc je w krotsze wybiegania tworzac w ten sposob tzw. fartlek, czyli w bieg terenowy z mieszana intensywnoscia. Inne sesje to krotkie biegi (do 1h) w tempie maratonskim (przewidywanym tempie maratonu) oraz tempo run 30-45min biegu w szybszym tempie. reszta dni to krotkie, malo intesywne biegi oraz cwiczenia silowe, rozciaganie i cross traning co w moim wpadku oznacza wspinanie i czasem basen. Jakkolwiek skomplikowanie to brzmi to system jest naprawde prosty. &amp;nbsp;5 dni biegania w tygodniu, jeden dlugi, wolny bieg w niedziele, krotki, malo intensywny plus cwiczenia w poniedzialek, rest i wspinanie we wtorek, bieg po gorkach w srode, wolny, dluzszu bieg w czwartek plus moze basen lub wspin, tempo run w piatek, rest w sobote i wspin i znowu dlugi bieg w niedziele i tak dalej.&lt;br /&gt;Na 3 tygodnie przed zawodami jest tydzien maksymalny z najdluszymi treningami a potem czy blizej zawodow tym mniej kilometrow i wiecej restu.&lt;br /&gt;Trzymajcie kcuki za moj pierwszy, prawdziwy ultramaraton. Łyda i psycha rosnie,a do tego pogoda piekna:)&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-6272687936657297139?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/6272687936657297139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/07/trening-ultra.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6272687936657297139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6272687936657297139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/07/trening-ultra.html' title='Trening Ultra'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TE5p3n3ybbI/AAAAAAAAFaY/6bVdrdFYJho/s72-c/IMG_1798.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-84622821458747868</id><published>2010-07-20T20:11:00.003+02:00</published><updated>2010-12-27T15:55:02.223+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspinanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='BC'/><title type='text'>Minął rok...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TEXjeCt9bsI/AAAAAAAAFXs/hszjI8hbhaA/s1600/IMG_3350.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="179" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TEXjeCt9bsI/AAAAAAAAFXs/hszjI8hbhaA/s320/IMG_3350.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/Squamish#"&gt;&lt;b&gt;PHOTOS FROM SQUAMISH&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;14 lipca minął dokładnie rok odkąd wyjechałem z Polski. Troche to zaskakujące. Czy rok to dużo czy mało?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz kolejny osiadlem na dluzej w jednym miejscu. Dzieki temu nie mam wrazenia ze ta wyprawa sie dluzy. Owszem, mialem dosyc kilka razy, bo ile mozna spac w namiocie i jesc wszystko co najtansze. Teraz mamy mieszkanie, prace i jedzenie wybieramy nie tylko z najnizszej polki, ale tez czasem jedna polke wyzej:)&lt;br /&gt;Dojechala do nas Agata &amp;nbsp;i w przeciagu tygodnia wszyscy juz mieli gdzie pracowac. Bena podczas swoich poszukiwan natrafil na Crisa Szylowskiego, polskiego emigranta ktory przy okazji jest managerem hotelu. Zatrudnil Bena na recepcji a potem Agate na housekeepingu. Ostatnio nawet zaprosil nas na grill w ogrodku z widokiem na Chiefa. Ah ta kielbasa i ziemniaki, juz zapomnielismy jak to wszystko smakuje. Mieszkanie doslownie znalezlismy z dnia na dzien. Male, jednopokojowe na parterze wielkiego domu pelnego indian (z Indii) zwanych przez nas, nie bez powodu, Sultanami. Mieszkanko nowe, kuchnia, lazienka, internet, nic wiecej nam do pelni szczescia nie potrzeba. wreszcie kompiemy sie codziennie, a nie co ktorys dzien z kolei:)&lt;br /&gt;Nie ma mebli, ale znajdujemy szybko jakies tanie lub darmowe krzesla, stolik i materace. jestesmy urzedzeni choc IKEA to nie jest. raczej wersja "na pustelnika"&lt;br /&gt;Moja praca nie jest specjalnie ekstycujaca. 10 godzin w niezbyt ruchliwym sklepie gorskim, za to mam znizki na wszystko i czasem spotykam calkiem ciekawych ludzi. 4 dni pracy, 3 dni wolnego ktore przeznaczam glownie na bieganie i wspinanie. Na poczatku wspinalem sie na zywca (bez aekuracji) na jakis latwych drogach, bo nie mialem sprzetu. jak juz kupilem najpotrzebniejsze rzeczy to ruszylismy w trojke na cos normalnego. Agaty pierwszy wspin zakonczyl sie sukcesem, natomiast ja mialem po raz pierwszy w zyciu okazje przetestowac jak dzialaja friendy. Dwukrotnie polecialem glowa w dol (lina sie zawinela) i troche sie poobdzieralem. wniosek, brak techiki. Niestety w Polsce dominuje wspinaczka sportowa, a wspinanie w rysach to zupelnie inna zabawa.&lt;br /&gt;Ostatni weekend w Squamish odbywal sie Mountain Festiwal. Slawy wspinaczkowe zjechaly sie pokazywac filmy i zdjecia. Royal Robbins, Tommy Caldwell, Alex Hannold, Cedar Wright i kilka innych nazwisk ktore pewnie nikomu z Was nic nie mowia, a u mnie wywolywaly wypieki na twarzy. Jezeli ktos znajdzie film "Alone on the wall" z alexem hannoldem to gwarantuje spocone dlonie ze stresu, nawet jezeli nigdy w zyciu sie nie wspinaliscie.&lt;br /&gt;Squamish jest male, ale cos sie tu zawsze dzieje. niedlugo ma byc duzy festiwal muyczny, zawody w slackline. Jest kino ("predators" wcale nie taki zly), mnostwo szlakow od spacerowych do super-trudnych rowerowych, jest basen i jacuzzi no i wreszcie jest mcdonalad z lodami i duza coca-cola za 1$:) Przedewszystkim jednak jest jakas taka pozytywna atmosfera i wychodzac do pracy z widokiem na ogromnego Chiefa jestem po prostu zadowolony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zaczy to ze nie tesknie za domem i ojczyzna:) Wracam na swieta, to postanowione. Nie moge po prostu wrocic z pustym portfelem. Poza tym jeszcze czeka na realizacje kilka innych pomyslow....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. kilka zdjec z naszego skromnego zycia w Squamish, dodalem tez zalegle z podrozy po B.C.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-84622821458747868?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/84622821458747868/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/07/mina-rok.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/84622821458747868'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/84622821458747868'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/07/mina-rok.html' title='Minął rok...'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TEXjeCt9bsI/AAAAAAAAFXs/hszjI8hbhaA/s72-c/IMG_3350.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5229427622100542188</id><published>2010-07-09T06:40:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T15:54:08.583+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mtb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='BC'/><title type='text'>W strone cywilizacji</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TDaoASSFIFI/AAAAAAAAFVg/uZbHF3d-IQo/s1600/IMG_3800.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="179" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TDaoASSFIFI/AAAAAAAAFVg/uZbHF3d-IQo/s320/IMG_3800.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/OnTheWay#"&gt;PHOTOS FROM B.C.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Mogloby sie wydawac, ze juz wrocilismy do cywilizacji, ale prawda jest taka, ze najwieksze miasto Yukonu – Whitehorse, jest niezbyt tloczne. A jak juz je opuscilismy, udajac sie w strone British Columbia to ludzi ubywalo z kilometra na kilometr. I jedziemy sobie Alaska Higway az tu nagle przy drodze chodza niedzwiedzie Grizzli, przebigaja łosie I karibu I dodakowo trzeba robic slalom miedzy stadem bizonow. Na austradzie. Strach pomyslec co sie dzieje na bocznych drogach, o ile wogle takie istnieja.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Dojazd do naszego pierwszego celu, miasteczka olimpjskiego I swiatowej stolicy MTB, Whistler zajmuje nam 2500km i 4 dni. Nasz dzielny krazownik szos spisuje sie znakomicie mimo ze odkrylismy ze od jakiegos czasu poziom oleju spadl ponizej miarki a zbiornik plynu do chlodnicy jest pusty. Na dodatek schodzi nam powietrze z przedniej opony, trzeba ja podpompowywac codziennie, no a zapasowej oczywiscie nie mamy. Na szczescie w jednej z mijanych wiosek dobry samarytanin-mechanik, naprawia nam opone I daje zapasowa za darmo! Jest to chyba zasluga Canada Day czyli takiego niby dnia niepodleglosci 1go lipca. Spotykamy tez po drodze znudzonych zyciem kanadyjczykow, ktorzy daja nam w ramach rozrywki (swojej I naszej) pojdzic na quadach, powisiec glowa w dol na dziwnym przyrzadzie do rozciagania a na koniec postrzelac do puszek z calkiem nowoczesnego karabinu (?) do polowania. A potem ruszylismy dalej.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;W koncu ladujemy w Whistler. A tutaj tlumy. Zakopane Kanady ze swoimi kandyjskimi Krupowkami nas na poczatku przytlacza. Pelno bogatyc turystow I obslugujacych ich ziomali I ziomalek ktorzy spedzaja zycie jezdzac na snowbardzie czy rowerze gorskim. A tutaj jednego I drugiego nie brakuje. Na nartach nadal mozna tu jedzici gdzies wysoko na lodowcu a szlaki dla rowerow gorskich sa tutaj wrecz legendarne! Podzielone wedlug poziomu trudnosci na 4 kategorie, gdzie pierwsza to jazda po dnie doliny, szutrowa droga z okazjonalnym zjazdem lub podjazdem. Druga to juz ostre zjazdy I podjazdy po kamieniach, specjalnie zrobionych drewnianych mostkach nad kilkumetrowymi spadami, serpentyny, male skoki I ciagle single-track, czyli sciezka gdzie zmiesci sie tylko jeden rower, bo las dookola lub skaly. Trzecia I czwarta kategorie widzialem tylko na zdjeciach. Ci co na nich jezdza oprocz tego ze maja rowery z pelna amortyzacja za ponad 3tys dolarow to nosza zbroje I kaski jak nowoczesni rycerze. Masakra totalna.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;No ale nie dla rekreacji tu przyjechalisy. Szukamy pracy, bo to juz czas najwyzszy. W whistler zostawiamy kilka CV, w kilku miejsach kogos szukaja, Beno nawet juz umowil sie na interview.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Przenosimy poszukiwania do Squamish. Miejscu do ktorego zawsze chcielismy pojechac odkad objrzelismy filmik z Petzl roadtrip. Znajde go gdzies w sieci do wkleje linka. Jest tu przepieknie. Squamish oficjalnie dzierzy tytul “kanadyjskiej stolicy sportow outdoorowych” I naprwde wszystko co z outdoorem sie kojarzy mozna tu uprawiac. MTB, bieganie, kajaki, windsurfind, kitesurfing no a przedeszystkim wspinaczke. To jedno z najbardziej znanych regionow wspinaczkowych na swiecie, ustepuje miejsca chyba tylko dolinie Yosemite. Nad miastem goruje “The Chief” drugi co do wielkosci, po skale w Gibraltarze, granitowy monolit na swiecie. Jest przeogromny! W ramach naszego treningu biegowego robimy szybkie wejscie na 3 jego szczyty szlakiem turystycznym. Zajmuje nam to 2 zamiast przewodnikowych 5ciu godzin, ale konczy sie zakwasami I skreceniem kostki Bena. Za to widok z gory powalajacy. Zatoka miedzy osniezonymi gorami a my na szczycie prawie 700metrowej sciany patrzymy na wszystko ponizej. Niestety bez aparatu.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Spimy za 5 dolarow na tutejszym campingu zdominowanym przez wspinaczy I zapowiada sie ze dopoki nie zarobimy pierwszych pieniedzy to sie szybko to nie zmieni:) Na szczecie juz nastepnego dna dostaje prace! Zgodnie z rada tutejszej agencji pracy,zmienilem swoje CV I wyglada na to ze podzialalo bo dostalem prace praktycznie od reki na pelny etat. Bede pracowal w lokalnym sklepie ze sprzetem outdoorowym. Maja wszystko od kajakow do sprzetu wspinaczkowego. Napisze wiecej jak tylko zaczne. A zaczynam juz jutro! Stres jak zwykle ogromny. Skad sie to bierze?&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Lisa opuscila nas juz na dobre. Chyba juz za dlugo razem podrozwalismy I mielismy co raz wiecej problemow z dogadaniem sie, wiec chyba wszystkim to na dobre wyjdzie. Zostalem ja I Beno a dzis doleciala Agata, siostra Marty z ktora mieszkalem w Brisbane (pozdro:)  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Pojechalem sie z nia spotkac w Vacouver, ktore jest stad jedynie 50 min jazdy naszym krazownikiem.  Oprocz tego wymienilem ostatnie australijskie dolary I przezylem godzinna mordege z ledwo mowiaca po angielsku, poczatkujaca fryzjerka. A jak wracalem do naszego domu-namiotu to akurat zachodzilo slonce. Jade wzlduz wybrzeza, gdzies calkiem nie daleko widac osniezone szczyty, w radiu leca stare rockowe kawalki a na ustach mam wielki usmiech. I w sumie nie wiem dokladnie z czego sie tak ciesze, ale z jakiegos powodu jestem ostatnio calkiem szczesliwy.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Pozdrawiam wszystkich I maile jak zwykle chetnie czytam&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;p.s. Zdjecia wrzuce jak sie wiecej uzbiera&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5229427622100542188?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5229427622100542188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/07/w-strone-cywilizacji.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5229427622100542188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5229427622100542188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/07/w-strone-cywilizacji.html' title='W strone cywilizacji'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TDaoASSFIFI/AAAAAAAAFVg/uZbHF3d-IQo/s72-c/IMG_3800.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-2276133060790752156</id><published>2010-06-28T19:52:00.001+02:00</published><updated>2010-12-27T15:52:26.439+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='yukon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spływ'/><title type='text'>Rowing down the Yukon</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TCjflsC3tOI/AAAAAAAAFVI/lKjK8xsRUmk/s1600/IMG_3763.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="179" src="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TCjflsC3tOI/AAAAAAAAFVI/lKjK8xsRUmk/s320/IMG_3763.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/YukonRiver#"&gt;PHOTOS FROM YUKON RIVER&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Nie moge zasnac z kilku powodow. Raz, ze mysle o planach na przyszlosc, zawodach, treningach. Dwa ze mimo ze jest po 24 jest nadal jasno,. Trzy ze cos wielkiego galopuje niedaleko namiotu I z impetem wbiega do rzeki. A potem kolejne cos. Chyba łoś. Raczej kilka łosi. Mam wrazenie ze za chwile wbiegnie nam do namiotu. To nasza ostatnia noc na Yukonie, jutro juz doplywamy do Carmacks po dokladnie 8 dniach I 300km wioslowania.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Wyruszylismy z Whitehorse w zielonym canoe nie majac pojecia co nas czeka I jak wlasciwie wiosluje sie w canoe. Z biegiem czasu jednak dopracowujemy technika. Osoba z tylu glownie steruje tak zeby lodka plynela w miare prosto, a dwie inne z przodu, co jakis czas zmieniajac strony wiosluja ile wlezie. Proste. Mamy mape na ktorej zaznaczone sa lepsze badz gorsze miejsca na obozowiska. Ludzie splywaja ta rzeka od ponad 100 lat wiec zawsze jest jakas laweczka z drewna, miejsce na ognisko, a czasem nawet cabina starego trappera I latryna. Raz spimy w lesie, drugim razem miedzy pozostalosciami wioski ktora tetnila zyciem pod koniec XIX wieku. Harmonogram dnia jest w miare staly. Budzimy sie o 8, jemy sniadanie, pakujemy rzeczy na canoe. Plyniemy 4 czasem 5 godzin, znajdujemy oboz, rozbijamy namioty,ja z Benem idziemy biegac, potem rozpalamy ognisko I probujemy lowic ryby. Mimo ze Lisa sprawiala wrazenie specjalistki w polowach, nic nie udalo nam sie zlapac. Niezawodne, tanie parowki z supermarketu jako przyneta, tym razem zawiodly.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Czasem bylo ciezo. Pod wiatr na Lake Labarge, z falami jak na morzu, przelewajacymi sie przez burte. Nie mozna bylo sie zatrzymac bo zciagalo nas w przeciwym kierunku. W 5 godzin zrobilismy 12 kilometrow. Dla odmiany 2 dni pozniej w 4h robimy 53 kilometry. Pogoda jak polskie lato. Czasem slonce I wioslujemy bez koszulek, a zaraz potem leje I jak zmokniete psy klniemy na Yukon. Potem jednak na koniec dnia siadamy na skarpie nad rzeka. Jemy marsa,slodkie brzoskwinie z puszki, pod stopami przelewa sie Yukon I myslimy jakie zycie jest piekne... I tak by sie chcialo pomieszkac troche w tej dziczy jak starzy traperzy.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Po drodze spotykamy kilka innych wioslarzy. Dziwna sprawa ze 90% to Niemcy. W jakis dziny sposob upodobali sobie Yukon I tysiacami przylatuja tu na relaks. W kazdym szanujacym sie sklepie wisi napis “Wir sprechen deutsch”. Historia kryjaca sie za rzeka Yukon jest rowniez fascynujaca. Czasy goraczki zlota, parowcow I indian juz dawno przeminely, ale co chwila mozna natrafic na pozostalosci przeszlosci. Walace sie domki z drewna, stare maszyny do cedzenia zlota z mulu, wraki parowcow (na tym odciku ktory plynelismy rozbilo sie kilkanascie statkow!) I sterty zardzewialych, blaszanych puszek po jedzeniu. No I jest oczywiscie przyroda. Zapach lasu, odglosu ptakow, gdzies wysoko na klifie dumnie prezy sie Bald Eagle (Bialy Orzel?). Czasem przebiegnie sprintem łoś.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Jak sie okazalo, calkiem silni z nas wioslarze I calosc trasy moglismy zrobic 2 dni szybciej. Nijak jednak ma sie to do rekordu ktory na trasie Whitehorse az do Dawson, ponad 750 kilometrow wynosi niesamowite 39 godzin. Slynne zawody Yukon River Quest, najdluzsze na swiecie, startuja za 3 dni. Moze kiedys...&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;W Carmacks, 8go dnia rano zostawiamy canoe I probujemy lapac stopa z powrotem do Whitehorse. Troche czekamy, ale w koncu zatrzymuje sie szalona pielegniarka ktora 160 km/h podwozi nas pod sam samochod. Nasz krazownik szos czeka, ale niestety znow powietrze zeszlo z opony. Robimy dzien przerwy, uzupelniamy zapasy I ruszamy na poludnie w kierunku Vancouver. Czas do pracy. Fundusze sie skonczyly, koniec zabawy:)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Zdjec niewiele, bo jakby nie bylo krajobraz monotonny, co nie znacy ze sie nudzilismy. Pozdrawiam I na maile z nowosciami czekam!&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-2276133060790752156?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/2276133060790752156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/rowing-down-yukon.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2276133060790752156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2276133060790752156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/rowing-down-yukon.html' title='Rowing down the Yukon'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TCjflsC3tOI/AAAAAAAAFVI/lKjK8xsRUmk/s72-c/IMG_3763.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-1877811004984205496</id><published>2010-06-20T19:19:00.000+02:00</published><updated>2010-06-20T19:19:32.535+02:00</updated><title type='text'>spływ Yukonem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-large;"&gt;&lt;a href="http://share.findmespot.com/shared/faces/viewspots.jsp?glId=0rXjIcgASySjiqBpPSh4yQ23pahTbt8BK"&gt;TUTAJ WŁAŚNIE SPŁYWAMY (kliknij) !&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-1877811004984205496?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/1877811004984205496/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/spyw-yukonem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1877811004984205496'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/1877811004984205496'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/spyw-yukonem.html' title='spływ Yukonem'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-6083514956276987846</id><published>2010-06-20T19:06:00.003+02:00</published><updated>2010-12-27T15:52:52.109+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='yukon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alaska'/><title type='text'>Yukon - bigger than life</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TB5KRSwSbWI/AAAAAAAAFQM/2Bb55vV6vtM/s1600/IMG_3300.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TB5KRSwSbWI/AAAAAAAAFQM/2Bb55vV6vtM/s320/IMG_3300.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/OnTheWay#"&gt;PHOTOS FROM ALASKA-YUKON&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Bez elektrycznosci, bez prysznica, bez ubikacji, tak mieszka nasza host w malutkiej, lezacej nad brzegiem fiordu miejscowosci Haines. Miejsce wprost wymarzone dla nas na odpoczynek I zbieranie sil.Aurita jest calkiem urodziwa mieszkanka Puerto Rico, sluzyla prawie 9 lat w armii amerykanskiej, przezyla sluzbe w Afganistanie I Iraku (choc raz wysadzili w powietrze jej opancerzony samochod) I postanowila w koncu zamknac rozdzial wojenny I osiasc w jakims spokojnym miejscu. Nawiasem mowiac na Alasce jest sporo weteranow, glownie z Wietnamu, ktorzy nadal nie moga spac po nocach.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Domek ktory sobie wynajmuje za bagatala 400$ za cale lato, zbudowany zostal na klodach zaraz nad brzegiem fiordu, tak ze gdy przychodzi przyplyw to unosi sie spokojnie na wodzie. Ogrzewanie drewnem, my spimy na malutkim strychu. Obok domku przechodzi sciezka niedzwiedzi Grizzli ktore mozna spotkac wychodzac zalatwic potrzebe.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Dojechalismy tu jednak nie bez problemu. Najpierw, jeszcze w McCarthy zlapalismy stopa I na pace pick-upa wrocilismy do miejsca gdzie zostawilismy naszego krazownika szos. Potem dluga droga do Tok I wreszcie wyjezdzamy na slynna Alaska Higway. Granice kanadyjska przekraczamy bez problemu, ja dostaje wize pracownicza, a Beno z powodu pomylki w ambasadzie musi sie zglosic dokladnie 15go raz jeszcze na granicy. W Kanadzie droga jak w Polsce dziura na dziurze. Raz jedna hopka zaskoczyla Bena I wyskoczylismy prawie jak Collin McRea na OSie:) Zeby dojechac do Haines trzeba znow przejechac granice usa. I tutaj prawie nas zastrzelili. Zamiast zatrzymac sie na czerwonym swietle kilkanascie metrow przed budka straznika ja z przyzwyczajenia chcialem podjechac “pod okienko” Az tu nagle wielka baba wyskakuje I krzyczy STOP! STOP!, a jej kolega juz przygotowany z reka na postolecie biegnie za nia. Nam ogolnie chcialo sie troche smiac, ale babka na powaznie wziela nas za jakis szalencow co wiazalo sie z kompletna kontrola papierow I przeszukiwaniem samochodu. Godzina na granicy.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;W Haines na szczescie odrywamy sie po raz kolejny od problemow podrozy. Gotujemy codziennie na kuchence turystycznej (bo zwyklej nie ma), czytamy ksiazki, chodzimy po lesie I w koncu zaczynamy biegac. Mnie zainspirowala ksiazka “Born to run” (w Polsce ukazala sie wlasnie pod tytulem “Urodzeni Biegacze”, bardzo polecam) na tyle, ze od jej skonczenia biegamy I trenujemy praktycznie codziennie. Ostatni dzien w Haines wybralismy sie na kilkugodzinny trail running. Piekny szlak w lesie, potem wzdluz kamienistej plazy konczyl sie przy zatoce z widokiem na lodowiec. 20Km niesamowitej przyrody. Naprawde mam wrazenie ze ta wspinaczka na Denali wprowadzila w nas jakies wewnetrzne przemiany. Cieszymy sie z malych rzeczy I ze wszystkiego dookola.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Okazuje sie, ze Lisa z powodu kiepskiej pogody nie doplynie ani dzis ani jutro wiec pakujemy manatki I jedziemy do kanadyjskiego Whitehorse, skad zaczyna sie zwykle splywy na Yukonie. Zahaczamy jeszcze o slynne muzeum młotkow, gdzie doslownie na scianach wisi 1500 mlotkow roznego uzytku. Nigdy bym nie pomyslal ze mlotek moze byc tak skomplikownym uzadzeniem.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Whitehorse mimo ze jest najwiekszym miastem Yukonu,wyglada jak mala wioska. Kilka ulic na krzyz, kilka supermarketow I dwa dwu-salowe kina z poprzedniej epoki. Sa tez 2 macdonaldy:) przy rzece stoi zacumowany SS Klondike, statek parowy ktory przywozil tu kiedys poszukiwaczy zlota. Nie udalo nam sie znalezc tutaj hosta wiec spimy w samochodzie kawalek za miastem. W oczekiwaniu na Lise, czytamy, biegamy, plywamy, chodzimy na silke, do sauny (3,5$ kosztuje wejscie do wielkiego kompleksu rekreacyjnego) I do kina. I tak kolene 3 dni. Wreszcie Lisa doplywa do miejscowosci Skygway, 180km od Whitehorse, a ze nie mamy za wiele do roboty to postanowilismy po nie pojechac.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Tym razem na granicy bez problemow. Niestety przebijamy opone I nastepnego dnia rano mamy zupelnego flaka. Okazuje sie ze zapasowa tez sflaczala. Staczamy sie kilka kilometrow I natrafiamy na policje ktora ochoczo zawozi mnie na stacje (jako wieznia, z tylu) z opona do naprawy, a potem z powrotem. Strasznie mili ludzie mieszkaja na Alasce.  &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Juz w trojke wracamy do Whitehorse. Wynajmujemy canoe, kupujemy zarcie na najblizsze 10 dni i jutro zaczynamy splyw. Wreszcie jakas akcja. Bede nadawal SPOTem wiec kto chce moze nas sledzic.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Zdjec tylko kilka, bo jakos sie przyzwyczailismy do krajobrazu.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Pozdrawiam I wracam za ok 9 dni.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-6083514956276987846?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/6083514956276987846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/yukon-bigger-than-life.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6083514956276987846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6083514956276987846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/yukon-bigger-than-life.html' title='Yukon - bigger than life'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TB5KRSwSbWI/AAAAAAAAFQM/2Bb55vV6vtM/s72-c/IMG_3300.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-2145633366206803566</id><published>2010-06-11T01:41:00.001+02:00</published><updated>2010-12-27T15:49:56.951+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spływ'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alaska'/><title type='text'>Ghost town Kennecott</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TBF31ECsSUI/AAAAAAAAFPE/qyFGPIEti6I/s1600/IMG_3712.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TBF31ECsSUI/AAAAAAAAFPE/qyFGPIEti6I/s320/IMG_3712.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/GhosttownKennecott#"&gt;PHOTOS FROM MCCARTHY&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Pierwsze 3 dni po zejsciu z Denali wspominam jako bezustanne jedzenie. Od rana do wieczora kupujemy wszystko na co mamy ochote. Coz za wspaniale uczucie! Hamburgery, lody, kanpki, slodycze, miesa, wazywa, owoce I duuuuzzzooo coca-coli. Wydaje mi sie ze udalo nam sie w wiekszosci odzyskac dawna wage.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Po dniu nic nie robienia w Taalketnie wracamy do Anchorage do garazu naszego bylego hosta nicka. Tego samego wieczora spotkykamy sie z byczkami z ameryczki, ktorzy nie dosc ze funduja cale jedzenie I impreze to upewniaja nas ze napewno zalatwia nam prace jak juz dojedziemy do Waszyngtonu. Amerykanie sa naprawde niesamowici.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Nastepnego dnia Lisa jedzie juz do Seward, bo zalatwila sobie przeprowadzke zaglowki do stolicy Alaski, Juno I ma tam doplynac za 6 dni. My w tm czasie ruszamy powoli ladem I spotkykamy sie razem w Haines.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Kolejny dzien nic nie robienia w Anchorage. Tylko jedzenie no I jeszcze wybralismy sie do kina na calkiem niezly Prince of Persia. Potem zmieniamy opone w samochodzie,bo jest ponoc w fatalnym stanie (45$ czyli nie tak zle), kupujemy jedzenie na droge I przewodnik po Kanadzie, ktora zapowiada sie naprwde niezle.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Pierwszy pukt na drodze, miasteczko McCarthy I opuszczone kopalnie miedzi w Kennicott. Po drodze jednak natrafiamy na firme ktora organizuje niedrogie raftingi na rzece klasy IV (czyli juz calkiem ostro) wiec stwierdzamy ze trzeba sprobowac. Nocujemy po raz pierwszy komfortowo w samochodzie I rano juz jestesmy na rzece. Razem z nam plynie wesola amerykanska rodzinka. Kazdy dostaje dry-suit, butki I rekawiczki, ale I tak przez dlugi czas jest przerazliwie zimno. Wedlug goscia woda wyplywajaca z lodowca ma -1 stopien bo jest pod cisnieniem (czy to mozliwe?:) I “ociepla” sie po pewym czasie do jakis 5 stopni. Rafting trwal ponad 2 h z czego wiekszosc to ciagle rapidy czasem bardzo brutalne, ale nie na tyle zeby wywolac w nas adrenaline;) najlepsze bylo jak wskoczylismy do tej wody I plynelismy z nurtem obok raftu. Jedyna nieoslonieta czesc ciala, glowa, po kontakcie z woda sprawiala wrazenie naklowanej tysiacm igiel. Fajna sprawa. Zdjec nie mamy bo drogie, musicie wierzyc na slowo ze zabawa byla przednia:)&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Do McCarthy dojechac mozna tylko 60milowa droga szutrowa. Postanawiamy wiec zostawic samochod I lapac stopa co udaje nam sie po 5min. Dwie babeczki okazaly sie miec polskie korzenie I opowiadaly nam swoje perypetie z proba znalezienia pochodzenia nazwiska Truskawski. W samym McCarthy zyl zreszta byly gornik Tony Zak, ktory byl tak naprwde Antonim Żakiem. Zmarl calkiem niedawno zostawiajac swoj dom dla spolecznosci miasteczka.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;McCarthy to kilka domow na krzyz, wczesniej bylo to miejsce gdzie gornicy schodzili sie bawic. Byla dzelnica czerwonych latarni I Saloon ktory zachowal sie do dzis. Ogolnie super klimat. Na noc przechdzimy do oddalonego o 6km Kennecott. Rozbijamy namiot na granicy moreny. Z jednej strony widok na ogromny lodowiec I gory na horyzoncie, z drugiej ruiny kopalni  poczatku XX wieku.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Rano pada wiec wychodzimy na hiking dopier po 12. Celem jest polozona 1000m wyzej kopalnia Bonanza, pierwsza w regionie. Dopiero 100m przed widzimy przez mgle zawalone budynki kopalni. Idealne miejsce na nakrecenie filmu u duchach. W powietrzu wisi cos zlowrogiego. Ciezko sobie wyobrazic jak ludzie musieli tu pracowac w zimie. W drodze na dol lapia mnie zapomniane juz skurcze. Niestety na tyle mocne ze nie musze sie zatrzymywac I rozciagac co kilka metrow. Mam powaznie dosc tez przypadlosci, a w perspektywnie jakis zawodow nie wyglada to kolorowo.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0in;"&gt;Wykonczony dochodze na dol, a potem stopem wracamy do McCarthy. Znow w Grand Saloon, ja spie na stole (ze zmeczenia), Beno czyta Into Thin Air, Ronego Kaukauera. Nigdzie nam sie nie spieszy. Oboje stwierdzilismy ze po zejsciu z Denali jestesmy po prostu szczesliwi I w najblizszym czasie nic tego nie zmieni:)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-2145633366206803566?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/2145633366206803566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/ghost-town-kennecott.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2145633366206803566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2145633366206803566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/ghost-town-kennecott.html' title='Ghost town Kennecott'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TBF31ECsSUI/AAAAAAAAFPE/qyFGPIEti6I/s72-c/IMG_3712.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-4298437913872769976</id><published>2010-06-04T22:59:00.003+02:00</published><updated>2010-12-27T15:46:46.813+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alpinizm'/><title type='text'>Na PIKU DENALI!!!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-732440f32055cdf7" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v14.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D732440f32055cdf7%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330121470%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D8116A83F4291C796A8964AD3D0DA729CA6789D05.589E058F6FABC9FABA6C5C1B051C96B0B2725ED6%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D732440f32055cdf7%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DrEn2yDs_5QApP2-u7ttfTcjYKus&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v14.nonxt7.googlevideo.com/videoplayback?id%3D732440f32055cdf7%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330121470%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D8116A83F4291C796A8964AD3D0DA729CA6789D05.589E058F6FABC9FABA6C5C1B051C96B0B2725ED6%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D732440f32055cdf7%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DrEn2yDs_5QApP2-u7ttfTcjYKus&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Tradycjnie filmik ze szczytu:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/FotorelacjaDenali#"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-large;"&gt;FOTORELACJA DENALI (opisy pod kazdym zdjeciem)&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-4298437913872769976?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/4298437913872769976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/na-piku-denali.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4298437913872769976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4298437913872769976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/na-piku-denali.html' title='Na PIKU DENALI!!!'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-317503603856178741</id><published>2010-06-04T20:14:00.001+02:00</published><updated>2010-12-27T15:46:20.853+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alpinizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alaska'/><title type='text'>Trawers Denali</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TAk3zrOEK9I/AAAAAAAAEv8/l2nxXPz6Ol8/s1600/highcamp.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="211" src="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TAk3zrOEK9I/AAAAAAAAEv8/l2nxXPz6Ol8/s640/highcamp.jpg" width="640" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;"Panie i Panowie, na pokladzie autobusu mamy dzisiaj dwoch wspinaczy z Polski, ktorzy weszli na Denali do samego SZCZYTU, a potem zeszli cala trase az tutaj. Naleza im sie oklaski", potem bylo duzo "wow" i gromnkie brawa. Takim powitaniem przyjeli nas amerykanscy turysci w autobusie zmierzajacym do wylotu bram parku narodowego Denali. Tak tez zakonczyla sie nasza wyprawa, ktora moge bez problemu nazwac najniebezpieczniejsza wyprawa mojego zycia.&lt;/div&gt;Stracilismy lapawice, dwie butelki nalegene (w tym jedna do sikania, ktora musielismy zastapic termosem), kijki, kilka skarpetek a przedewszystkm skore z nosow, warg, twarzy i cala mase nerwow.&lt;br /&gt;Pierwsze 10 dni w drodze na szczyt nie zapowiadalo ze czeka nas cos wiec niz mila wspinaczka w doborowym towarzystwie. Polaczylismy sie w 6scio osobowa, nieoficjalna grupe z dwoma anglikami oraz dwoma amerykaninai oraz ich dmuchana lala, Molly Tucker, ktora bez watpienia byla najbardziej fotografowana alpinistka na gorze. Bylo duzo, zaskakujaco dobrego jedzenia (odkrylismy przepyszne liofilizaty Mountain House oraz beef jerky), fajna muzyka z Ipoda lub nakrecanego na korbke radia, a nadewszystko wspaniala pogoda, ktora otrzymala sie do szczytu.Byly doskonale humory, duzo sily, nowe znajomosci, plany (praca na traktorze w stanie Waszyngton oraz Everest w 2012 roku), byly polskie ekipy, byly ekstra zdjecia i pozytywna atmosfera. Do szczytu. Atak szczytowy byl ekspresowy i weszlismy na szczyt w towarzystwie gwiazdy reality show Byond the limit kanlu Discovery. Byly zdjecia na szczycie z dmuchana lala amerykanow, byly smiechy, radosc i potem zejscie juz w gorszej pogodzie....&lt;br /&gt;Nie na darmo mowi sie ze wiekoszc wypadkow zdarza sie w zejsciu. Nie inaczej bylo i tym razem. Tyle ze my kazdego dnia zejscia mielismy "wypadek" i tylko los (i doswiadczenie) pozwalalo nam wyjsc calo z opresji. Pierwszy dzien powrotu: w zamieci snieznej wpadam do bezdennej szczeliny, odmarazaja nam obu palce (bable do tej pory) i w trakcie powrotu na powierzchnie prawie spada mi uprzaz. walcze 2 godziny zeby sie wydostac. noc posrodku lodowca, dygocac z zimna. Drugi dzien: na stromym trawersie prawie gubimy namiot, na ostrej jak brzytwa grani Karstensz schodzimy na dol z dusza na ramieniu, nocujemy w pieknym obozie pod wiszacy serakiem. Trzeci dzien: zalamanie pogody, zupenie nic nie widac przez caly dzien. czwarty dzen: przedzieramy sie przez bariere serakow do lodowca. przechodzimy przez great icefall z szarganymi nerwami kiedy trasa prowadzi przez metrowej szerokosci, trzymajace sie na slowo honoru mosty sniezne nad ogromymi szczelinami. kilka razy wykonujemy skoki z czekanmi przez szczeline niczym zywcem zabrane z filmu "vertical limit". przechodzimy icefall doslowienie lutem szczescia. myslelismy ze sie po prostu nie da. piaty dzien: lower icefall znowu z ogromymi szczelinami i tymi mniejszymi zamskowanymi niczym pole minowe. odcinek 300m przechodzimy w godzine co chwile wpadajac po pas do szczelin. dochodzimy do moreny. przekraczamy rzeki zalewajac buty ktore sa juz mokre do samego konca tworzac ogromne odciski. dochodzimy do konca lodowca, Przeleczy McGongall, cieszac sie ze jest juz bezpiecznie... szosty dzien: idziemy prawie 50km w deszczu bez mapy, waziutka sciezka , jedyna na przestrzeni kiludziesieciu kilometrow. zupelna pustka, tylko slady losi i niedziwiedzi. pod koniec dnia przekrazamy rzeke, Bena porywa prad i z calym plecakiem wpada do wody. siodmy dzien: niby ostatnie kilomtry, ale gubimy sciezke i przez tundro/tajge z krzakami do pasa, po bagnach, przewalonych konarach drzew i milionem komarow brmiemy kilka kilometrow w koncu cudem odnajdujemy sciezke. a potem juz kulejac dochodzimy do drogi szutrowej, uscikujemy sobie dlon i w koncu gora nam odpuszcza. lapiemy stopa, a potem darmowy autobus do bram parku. slyszymy gromkie brawa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym sezonie jestesmy jedyna ekipa ktora przeszla trawers Denali, moliwe ze dopiero drugimi polakami wogle po niesamowitym samotnym trawersie Marka Klonowskiego. Nie bede ukrywal ze jestesmy szczesliwi ze do juz naprawde koniec i nawet czujemy sie troche dumni ze mimo tych wszystkich przeciwnosci dotarlismy do konca. W sumie nie mielismy innego wyjscia. Bylo niebezpiecznie, ale w gruncie rzeczy caly czas zachowalismy zimna krew i wspieralismy sie wzajemnie. Zebralismy ogromne doswiadzenie i jestem pewny ze teraz jestesmy juz gotowi na wszystko.&lt;br /&gt;To byla prawdziwa, gorska przygoda ktora jeszcze dlugo bedziemy wspominac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziekuje wszystkim za komentarze, smsy, wsparcie mentalne. Bardzo sie nam przydalo. postaram sie odpisac kazdemu jak zjem tylko dostatecznie duzo hamburgerow i czekolady az wroce do stanu z przed wyprawy:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkrotce fotorelacja, a prawdziwa relacje pewnie napisze &amp;nbsp;za jakis czas do jakiegos magazynu, bo mysle ze chyba warto gdzies opublikowac nasze zmagania:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam serdecznie i ide troche odpoczac i zjesc moze steka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-317503603856178741?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/317503603856178741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/trawers-denali.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/317503603856178741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/317503603856178741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/06/trawers-denali.html' title='Trawers Denali'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/TAk3zrOEK9I/AAAAAAAAEv8/l2nxXPz6Ol8/s72-c/highcamp.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-2571915405665593974</id><published>2010-05-17T10:51:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T15:45:28.787+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alpinizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alaska'/><title type='text'>PLAN ATAKU</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-large;"&gt;&lt;a href="http://share.findmespot.com/shared/faces/viewspots.jsp?glId=0Ii6vHP7K6qxcUf5iVBVxxMLr2Ntfuhdv"&gt;TU W TEJ CHWILI JESTEM (kliknij)&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Za pomoca linka powyzej bedzie mozna sledzic nasze poczynania.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;W wielkim skrocie, poniewaz jutro juz lecimy, a ja jak zwykle na ostatnia chwile to robie napisze nasz plan wyprawy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;jutro 17go, wylatujemy z Talkeetny do basecampu na lodowcu Kantisha. Wchodzimy trasa West Butress a schodzimy druga strona przez lodowiec Muldrow. Cala wyprawa powinna nam zajac nie wiecej niz 3 tygodnie i na tyle wlasnie mamy zapasow jedzenia, aczkolwiek jestesmy gotowi siedziec tam dluzej jak bedzie trzeba:)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Po cichu licze ze wrocimy szybciej. Ponizej 2 zdjecia ilustrujace nasza trase:&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S_ECaueLr5I/AAAAAAAAEq8/wY2LuOnRiZc/s1600/map-climbingroute.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="192" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S_ECaueLr5I/AAAAAAAAEq8/wY2LuOnRiZc/s320/map-climbingroute.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;west Butress route&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S_ECor2EsZI/AAAAAAAAErA/eJA4_r0DfF8/s1600/muldrow_route_map-bg.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S_ECor2EsZI/AAAAAAAAErA/eJA4_r0DfF8/s320/muldrow_route_map-bg.jpg" width="254" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;muldrow glacier route&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 13px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Ogolnie zapowiada sie ze bedzie tam zasieg sieci komorkowej. Wszystkie smsy sa na wage zlota! Potrzebne nam wsparcie!:) Moj amerykanski numer:+18086797014, polski ktory tez moze bedzie dzialal +48 660882891&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Trzymajcie kciuki!!!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pozdrawiamy&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Beno &amp;amp; Tomek Expedition (oficjalna nazwa naszej wyprawy wpisana do rejestrow;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. zalegly post z Talkeetny po powrocie.na picassie sa juz zdjecia z Alaski wrzucone na szybko&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-2571915405665593974?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/2571915405665593974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/05/plan-ataku.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2571915405665593974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2571915405665593974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/05/plan-ataku.html' title='PLAN ATAKU'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S_ECaueLr5I/AAAAAAAAEq8/wY2LuOnRiZc/s72-c/map-climbingroute.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-7146180144070164674</id><published>2010-05-16T22:54:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T15:44:50.957+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alaska'/><title type='text'>Przystanek Alaska</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S_Ba5BG1HXI/AAAAAAAAEqE/lGLjgYki0zg/s1600/IMG_2945.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S_Ba5BG1HXI/AAAAAAAAEqE/lGLjgYki0zg/s320/IMG_2945.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/PrzystanekAlaska#"&gt;PHOTOS FROM ALASKA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wracalismy z pysznego buritto w barze Moose Tooth i przechodzac obok szkoly zobaczylismy ze na trawniku pasie sie sporych rozmiarow... Łoś. Tak, zdecydowanie jestesmy na Alasce. Tutaj jest tak jak kazdy sobie wyobraza. Malo ludzi, przepiekne widoki, gory, rzeki, zielone lasy. Wiecej niedziwiedzi grizzly niz mieszkncow. Łososie plyna w gore rzeki by dokonczyc swoj zywot, przy drogach napisy ile Łosiow zginelo od uderzenia samochodow (my widzielismy ponad 200), wszystkie domy mozna przewiezc przyczepa w zupelnie inne miejsce lub nawet postawic na jeziorze. Prawie kazdy mieszkaniec Alaski ma licencje pilota, a w hangarach nad woda zamiast ladnych łodzi stoja hydroplany. Po prostu wszystko jest tu takie jak ogladalo sie w niezliczonych programach przyrodnicych czy wlasnie w tytulowym serialu "Przystanek Alaska"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na lotnisku o 5 rano odebral mnie Beno razem z naszym hostem Nickiem. Nick jest muzykiem, potrafi grac na niezliczonej ilosci instrumentow, jest czlonkiem roznych zespolow jazzowych i reagge i jednym z glownych orgnizatorow eventow muzycznych w Anchorage. Mieszkamy w jego nieocieplanych garazu i szok temperatury po 10 miesiacach zycia w cieplym klimacie jest spory, ale lepiej przyzwyczaic sie teraz niz na lodowcu McKinleya:) W Anchorage mamy sporo do zalatwienia: zakupy sprzetu, jedzenia, organizacji calego ekwipunku, rezerwacji samolotu, przestudiowanie przewodnikow, mapy relacji itp. Mimo ze wydaje sie ze do wyprawy przygotowujemy sie od dawna, to wszystkie sprawy logistyczne (najtrudniejsze) musimy zalatwic tutaj. Zakupy sprzetu spowodowaly spustoszenie w naszym portfelu. wieksze niz sie spodziewalismy, ale teraz juz za pozno zeby sie wycofac... wieczorem jedziemy z Nickiem obejrzec jego koncert i jam session ktore organizuje. W fajnej klimatycznej kafejce ludzie po prostu brali jakis instrument i dolaczali sie do zespolu. W pewnym momencie bylo kilkunastu muzykow na scenie i nadal dalo sie tego sluchac:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia przyleciala Lisa, ktora zostala zatrzymana na ponad godzine w customs bo rozmawiala z niemcem ktory przylecial na Alaske zrobic kurs pilota, a to po zamachu na WTC oznacza ze musi byc terrorysta. sprawa bezpieczenstwa naradowoego jest tu traktowana z niezwykla powaga. Pomijajac ten incdent, ludzie na Alasce sa przemili i bardzo goscinni. Czasem sie ma wrazenie ze wszyscy Cie tutaj znaja, kazdy mowi dzien dobry na ulicy, usmiecha sie czy nawet macha zza szyby samochodu. I wydaje sie ze jest to taka naturalna goscinnosc a nie udawana jak w innych czesciach USA czy Australii.&lt;br /&gt;Kupujmy kolejene rzeczy, odwiedzamy znowu te same sklepy, bo czegos tam zapomnielismy, cos tam sie jeszcze przyda i tak codziennie. Stwierdzilismy, ze musimy poszukac samochodu, bo to zdecydowanie najtansza opcja podrozowania tutaj i wogle ulatwienie w zalatwianu wszystkich spraw. a po Makinleyu uzyjemy go przeciez do kontynuowania naszej podrozy na poludnie. Zeby jedak szukac samochodu, musimy najpierw inny wypozyczyc. za 14$ na dzien dostajemy sportowego Hyundaia. Wygladamy w nim troche smiesznie, ale grunt to dobre wrazenie:)&lt;br /&gt;Kiedy ogladalismy pierwszy samochod, czulem sie jak w "ukrytej kamerze". Jakis szemrany sprzedawca samochodow zawozi nas do miejsca gdzie stoi najwiekszy gruchot jaki kiedykolwiek widzialem. cena na poczatku 900$ spadla do 700$ od razu jak gosc go tylko sam zobaczyl:D Co ciekawe samochod odpalil i jechal, tylo co chwila cos wystrzeliwalo z rury wydechowej i jestem pewny ze gosc sie modlil zeby auto nie rozpadlo sie od razu po kilku sekundach. Potem cene spuscil do 500$. Powiedzielismy ze pomyslimy;)&lt;br /&gt;Inne oferty byly juz lepsze. Wielkie jeepy z lat 70', ktore pozeraja niesamowite ilosci benzyny, ale z tylu maja przynajmniej duzo miejsca na spanie i bagaze. Drugiego dnia odnalezlismy nasze cudo. Ford Taurus z 92' roku, jedynye 118 000 mil przebiegu, super sprawny, nawet lusterka elektroniczne dzialaja i stargowalismy sie do 750$. mozliwe ze i wiecej by sie dalo, bo koles sam nam zaproponowal zebysmy rzucili oferte. Tym razem byl to jednak mily pan, ktory chcial sie pozbyc rodzinnego auta. mysle ze mozna mu bylo zaufac. do tej pory (po kilku dniach) Ford jezdzi pieknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korzystajac z dobrych nastrojow wybralismy sie na hiking w pobliskie gory (30min jazdy). Zakladalismy ze wejdziemy na pobliska gore obejrzec widoki, ale szlaki byly fatalnie oznaczone w dodatku snieg zalegal po pas w niektorych momentach, takze przeslimy sie tylko dolina w te i z powrotem. mielismy na sobie tylko buty do biegania wiec zupelnie przemoknieci wrocilismy do samochodu. Na parkingu widniala tabliczka "uwaga na zlodziei, zabrac wszystkie cenne rzeczy z samochodu itd.". Okazalo sie jednak ze Lisa nie zamknela samochodu (ze swoja lustrzanka w srodku) i dodatkowo zostawila kluczyk... w stacyjce :))) na szczescie nikogo nie bylo w okolicy wiec skonczylo sie na smiechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni dzien w Anchorage znow kupujemy brakujace rzeczy, odwiedzamy hurtownie zywnosci gdzie wszystko jest duzo tansze, ale trzeba miec karte czlonkowska, ktora pozyczamy od nieznajomego. Ogolnie oszczedzamy na wszystkim co sie da, a i tak przekraczamy zamierzone wydatki. W dodatku nie moge tutaj wymienic reszty swoich australijskich dolarow co dodatkowo komplikuja nasza sytuacje. Pocieszamy sie faktem ze i tak wszystko odpracujemy w Kandzie. Teraz musimy sie skupic na McKinleyu i nie stresowac za duzo. Niestety nigdy mi to nie wychodzilo przed wyprawa i wszystkim sie bardzo zamartwiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczescie w Taalketnie w ktorej juz jestesmy, atmosfera jest bardzo pozytywna, ale o tym w nastepnym poscie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s.zdjecia wkrotce&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-7146180144070164674?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/7146180144070164674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/05/przystanek-alaska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7146180144070164674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7146180144070164674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/05/przystanek-alaska.html' title='Przystanek Alaska'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S_Ba5BG1HXI/AAAAAAAAEqE/lGLjgYki0zg/s72-c/IMG_2945.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5688715593993133186</id><published>2010-05-12T09:49:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T15:44:15.441+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hawaje'/><title type='text'>Matsumoto shaved ice</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S-pURhwEInI/AAAAAAAAEpo/JtUmLDazRHA/s1600/IMG_3354.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S-pURhwEInI/AAAAAAAAEpo/JtUmLDazRHA/s320/IMG_3354.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.com/kowalski85/AlohaHawaii#"&gt;PHOTOS FROM HAWAII&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Lody w kolorze teczy. Slynne matsumoto shaved ice mozna sprobowac po polnocnej stronie wyspy Oahu. North shore jest znany glownie z ogromnych fal ktore tworza sie tutaj podczas sezonu zimowego i surferzy z calego swiata zjezdzaja sie zeby sprobowac swoich sil na Waterpipe. sa tez oczywicie niesamowite plaze, a kolor oceanu to rewia wszystkich mozliwych odcieni zielonego i niebieskiego. Dojechac tu mozna publicznym autobusem oficjalnie zwanym The Bus za 2, 25$ po drodze mijajac kilka mniej lub bardziej znanych atrakcji. &amp;nbsp;Jest np. slynna dolina w ktorej krecono kilkanascie hollywodzkich produkcji w tym Jurassic Park i Godzille. Gory sa przeogromne, wyrastaja wprost z morza i cale obrosniete sa pionowa jungla. Ttulowe "golone lody" to specjal Hawajow. W specjalniej maszynie tworzy sie wielkie sniezne kulki, ktore nastepnie nasaczane sa sokiem w intresujacym nas smaku. Moja teczowa wersja to truskawka, coconut i cytyryna i pomieszane razem daje przekroj prez wszystkie kolory teczy. Do "budki" z lodami ustawia sie cala kolejka, ale niesety sam smak lodow juz nie powala. smakuja jak kiepska, za slodka oranzada.&lt;br /&gt;Dzien wczesniej pojechalem zwiedzic Pearl Harbour. Nie bede przytaczal calej histori bitwy(polecam film Tora!Tora! ew Pearl Harbour;)&amp;nbsp;wazne ze miejsce ma symboliczne znaczenie jako poczatek II wojny swiatowej (dla USA) i jednoczesniej jej koniec. Na USS Missouri, ktory stoi zacumowany w porcie, Japonia podpisala akt kapitulacji. Jest Arizona Memorial, ktory stoi na zatopionym wraku USS Arizona, na ktorym zginelo kilkuset marynarzy, w tym jak wynika z tablicy pamiatkowej kilku z nazwiskiem konczacym sie na -ski. W ramach treningu wbieglem tez na szczyt krateru Diamond Head z ktorego roztacza sie niesamowity widok na cale Honolulu i Waikiki. Niestety podczas zbiegiwania znow zlapaly mnie skurcze, ale juz nie tak silne jak wczesniej.&lt;br /&gt;Oczywiscie bylem jeszcze raz surfowac tym razem z instruktorka w postaci mojej host. Fale byly male, ale znow udalo mi sie troche przeplynac. Na zdjeciach nie widac ze stoje na desce, ale zapewniam ze tak bylo:)&lt;br /&gt;Ogolnie Hawaje to taki chillout w czystej postaci. Jedyne co mnie zdziwilo to ze wiekszosc ludzi tu mieszkajacych i turysci chyba tez, pochodza z Azji. Wyglada na to ze predzej czy pozniej nie bedzie miasta na swiecie bez swojego Chinatown. To jest temat, ktory napewno szerzej opisze w innym poscie. Dowiedzialem sie tutaj wogole sporo ciekawych rzeczy. Ogladalem np. film dokumentalny na temat wlosow murzynek. Co to niby za temat do filmu dokumentalnego pomyslalem. A jak sie okazalo to jest to tak skomplikowane zjawisko ze az trudno uwierzyc. Czy zdajecie sobie sprawe, ze wlosy wiekoszosci murzynek to w rzeczywistosci peruki z wlosy hindusow zebrane podczas rytuwalnch obrzedow i sprzedawane przez chinskie firmy za cene wieksza niz zloto? a kupno takiej peruki to kilka tysiecy dolarow? fascynujace&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem pewy ze na Hawaje jeszcze kiedys wroce. chocby po to zeby wystartowac w najslynniejszym Ironmanie w Kona na Big Island:) Tymczasem wlasnie siedze w garazu naszego nowego hosta, kilka tysiecy kilometrow bardziej na polnoc i kilkanascie stopni celsjusza mniej. Pierwszy raz od roku jest mi po prostu zimno... i podoba mi sie to:) Nastepny post, juz &amp;nbsp;w krotce z Przystanku Alaska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. zdjec tylko kilka z Hawajow. nie ukrywam ze za duzo nie zwiedzalem, no ale nie po to na Hawaje sie przyjezdza;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5688715593993133186?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5688715593993133186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/05/matsumoto-shaved-ice.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5688715593993133186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5688715593993133186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/05/matsumoto-shaved-ice.html' title='Matsumoto shaved ice'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S-pURhwEInI/AAAAAAAAEpo/JtUmLDazRHA/s72-c/IMG_3354.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5546220002449737423</id><published>2010-05-06T09:40:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T15:43:57.136+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='usa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='surfing'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hawaje'/><title type='text'>Aloha Hawaii!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S-Jx6WB1FTI/AAAAAAAAEls/UYWMmaA19iE/s1600/tomek+020.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S-Jx6WB1FTI/AAAAAAAAEls/UYWMmaA19iE/s320/tomek+020.jpg" tt="true" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Slynny Duke Kahanamoku wita mnie z otwartymi ramionami na plazy Waikiki. Juz sama nazwa kojarzyla mi sie z czy egzotycznym&amp;nbsp;, a juz na pewno z surfingiem. No bo ile plazy ma status powszechnie znanej. Jest brazylisjka Copacabana, jest australijska Bondi, jest amerykanska Miami Beach, jest Polska plaza na Helu no i jest Hawajska Waikiki:) Tutaj narodzil sie surfing i wlasnie wspomniany "Duke" rozpowszechnil go na calym swiecie. a bylo to juz ponad 100 lat temu!&lt;br /&gt;No i nie zawiodlem sie. wiecej ludzi na deskach niz opalajacych sie. chyba kazdy mieszkaniec Hawajow potrafi wczesniej surfowac niz jedziciz na rowerze czy nawet chodzic. na lotnisku zastanwialem sie dlaczego wiekszosc ludzi ma zaczerwionone oczy. pomyslalem: "moze narkotyki biora?". oswiecilo mnie jak zobaczylem oczy ludzi dookola na oceanie. wszystkie czerwone od morskiej soli:) Tak wiec pobilem nioficjalny rekord rodziny Kowalskich w surfingu, przeplywajac dobre 200m!:) cieszylem sie jak dziecko&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Malo brakowalo i moja przygoda skonczyla by sie jeszcze na lotnisku! Wypelniajac papiery przyjazdowe, jako adres w USA wpisalem ulice mojej host z couchsurfingu. Pani urzednik nie mogla jednak tego pojac jak moge mieszkac u kogos kogo nie znam, wiec probowala sie do mojej host dodzwonic i wyjasnic wszystko ale bez skutku. potem zadawala mnostwo pytan, ale mialem wrazenie ze nie slucha odpowiedzi. skierowala mnie do osobnego pokoju i tam czekalem kolejne 40min na innego urzednika. modlilem sie tylko zeby mnie nie przeszukali i nie znalezli tej calej gotowki ktora mam ze soba, bo nie wiem jakbym sie z tego wytlumaczyl. oficjalnie mam srodki na karcie kredytowej. Po kolejnej sesji pytan zostalem puszczony wolno z ostrzezeniem ze jak nie wyjade z USA za 6 miesiecy to bede poszukiwany:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja host Thea, jest byla surferka, obecnie startuje w zawodach w padlingu (taki oceaniczny splyw tradycyjnymi lodkami hawajskimi) i mieszka na 14 pietrze wierzowca z niesamoitym widokiem. miedzy domami przebija sie Ocean, a z drugiej strony tropikalne gory. Dala mi swoj rower, super kolarzowe, wiec po treningu na rikszy poruszam sie teraz z predkoscia swiatla:) Jutro jade np. do Pearl Harbour i na pobliski wulkan Diamond Head z super widokiem na cale Waikiki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogolnie to zakochalem sie w Hawajach. Jest tu taki wyluzowany klimat jakiego brakowalo mi w Australi. dziewczyny chodza z deskami surfingowymi na glowach, sa pyszne steki za 6 dolarow, stojaki rowerowe sa w ksztalcie... roweru i ludzie jacys tacy mili. Mimo tego ze zdecydowana wiekszosc to azjaci (znowu:/) &lt;br /&gt;Niestety nie skorzystam ze wszystkich tutejszych atrakcji. moj laptop padl i naprawa pochlonela 170$... do pracy wybiore sie chyba wczesniej niz planowalem.&lt;br /&gt;Takze najblizsze 4 dni relaksuje sie tutaj a potem zmiana klimatu i... Welcome to Alaska:)&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;p.s. do australijskich polaczkow. myslalem ze nie bede tesknil, ale jednak cos mnie serce boli;)&lt;br /&gt;p.s.2 zdjecia wkrotce&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5546220002449737423?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5546220002449737423/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/05/aloha-hawaii.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5546220002449737423'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5546220002449737423'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/05/aloha-hawaii.html' title='Aloha Hawaii!'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S-Jx6WB1FTI/AAAAAAAAEls/UYWMmaA19iE/s72-c/tomek+020.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-5533342584250461077</id><published>2010-04-29T03:36:00.004+02:00</published><updated>2010-12-27T15:39:37.333+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><title type='text'>Surfin'</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S9jh6X45Q1I/AAAAAAAAEfw/2UAQMRElbsY/s1600/IMG_4262.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S9jh6X45Q1I/AAAAAAAAEfw/2UAQMRElbsY/s320/IMG_4262.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/KoniecBrisbane#"&gt;PHOTOS FROM BRISBANE&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;Te 3 sekundy pozwolily mi poczuc sie jak w prawdziwej Australii. Idzie fala, w momencie kiedy jest idealnie pod Toba, trzeba szybko machnac kilka razy rekami i dynamicznie wskoczyc z pozycji lezacej na deske. Po niecalych trzech sekundach juz sie jest pod woda sponiewranym przez fale. No ale surfing byl.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Mialem pisac co tydzien, ale znow praca i ostatnie wydarzenia troche pochlonely mi czas. Przez ostatnie kilka miesiecy glownie krytykowalem Australie i Brisbane, a teraz w obliczu wyjazdu zaczyna mi sie tu co raz bardziej podobac. Odkad wrocilismy z Roadtripa pracuje wlasciwie tylko w nocki weekendowe, a i tak potem musze 2 dni odpoczywac. Moj problem ze skurczami wydaje sie ze minal, odkad zaczalem zazywac magnes i troche wiecej myslec o tym co jem. Minelo tez moje cwierczwiecze i na prezent symbolicznie przeżywcowalem (wspialem sie bez liny) na tutejsze klify. Kameralna imprezka w polskim gronie skonczyla sie glosym spiewem przebojow Ich troje. Nie dlugo potem switowalismy urodziny Slawka, ktory z tej okazji stracil na drugi dzien prace.W znanym juz klubie Down Under Bar, przypadkowo trafilismy na wybory miss mokrego podkoszulka. niestety do miss bylo dziewczyna daleko, a koszulek w wiekoszosci i tak nie uzywaly w nadziei ze wygraja 300$ nagordy. Tutaj chyba warto opowiedziec jak wyglada zycie nocne Australijczykow. Poniewaz pracuje w piatki i soboty mam pelen obraz tego ZOO ktore powstaje w tym czasie na ulicach Brisbane. Wyobrazcie sobie tlumy wrzeszczacych ludzi. grupy roslych mezczyzn przeczesuja okolice w poszukiwaniu zdobyczy, a te czesto leza bezwladne na chodnikach nie swiadome swojego losu. sa bijatyki, wyzwiska, rzuty butelkami (kilka razy we mnie, ale szczesliwie bez trafienia), jest tez sporo policji (kiedys 4 policjantow gonilo biednego pijaczka ktory wysikal sie pod klubem i nie chcial zaplacic mandatu) a wsrod nich MY, weseli kierowcy Rikszy, ktorzy na tej cholocie zarabiaja pieniadze. No a jezdzac w nocy na riszy nie ma dnia zeby mi ktos nie pokazal (przepraszam za jezyk) golej dupy, spytal sie czy go nie zawioze do Gold Coast (100km od miasta), wetknal patyka w szprychy, klepal mnie po tylku czy zlozyl niemoralna propozycje (te dwie ostatnie to w przypadku zarowno kobiet jak i mezczyzn). Ostatnio nawet dostlem numer telefonu od modelki z polskimi korzeniami, Karolinki. Takze na brak atrakcji w pracy nie moge narzekac. Na zarobki zreszta tez, wiekszosc kasy zarobilem w ciagu ostatnich trzech weekendow!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W koncu udalo nam sie wybrac do Surfers Pradise, najblizszej od Brisbane plazy. Ubolewam ogolnie na tym ,ze jedzilem po Australi, ale nie zobaczylem praktycznie nic w Queenslandzie, regionie w ktorym mieszkamy. Takze slynne sunshine coast, wielka rafa koralowa, fraser island czy Cairns zostawiam na nastepna podroz.\&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Do Surfers wybralismy sie przy okazji wizyty dziewczyn w Sydney, ktore postanowily do nas wpasc na 2 dni. Plaza tutaj jest niesamowita. Bielutki piasek, cieply ocean a dookola... drapacze chmur, kluby, mcdonalady jak to kolega powiedzial "kult ciala":). Nie jest to plaza na ktorej poszukuje sie kontaktu z natura, ale trzeba przyznac ze robi wrazenie. W Brisbane zabralem gosci na wycieczke po miescie, po raz n-ty odwiedzilismy museum of queensland (zawsze jest tam cos ciekawego do odkrycia) i gallery of modern art, gdzie slynna ekspozycja łosia w szkle zamieniona zostala na wielkie, dmuchane kroliki.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wtorkowa noc zamienila sie w jakby polska impreze pozegnalna. W sumie zebralo sie 11 polakow i kilka innych narodowosci i znow podbijalismy parkiet w klubie Down Under, z czego mozna zobaczyc zdjecia.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zostalo kilka dni do wyjazdu z Australii. Bilet, wizy, pieniadze, wszytsko gotowe i sam wlasciwie tez jestem gotowy. To juz przeciez prawie 6 miesiecy odkad wyladowalem tutaj. Czas najwyzszy ruszyc w poszukiwaniu kolejnej przygody. A tym razem juz nie bedzie cieplo i przyjemnie. Bedzie bardzo zimno i ciezko...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytajacych!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;p.s. W najnowszym magazynie Extremium, pojawi sie moj artykul z Myanmaru, a moze i zdjecie na okladce. W Przegladzie Dabrowskim (dzieki Elvis) informajca o wyprawie na Denali.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-5533342584250461077?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/5533342584250461077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/04/surfin.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5533342584250461077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/5533342584250461077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/04/surfin.html' title='Surfin&apos;'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S9jh6X45Q1I/AAAAAAAAEfw/2UAQMRElbsY/s72-c/IMG_4262.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-6587390438404455198</id><published>2010-04-09T06:15:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T15:38:42.350+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><title type='text'>Wspaniała Droga Oceaniczna</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S76pzXuMXMI/AAAAAAAAEOQ/dYxaEC3SAB8/s1600/IMG_4028.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S76pzXuMXMI/AAAAAAAAEOQ/dYxaEC3SAB8/s320/IMG_4028.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/KosciuszkoGOR#"&gt;PHOTOS FROM ROADTRIP FULL&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Na wieczor docieramy do 12 apostolow, czyli najbardziej rozpoznawalnej czesci Great Ocean Road. Droga w zasadzie ciagnie sie nad oceanem jedynie przez kilknascie kilometrow. Wykuto ja ponoc recznie i miala byc upamietnieniem poleglych zolniczy Anzacu (nazwa od polaczonych sil Australi i Nowej Zelandi wlaczacych podczas pierwszej wojny swiatowej). Na przestrzeni ok 100km jest kilka mniejszych, badz wiekszych atrkacji. punkty widokowe na klify i plaze, resztki wrakow (ktorych rozbilo sie tutaj chyba kilkadziesiat,ale wiekszosc spoczywa pod woda), wodospady i szwedajace sie gdzieniegdzie kolczatki i misie koala. 12 apostolow sa wlasnie taka atrakcja, co wiaze sie z tlumami ludzi z calego swita przescigajacych sie w robieniu co raz to lepszych ujec zdjec. jakkolwiek duzo ludzi by nie bylo, miejsce naprwde piekne. Po krotkich, niemajacych sensu poszukiwaniach kempingu (miejsca wykupione kilka tygodni wczesniej) ladujemy przy opuszczonej farmie nad jeziorem, a obok nas grupa 9 backpackerow kady z inego kraju. wspolnie rozkrecamy impreze na polu i rano kazdy rusza w swoja strone.&lt;br /&gt;Znajdamy swiateczne sniadanie w formie bulki z jajkiem i pieczonych ziemniankow w odroznieny od codziennego tunczyka z majonezem. Czasu za duzo nie mamy wiec wybieramy tylko najciekawsze miejsca. jest zatoka w ktorej rozbil sie ogromny zaglowiec Loch Ard i uratowaly sie tylko 4 osoby. zaglowca nie widac, ale jest cmentarz i blowhole w ktorej po katastrofie plywaly ciala marynarzy i wszystko swiecilo dziwnym swiatlem, bo w skrzyniach byly dziwne chemikalia. tak glosi legenda. jest London Bridge, ktory kiedys byl podowjnym lukiem, ale jeden sie juz zawalil. Ogolnie wszystko tutaj jest bardzo kruche. z 12 apostolow (samotnych ostancow) zostalo tylko 6! tym razem nie sprawdza sie powiedzenie ze "gora bedzie tu zawsze", wiec lepiej sie spieszcie z wizyta, bo kto wie ile apostolow sie zawali za rok!:)&lt;br /&gt;zahaczamy jeszcze o wodospady i latarnie, najstarsza w Australi. Niestety spozniamy sie 10 min i nie chca nas wposcic nawet w okolcie w klifu. na szczescie w drodze powrotnej nastrafiamy na stado dzikich Koali! caly czas chcialem je gdzies spotkac i wreszcie sa! co wiecej calkiem aktywne. chodza po galeziach i zra eukaliptusa. nawet flashe z aparatu im nie przeszkadzaja. Marta natomiast przeszkodzila Kangurowi-Gigantowi wchodzac na jego terytorium w celu zalatwienia potrzeby. malo co nie doszlo do rekoczynow, na szczescie jak poszlismy grupa to kangur juz nie podskoczyl. to znaczy podskoczyl ale powoli i w przeciwnym kierunku:)&lt;br /&gt;Wieczorem przy fish&amp;amp;chips dowiaduje sie ze jestem Wujkiem!!! Wojek urodzil sie pierwszego dnia swiat, czyli tak samo jak ja 25 lat temu. czy mozna nazwac to zbiegiem okolicznosci?:) Smutno mi jedynie ze przy tak waznej okazji nie ma mnie domu... odbije sobie przy nastepnym bratanku;)&lt;br /&gt;jadac w nocy, prawie udalo mi sie rozjechac kolejnego misia Koale ktory nie spiesznie przechodzil na druga strone drogi. spimy niedaleko innego wodospadu zaraz przy tabliczce No Camping:)&lt;br /&gt;Zeby tradycji stalo sie zadosc, robie dziewczyna smigusa-dyngusa zolta woda z deszczowki. Przed nami ostatni dziej podrozy. Obijamy sie wiec troche na plazy (dokladnie 1h15min) i skaczemy przez fale. smiesznie ze patrzac w strone oceanu, najblizszy kontynent to... Antarktyda:)&lt;br /&gt;Miejscowosc Torque jest poczatkiem (dla nas konczem) Great Ocean Road i jednoczesnie Australijska stolica surfingu. wlanie odbywaja sie tu najstarsze zawody surfingowe Rip Curl Pro an slynej plazy Bells Beach, ale z powodu braku fal je na dzis odwolali. Zwiedzamy bardzo ciekawe Muzeum Surfingu w ktorym mozna dowiedziec sie wszystkiego na ten temat. od ewolucji deski surfngowej az do jakiego koloru hawsjska koszule powinno sie nosic:)&lt;br /&gt;Noca ladujemy juz w Melbourne w bardzo klimatycznym hostelu The Nunnery, ktory kiedys byl klasztorem badz szkola pielegniarek. W recepcji, &amp;nbsp;w kominku stoi statula Maryji. dziwny klimat. noca zegnamy sie przy piwie i powaznych dyskusjach w klimatycznym barze w dzielnicy Fitzroy gdzie mieszka ponoc cala artystyczna bohema Melbourne. daje sie odczuc.&lt;br /&gt;Rano staracza nam czasu tylko na szybki spacer po centrum i wizyte w najlepszym muzeum/wystawie w jakim chyba bylem do tej pory. Australian Center of Moving Image przedstawia historie filmu i kina od samego poczatku i projektora braci Lumiere, az do efektow 3D w najnowszych filmach. wszystkiego mozna dotkac, mozna zobaczyc sceny najslyszniejszych filmow w histori kina. zobaczyc jakie panowaly trendy w danych latach, jak rozwijala sie technika. a na koniec mozna pobawic sie w nagrywanie Bullet Time z MAtrixa czy podkladac sciezki dziwiekowe do klipow. super sprawa. Czy wiecie ze efekt dziwiekowy nazwany "Wilhelm Scream" byl uzyty w ponad 140 filmach. sprawidzie na YouTubie:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozegnalismy sie z dziewczynami i samolotem wrocilismy tego samego wieczora do Brisbane. Mowia ze przyjada nas tutaj odwiedzic jeszcze. fajnie by bylo, bo jak na nawiazowanie znajmosci przez internet wyszlo nam calkiem niezle. dawno sie tak nie usmialem:)&lt;br /&gt;teraz juz wracam do rutyny kierowcy rikszy i odliczam dni do wylotu na wschod. wtedy zacznie sie kolejna przygoda...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s.wiekszosc zdjec by Slawek&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-6587390438404455198?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/6587390438404455198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/04/wspaniaa-droga-oceaniczna.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6587390438404455198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6587390438404455198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/04/wspaniaa-droga-oceaniczna.html' title='Wspaniała Droga Oceaniczna'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S76pzXuMXMI/AAAAAAAAEOQ/dYxaEC3SAB8/s72-c/IMG_4028.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-4908581044107535695</id><published>2010-04-07T05:44:00.002+02:00</published><updated>2010-12-27T15:38:08.570+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Dramat na Mount Kosciuszko</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S7v_BiLXHtI/AAAAAAAAEN0/55wrkL8qq_I/s1600-h/IMG_3789.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S7v_BiLXHtI/AAAAAAAAEN0/55wrkL8qq_I/s320/IMG_3789.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/KosciuszkoGOR#"&gt;PHOTOS FROM ROADTRIP PART 1&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kto by pomyslal ze wejscie na Gore Kosciuszki moze byc takie trudne? Chcialem sobie wbiec na nia lekkim truchtem, a skonczylo sie tak ze prawie nie moglem chodzic...&lt;br /&gt;Wyjechalismy z Sydney wypozyczona Toyota Camry, samochod calkiem luksusowy jak na nasz status spoleczny. Pierwszy przystanek Canberra, oficjalna stolica Australii, to uporzadkowane miasto, wybudowane od podstaw na podstawie najnowoczesniejszych wzorcow urbanistycznych. rezultat to po prostu zupelnie nudna przestrzen mieszkalna:) mam wrazenie, ze mieszkaja tam tylko urzednicy i pracownicy loklanych instytucji oraz aborygenscy aktywisci domagajacy sie o swoje prawa przed parlamentem. Jest za to muzeum, ktore bylo dla mnie sporym zaskoczeniem. Bo jak mozna zrobic 3 pietrowa, ogromna interaktywna wystawe na temat udzialu Australii w konfliktach zbrojnych na swiecie, kiedy nasza wiedza na ten temat ogranicza sie do kilku akapitow w ksiazce do historii. Muzeum niesamowite, mozna by spedzic w nim kilkanascie godzin nie nudzac sie. Oprocz eksponatow, zdjec, makiet, filmow i pokazow multimedialnych (bombardowanie berlina z pokladu bomboca) , mozna np wejsc do repliki wnetrze lodzi podwodnej, pobawic sie sonarem i peryskopem, potem przejsc do okopow drugiej wojny swiatowej a na koncu wyskoczyc z helikoptera na linie podczas desantu zolnierzy w wietnamie. To jest przyklad, jak powinno wygladac ciekawe muezum.&lt;br /&gt;Wieczorem przepiekna droga dojechaismy do stacji kosmicznej z ogromnymi antenami satelitarnymi. ponoc sa tylko 3 takie na swiecie, a ta wlasnie odpwiedzialana byla za np. przeslanie transmisji z ladowania na ksiezycu. szkoda ze spoznilismy sie na zwiedzanie.&lt;br /&gt;Noc spedzamy juz w Parku Narodowym Kosciuszko, rozbijajac sie na dziko przy jakims resorcie z calkiem ciekawymi widokami;) 3 osoby w samochodzie 2 w namiocie. kazda noc przynosi nam inny temat dyskusji, tym razem byla religia. wspolnie zdecydowalismy ze nie ma sensu poscic i jutro chcemy upiec steka na grillu:)&lt;br /&gt;Rano pogoda marna, ale po kilku godzinach wypogadza sie i jest lampa. pijemy kawke i jedziemy na Charlote Pass, punktu wypadowego na szczyt Kosciuszki. Ja pozytywnie nastawiony przywdzialem biegowe ciuchy, porozciagalem sie i ruszylem z kopyta truchtem. po doslownie 100m lekkiego zbiegu zlapaly mnie skurcze ud, tak mocne, ze nie moglem dalej isc! od razu przed oczami pojawila mi sie wizja ze wejde na szczyt. coz zrzadzenie losu, taka latwa gora a ja nie moge chodzic! probowalem sie rozciagnac, rozmasowac ale po kilku metrach chodu znow skurcze. udalo mi sie dokrzyczec do reszty zeby na mnie poczekali i wymyslilem ze jedyna mozliwoscia jest chodzenie... tylem:) takze czesciowo tylem, czesciowo przodem doczlapalem do reszty. okazalo sie na szczescie ze skurcze mam tylko jak ide z gorki, ale do gory juz nie jest tak zle. dzieki tamu juz razem moglismy podarzac 20km szlakiem na szczyt. Gory ladne, ale niesamowicie przypominaja Tatry zachodnie i sa praktycznie identyczne jak Sierra Madre w Argentynie w ktorych bylem 2 lata temu. ciekawe ze teraz juz nie dopatruje sie indywidualnego piekna, ale jednynie porownan. trasa zajmuje nam dobrych kilka godzin, mijamy po drodze jeziorka i poloniny. postanwiam ze przeszlo mi na tyle ze honorowo wbiegne ostatni kilometr na szczyt. no i biegne i czuje sie jak bym konczyl maraton. bol straszny, ale zagryzam zeby i docieram na szczyt, na ktory prowadzi droga przejezdna chyba tez dla samochodow...&lt;br /&gt;Jest 5 szczyt! dostaje nauczke ze nie mozna zadnego bagatelizowac. reszta dociera zaraz za mna, robimy sesje zdjeciowa i krecimy film jak to "jestesmy na szczycie i kochamy zycie":)w ramach patriotycznego obowiazku dopisujemy na tablicy szczytowej kreseczke nad litera "s" w nazwie szczytu Kościuszko:) Zupelnie przemarznieci docieramy po ponad 7 godzinach do samochodu i ruszamy w kierunku Melbourne, z jedna tylko przerwa. na Steka:) w nocy udaje nam sie w rzece zaobserwowac niewyrazna sylwetke dziobaka:)&lt;br /&gt;Spimy w miejskim parku napotkanym po drodze. rano przekradamy sie na camping wykapac (normalnie bysmy tam sie rozbili, ale nie bylo miejsc;) i ruszamy ostatnie kilkaset kilometrow do Melbourne,a wlasciwie na Great Ocean Road, numer 2 na liscie Australijskich atrakcji turystycznych...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To be continued...:)&lt;br /&gt;p.s. zdjecia wkrotce&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-4908581044107535695?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/4908581044107535695/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/04/dramat-na-mount-kosciuszko.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4908581044107535695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4908581044107535695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/04/dramat-na-mount-kosciuszko.html' title='Dramat na Mount Kosciuszko'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S7v_BiLXHtI/AAAAAAAAEN0/55wrkL8qq_I/s72-c/IMG_3789.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-6646476276458243698</id><published>2010-03-31T15:27:00.001+02:00</published><updated>2010-12-27T15:37:17.670+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><title type='text'>Blue Mountains</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S7NFySIVJsI/AAAAAAAAENY/sY1v3SkzGNw/s1600-h/IMG_3176.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S7NFySIVJsI/AAAAAAAAENY/sY1v3SkzGNw/s320/IMG_3176.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zimno, mgla i pada. taki z reguly panuje klimat w Blue Mountains, ktory wedlug folderow turystycznych jest "najbardziej dostepna dzicza w Austalii". Dostepnosc polega na tym ,ze teoretycznie inwalida na wozku moze zwiedzic caly park naradowy, a dzicz to jak sama nazwa wskazuje miejsce gdzie nie ma cywlizacji. Blue Mountains sa jedna z napopularniejszych destynacji turystycznych tego kontynentu, ustepuje miejsca tylko Uluru i moze Great Ocean Road na ktorej bedziemy wkrotce. Park to w zasadzie dlugi, 300m klif, z wodospadami i lasem deszczowym. Gdyby znajdowal sie gdzies w tajaldni albo na zachodzie USA to pewnie nie byl by tak popularny. Tutaj jednak wszystko co jakos sie wyroznia, dostaje od razu broszke arakcji turysycznej. Niczego jednak nie ujmujac Blue Mountains sa naprawde ladne. Zobaczylismy tylko maly kawalek w okolicach tutejszgo Zakopanego, miasta Katoomba, ale wystarczylo mi na tyle, zebym wiedzial ze musze tu jeszcze kiedys wrocic. Chociazby zeby sie powspinac, bo to ponoc niezly rejon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale (tradycyjnie) zanim tu dotarlismy (Ja i Slawek) to kilka przygod po drodze sie zdarzylo. Jak pewnie niektorzy zauwazyli na blogu byl lekki przestoj spowodowany moim ciaglym jezdzeniem na rikszy. Sklamie jezeli napisze ze nic sie nie dzialo, ale przygodom w Brisbane i zyciu na emigracji poswiece osobny post:)&lt;br /&gt;Ta wycieczka byla w planach od dawna. Po pierwsze ze musialem wyrobic sobie wize do USA i pofadygowac sie po nia do Sydney a po drugie zeby wejsc na jedna z tytulowyc gor bloga - Mount Kosciuszko (przyp.tlum kos-syu-shko). Przez gumtree znalezlismy 3 poleczki ktore niesamowitym zbiegiem okolicznosci chca jechac w tym samym czasie co my, ale ze nie jezdza samochodem to potrzbuja kierowcy. i tu otwarla sie nasza szansa!:) Do Marty przyjechali rodzice i razem z nimi pojechala na inna wycieczke, Dawid polecial do Melbournw ogldac 2gie miejsce Kubicy (czego zazdroszcz) wiec zostalem jai Slawek. Plan nie wydac wiecej niz 500$ wydawal sie miec sens, ale tylko do pierwszego dnia. Mielismy samolot w poniedzialek o 7 rana. o 23 dnia poprzedniego zorientowalismy sie ze nie mamy absolutnie zadnego polaczenia na lotnisko w tym czasie! uratowal nas Mira ktory kasujac nas bagatela 60$ dowiozl nas tego samego wieczora na lotnisko.&lt;br /&gt;Noc na lotnisku, kilka godzin w ambasadzie (wesoly czarny raper-urzednik dal mi bezproblemu wize na 10 lat) i idziemy zwiedzac Sydney. znjdujem hostel i wbijamy do Akwarium, ktore nie powala, chociaz szklany tunel z rekinami dookola robi wrazenie. Najfajniejsza jest ostatnia sala. Ogromna szyba z widokiem na replike wielkiej rafy koralowej sprawia wrazenie niczym olbrzymi, ruchomy surrealistyczny obraz. Potem tradycyjnie harbour bridge, opera i wieczorek zapoznawczy z naszymi kompankami podrozy: Asia, Magda i Marta (kolejnosc wedlug pojawienia sie w barze), ktore okazaly sie nudne i zupelnie niezabawne, czyli tak jak my;)&lt;br /&gt;jedno piwko przedluzylo sie do wiecej niz jedno i bylo calkiem wesolo. na szczescie my nie musielismy wstawac do pracy.&lt;br /&gt;rano (o 14) juz bylismy w pociagu do blue moutains. Pani poznana na gumtree, ktora zarzekala sie ze nas odbierze ze stacji i przenocuje, jednak zmienila zdanie i znow pozostal nam hostel. a w Blue Mountains zimno, mgla i pada... ale i tak jest fajnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis spimy u Magdy i Marty na 14 pietrze aprtamentowca w Sydney. widok niezly zarowno na miasto jak ina przyszlosc. jutro ruszamy w kierunku Melbourne&lt;br /&gt;Zdjecia po powrocie. moge obiecac ze teraz relacje beda przynajmniej co tydzien! Pozdrawiam&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-6646476276458243698?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/6646476276458243698/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/03/blue-mountains.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6646476276458243698'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/6646476276458243698'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/03/blue-mountains.html' title='Blue Mountains'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S7NFySIVJsI/AAAAAAAAENY/sY1v3SkzGNw/s72-c/IMG_3176.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-4013463262037098426</id><published>2010-02-26T03:02:00.001+01:00</published><updated>2010-12-27T15:36:34.684+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><title type='text'>Sydney po czesku...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S4cqo5MfpDI/AAAAAAAAECI/tliS_VPPwsk/s1600-h/IMG_3027.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S4cqo5MfpDI/AAAAAAAAECI/tliS_VPPwsk/s320/IMG_3027.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/SydneyPoCzesku#"&gt;PHOTOS FROM SYDNEY&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;....czyli nikt nie wie o co chodzi co powoduje pasmo nieszczesliwych wydarzen.&lt;br /&gt;Zaczelo sie od tego, ze musze wyrobic nowy paszport bo w starym nie mam miejsca na wize amerykanska ktora bede potrzebowal wkrotce. Moglem to zrobic juz dawno np. w Tajlandi ale ze czlowiek nie mysli z wyprzedzeniem to mam taka sytuacje a nie inna. Musze wiec jechac do Sydney do amabsady, zlozyc aplikacje o paszoport biometryczny przed 24lutego, ktory przysla mi do Brisbane. Zbiegiem okolicznosci okazalo sie, ze moj kumpel z pracy Czech, Mira jedzie swoim samochodem ze swoja dziewczyna do Sydney akurat w tym czasie. No to jedziemy. Plan jest zeby malo wydac, cos zobaczyc, wszystko zalatwic i wroc w ciagu 3 dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku godzinach jazdy samochod sie psuje. na tyle , ze musimy zostac caly dzien i noc, bo dopiero rano naprawia. Szczescie w nieszczesciu jestesmu w Gravat w ktory wlasciwie nic nie ma oprocz najwiekszej na polkuli poludniowej koloni nietoperzy.(tych najwiekszych flyingfoxow), ktore co wieczor wylatuja sie przeleciec. Takze pakujemy bagaze a wozek supermarketowy i siedzimy nad rzeka czekajac na nietoperze. Nawiasem mowiac przedstawilem Czechom wszstkie kawaly o nich czyli: jak jest batman po czesku, zajac, golab i dlaczego sa najlepszymi zeglarzami (bo nawet na ladzie mowia "Ahoj!"). No i okazalo sie ze nietoperz po czesku to nie "netoperek", ale "nietopir":) nie wiem co jest bardziej smieszne:) Spimy w parku na lawce w akompaniamencie tysiaca komarow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugiego dnia wieczorem dojezdzmy do dzielnicy Sydney, Manly. Nocleg znajdujmy na malej plazy, gdzie przy smietnikach szwedaja sie oposy. Cala droga wzdluz wschodniego wybrzeza jest wlasciwie nudna, a krajobrazy przypominaja Polske. Czasem sie tylko ocean gdzies pojawia. wiekszosc czasu i tak spalem. Ponoc ominela mnie rzezba wielkiego banana ktora jest nie mniej znana niz Opera w Sydney.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano okazuje sie ze jestesmy w takiej prawdziwej australisjkiej surferskiej miescinie. Ludzie biegaja, plywaja grupami w pomaranczowych czepkach, kajaki, surferzy, nawet koles na jednym kole wzdluz plazy pomyka. a to dopiero 7 rano. Tak, to jest Australia kotra sobie wyobrazalem. Starzy, mlodzi, panie, panowie, wszyscy jacys tacy wyluzowani i albo cos robia, albo siedza i pija kawke na plazy. To jest miejsce w ktorym powinienem teraz byc i pracowac. Brisbane nie jest takie australijskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doplywam promem do centrum Sydney z pieknym widokiem na Opere i slynny Harbour Bridge. Pogoda kiepska co prawda, ale miasto super. Rozne opinie kraza o Sydney, ja uwazam ze chcialbym tu troche pomieszkac. Tym razem nie mam czasu na zwiedzanie. Jade do Polskiej amabasady gdzie okazuje ze moj nowy paszport kosztowac mnie bedzie 188$... na takie wydatki nie bylem przygotowany. na szczescie zostalo mi troche na karcie. jeszcze musialem zrobic zdjecia (nieogolony) bo te co mialem byly nieodpowiednie. takze w sumie 3h w ambasadzie, zostal mi czas na krotki spacer po centrum i trzeba wracac do Brisbane. a tutaj pada...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie za wiele zmienilo sie w naszym tutejszym zyciu. zaczalem jezdzic w weekendy w nocy wiec moze w koncu zaczne odkladac wiecej na wyjazd do USA. bylem osatnio w telewizji w ramach programu o Soutbanku i greencabs. dzis ide na sesje zdjeciowa do kolejnego artykulu:) Dostalem tez mandat 100$ za jezdzenie tam gdzie nie mozna, ale o tym wole akurat zapomniec. Fajnie bylo jeszcze jak przyjechaly w odwiedizmy siostra Marty z kolezanka. Byly tylko dwa dni u nas, ale zamieszaly tak, ze bedzie co wspominac nastepnych kilka miesiecy. Nasze wyjscie do klubu Down Under zaslugiwaloby na osobna relacje, ale ze nikomu nie chce zlej slawy przyniesc to sie wstrzymam:)&lt;br /&gt;A tak ogolnie to zycie w Australi to nudne jest:)&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. zdjec kilka tylko z czeskiego sydney&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-4013463262037098426?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/4013463262037098426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/02/sydney-po-czesku.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4013463262037098426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/4013463262037098426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/02/sydney-po-czesku.html' title='Sydney po czesku...'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S4cqo5MfpDI/AAAAAAAAECI/tliS_VPPwsk/s72-c/IMG_3027.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-7946144541196622997</id><published>2010-02-10T15:37:00.002+01:00</published><updated>2010-12-27T15:35:26.828+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Zemsta Ananga Part 2</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S3LDQkA1C6I/AAAAAAAAEBk/TouqbA3joEk/s1600-h/IMG_2809.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S3LDQkA1C6I/AAAAAAAAEBk/TouqbA3joEk/s320/IMG_2809.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/RoadtripUluru#"&gt;PHOTOS FROM ULURU PART 2&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Lud Ananga, ktory zyl sobie tutaj zanim zli biali ludzie przyjechali, jest tradycyjnym zwierzchnikiem Uluru. zgodzili sie oddac w dierzawe cala skale na potrzeby Parku Narodowego w zamian dostajac nie maly procent od sprzedazy biletow i innych suwenirow. dookola skaly sa wiec miejsca swiete do ktorych nie mozna wchodzic ani ich fotografowac (co mozna zobaczyc na zalaczonych zdjeciach Slawka;) ,i uprzejmnie prosi sie o nie wchodzenie na szczyt, bo tez nie do konca wypada.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;Tytulowa "zemsta" to plaga much ktora zawladnela calym Outbackiem a w szczegolnosci upodobaly sobie wlasnie okolice Uluru. zwykle muchy. nawet nie gryza. po prostu siadaja na tobie i wlatuja do wszystkich mozliwych dziur. probujesz odgonic jedna, to dwie inne przylatuja i siadaja w tym samym miejscu oraz 2cm obok,a trzecia odwraca uwage wlatujac do ucha. Powaznie to jest tak irytujace, ze czlowieka szlak trafia i drze sie, wyzywa a i tak nie pomaga. Wiec kazdy turysta predzej czy pozniej zaopatruje sie w siatke na glowe. Wyglada to jakby kazdy chodzil z workiem po kartoflach na twarzy. ale inego wyjcia nie ma.&lt;br /&gt;Nasz pierwszy dzien (bez siatek) to ciagla walka, ale ze Uluru przygniata swoim ogromem i kolorami wiec nie narzekalismy. udalo nam sie zjesc pierwsze mieso - niedopieczone kurczaki. wlasciwie to surowe,ale z takimi widokami do nie moza narzekac. pod koniec dnia za cel postawilem sobie obiec Uluru dookola. ok 10km, ale w tym sloncu mi troche przygrzalo, takze latwo nie bylo. jeszcze zachod slonca, nielegalny prysznic na kempingu i znow lezymy na dachu vana na przydroznym parkingu.&lt;br /&gt;Ze godziny sa tutaj troche poprzestawiane to przypadkowo wstajemy wczeniej i udaje nam sie na ostatnia chwile wejsc na szlak prowadzacy na szczyt Uluru. mimo prosb i grozb stwierdzamy, ze chyba warto zobaczyc jak to wszytsko z gory wyglada. no i sie nie zawedlismy. na szczyscie ladujemy praktycznie sami (oprocz kolesia ktory odstawia jakies modly i rozsypuje prochy) i chloniemy caly ten plaski krajobraz dookola. naprwde pieknie tam jest, kto by sie spodziewal?:) Tego samego dnia znow lamiemy prawo wchodzac na szlak ktory zamkniety byl z powodu extremalnych temparatur. nie sklamie jak napisze ze dochodzilo do 45 stopni. Szlak jest na Kata Tjuta, drugi, wyzszy masyw skalny, ale juz nie tak imponujacy jak Uluru, chodz &amp;nbsp;nadal ladny. przede wszystkim nie ma tam ludzi i to tworzy niesamowita atmosfere. Kolejny zachod, prysznic i dach vana.&lt;br /&gt;Ostatni cel podrozy to Kings Canyon, reklamujacy sie jako Wielki Kanion Australi. Wielki nie jest, zreszta wogle porownania nie ma, ale jest w nim cos niesamowitego. idac brzegiem kanionu w tym strasznym upale, pelnym much, dochodzi sie do miejsca gdzie sciana obrywa sie nagle 200m. w dziurze miedzy kanionem znajduje sie Garden of Eden. prawdziwa oaza na pustyni z palmami i edemicznymi gatunakmi roslin, a wsrod nich plynie rzeczka i zaraz przed uskokiem tworzy male jeziorko. Wyobrazcie sobie teraz jakie to uczucie wykapac sie w takim miejscu jak naokolo ten skwar i muchy. jak niespodziewany prezent na gwiazdke:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem juz tylko 1,5 dnia powrotu ta sama dluga, smieszna droga z jedna tylko atrakcja - strusiami Emu ktore jak glupie biegaja w ta i z powrotem przez ulice. Az samochod zgasl z wrazenia i nie chcial odpalic. powialo chwile groza, bo to srodek niczego byl, ale w koncu udalo sie i ruszylismy dalej.&lt;br /&gt;Az dojechalismy do Adelaide, oddalismy vana, zdrzemnelismy sie na lotnisku i nasze drogi znow sie rozeszly. tzn. Justa wrocila do Melbourne i potem leci na Borneo, a my wrocilismy do Brisbane.&lt;br /&gt;Przyznam ze spodziewalem sie jakijes komercyjnej papki i pocztowkowych widokow. Zobaczylem jednak cos zupelnie innego. Twarz prawdziwej australi i bezkres outbacku. Nie wiem ile razy to juz pisalem, ale mozna widziec rzeczy w telewizji i na zdjeciach, ale tego co zobacza wlasne oczy, nie da sie zastapic. Musicie tu kiedys sami przyjechac, zrozumiecie o co mi chodzi:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas wrocic do codziennosci i wozenia ludzi na rowerze. planuje jeszcze dwie podroze australijskie zanim rusze do USA, takze zajrzyjcie tu jeszcze:) Pozdrawiam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. w walentynki mija 7 miesiac mojej podrozy. czekam na zyczenia:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-7946144541196622997?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/7946144541196622997/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/02/zemsta-ananga-part-2.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7946144541196622997'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7946144541196622997'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/02/zemsta-ananga-part-2.html' title='Zemsta Ananga Part 2'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S3LDQkA1C6I/AAAAAAAAEBk/TouqbA3joEk/s72-c/IMG_2809.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-3131099562519705691</id><published>2010-02-08T05:45:00.003+01:00</published><updated>2010-12-27T15:34:23.723+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><title type='text'>Roadtrip ULURU i zemsta ludu Ananga Part 1</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S2-MFzs2-TI/AAAAAAAAD70/l-OTgIiltys/s1600-h/IMG_2524.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S2-MFzs2-TI/AAAAAAAAD70/l-OTgIiltys/s320/IMG_2524.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/RoadtripUluru#"&gt;PHOTOS FROM ULURU&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Pusto, pusto, płasko, krzaczki, pusto, kangur (leży, rozjechany), pusto, płasko... i nagle jest!!! WIELKA CZERWONA SKAŁA. Naprwde wielka. Niby ja juz widzielismy tysiac razy w telewizji i na zjdeciach, ale teraz jest jakby wieksza. i bardziej czerwona.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;jechalismy tu dwa dni z Adelaide. Przylecialem tam ze Slawkiem lotem z Gold Coast, Justa z Melbourne i razem pojechalismy oddebrac naszego camper vana. Firma wynajmujac samochody nazywa sie Wicked Campers. Wicked jest z wielu powodow. Wszystkie vany sa pomalowane w kolorowe grafiti, kazdy ma swoja nazwe (nasz to dumny TERMINATOR), firma oferuje wiele promocji. Np. jezeli zadzwoni sie do nich i oficjalnie przyzna sie, ze jest sie gejem, dostaje sie z miejsca 5% znizki. Ja planowalem skorzystac z oferty "Naked Special", czyli musimy odebrac vana na golasa i dostajemy jeden dzien wynajmu na darmo. Mimo dlugich dyskusji, Justyna nie chciala zgodzic sie na promocje. na stronie internetowej jest cala naked galery gdzie ludzie jak pan bóg stworzył stoja wesoło przed vanami. Nas w galeri nie bedzie:(&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;W zasadzie nie istnieje za wiele zakazow przy wynajmie. mozna w camperze spac i gotowac gdziekolwiek (w srodku jest wielki materac, zlewozmywak, szafki i kuchenka gazowa), mozna dostawac mandaty bo i tak tutejsza policja nie moze wyegzekwowac zapalty od obcokrajowcow, mozna go obic i mozna a nawet trzeba przejezdzac kangury! okazuje sie ze najwiecej wypadkow zdarza sie kiedy glupi kierowcy probuja ominac zwierzeta na drodze (szczegolnie w nocy). O nakazie przypomina naklejka na predkosciomierzu: Kangaroos, Run the fukcers down!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;No to w droge. do Uluru mamy bagatela 1600km. musimy dojechac, zwiedzic co trzeba i wrocic w ciagu 7 dni. Czas umila nam 7 plyt CD z muzyka od Marka Grechuty po Trashman i kultowy Surfin' Bird. Benzyna drożeje z kazdym kilometrem. W Adelaidze 119 centow za litr a w Kings Canyon dochodzi do 180! moje bledne obliczenia spowodowaly ze wyprawa kosztuje kazdego z nas 100$ wiecej:/ no ale czego nie robi sie dla odrobiny przygody:) Poczatkowe 800km jest srednio urozmaicone zreszta kolejne 800 rowniez, na szczescie pomiedzy mamy mala perelke w postaci Coober Pedy. Foldery reklamowe okreslaja to miasteczko jako swiatowa stolica Opalu (Australia ma 90% udzial na rynku opalu, a 70% wydobywa sie &amp;nbsp;coober peedy) z czym &amp;nbsp;trudno sie nie zgodzic oraz jako "podziemne miasto". Trzeba przyznac ze koscioly, domy i hotele "wykopane" pod ziemia pobudzaja wyobraznie. &amp;nbsp;Jak sie jednak okazuje to podziemne oznacza, ze taki kosciol czy hotel jest nakryty warstwa ziemi a sciany oklejone sa gipsowymi odlewami "do zludzenia" przypominajacymi prawdziwa skale:) jednym slowem kicz i tandeta. Czar Coober Pedy pryska zupelnie kiedy zobaczy sie kilkudziesieciu aborygenow lezacych na ulicy i porbujacych znalezc swoje miejsce na swiecie. O nich bede musial napisac osobna historie. Probujemy jeszcze znalezc jakis ladny opalik w stosach gruzu wywiezionych z szybow kopalnianych, bo ponoc jakas tam baba w zeszlym tygodniu znalazla calkiem lady okaz. no ale i tym razem bez powodzenia:)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;Na szczescie skarb znajdujemy poza granicami miasta w kierunku odwrotnym do asfaltowej autostrady nr 1. Wjezdzamy w prawdziwy OUTBACK. szutrowa, wyboista droga ciagnie sie przez kilkaset (kilka tysiecy?) kilometrow. my zahaczamy tylko o jej kawalek dojezdzajac do Dog Fence, ponoc najdluzszej struktury wybudowanej przez czlowieka. zwykly kawal plotu, ktory mial odgraniczac psa dingo od stad owiec. ale jaki kawal! 5600km! naprwde wielki kawal plota:) a zaraz za plotem znajduja sie tzw Moon Plains (powinno byc Mars) ktore do zludzenia przypominaja krajobraz ze zdjec z marsjanskiej sondy Pathfinder.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;W drodze powrotej na autostrade zahaczamy jeszcze o The Breakways, czyli kolorowe gory na srodku pustyni. stojac na czubku poczulem sie troche jak na Puna de Atacama. nic dookola, a jakos tak pieknie:)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: auto;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial;"&gt;Wracamy na asfalt. trzeba pamietac o regularnym tankowaniu, bo jedna stacja od drugiej oddalona jest czesto o 300km. a pomiedzy nimi NIC, tylko Outback. ale i tak jest fajnie. Czasem przejedzie jakis Road Train, czyli tir dlugosci ponad 50m z 5 przyczepami. Kierowcy pozdrawiaja Cie oderwaniem jednego palca od kierownicy. klimatyczne Road House zapewniaja "rozrywke" co kilkaset kilometrow. Jedziemy zwykle do 23 ja na zmiane z Justyna (Slawek nie jest doswiadczonym kierowca;), stajemy na przydroznym parkingu z laweczka i wielkim kontenerem z (jak glosi tabliczka) byc moze zakazona woda, kladziemy sie na dachu vana i dyskutujemy o zyciu:) rytulal powtarzany konsekwentnie przez 7 dni:)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial;"&gt;Trzeciego dnia rano docieramy do Ayers Rock Resort, miasteczka stworzonego na srodku pustyni specjalnie dla wymagjaych komfortu turystow. Sa hotele, campingi, baseny, sklepy, supermarket no a w tle wielka czerwona skala ULURU. Pisalem juz, ze jest naprwde wielka a nie taka jak na zdjeciach?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: auto;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial;"&gt;To be continued...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial;"&gt;p.s.wiekszosc zdjec zrobiona przez Slawka i Justyne&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-3131099562519705691?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/3131099562519705691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/02/roadtrip-uluru-i-zemsta-ludu-ananga.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3131099562519705691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3131099562519705691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/02/roadtrip-uluru-i-zemsta-ludu-ananga.html' title='Roadtrip ULURU i zemsta ludu Ananga Part 1'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S2-MFzs2-TI/AAAAAAAAD70/l-OTgIiltys/s72-c/IMG_2524.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-3586752914307333565</id><published>2010-01-13T15:21:00.002+01:00</published><updated>2010-12-27T15:33:07.754+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><title type='text'>2010</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S03WyABdcnI/AAAAAAAAD5U/COmBUGBFNGo/s1600-h/PC310127.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S03WyABdcnI/AAAAAAAAD5U/COmBUGBFNGo/s320/PC310127.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Myślałem, żeby zrobić jakieś melancholijne podsumowanie roku 2009, ale tak naprawdę jaki miałoby to sens? Byłem tu, byłem tam, zrobiłem to i tamto z tymi straciłem kontakt z tamtymi odzyskałem... Ważne, żeby w tym roku było po prostu lepiej i żeby udało nam się zrobić coś ciekawego, a najlepiej spełnić jakieś małe bądź duże marzenie. Tego Wam i sobie życzę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A nasz sylwester mimo tego ze dla wiekszosc byl zupelnie zwyczajny to dla mnie byl calkiem wyjatkowy. Zwykle bylem gdzies w gorach, daleko poza miastem, kontemplujac mijajacy rok. Tymczasem teraz w srodku miasta,fajerwerki, mnostwo ludzi, ale nikt nie smie nawet spojrzec na szampana (calkowity zakaz picia publicznego) i tylo jedna grupka miala zimne ognie (ktore zreszta pozyczylismy). Potem proby wejscia do klubow i kolejny paradoks, Marty nie wpuszczaja mimo ze ma legitymacje studencka &amp;nbsp;z Brisbane (bo moze byc podrobiona) a mnie wpuszczaja na polskie prawo jazdy. Pomijajac fakt ze wczesniej wielki samoańczyk wywala mnie z innego klubu bo przeslizgnalem sie za jego plecami:) Sylwestra konczymy wracajac do domu w wozku supermarketowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wreszcie przeprowadzam sie do City:) Razem z Marta i Slawkiem znalezlismy mieszkanie nie daleko cetrum. Najwazniejsze ze jest szybki internet a na zapleczu calkiem fajny basenik. Dodtakowo mamy dwojke koreanskich wspolokatorow w tym jeden o wiele mowiącym imieniu Ki-Chun. Duzo kicha na przyklad. Czesto wiec zwalaja sie korenscy krewni i przyjaciele krolika i robia wspolny obiad w ktorym oczywiscie chetnie bierzemy udzial.&lt;br /&gt;Ja juz pracuje full-time czyli 5h dziennie przez 5 dni w tygodniu, a ze ruch duzy wiec miesnie lydek daja o sobie coraz czesciej znac. Jak juz wspomnialem wczesniej. Jak juz osiadzie sie w jednym miejscu to nie ma tak wielu przygod, a nie wiem czy komukolwiek z Was chcialoby sie czytac jak sie uzewnetrzniam i opisuje swoje przemyslenia:) Wszystko jedna wskazuje na to, ze cos zacznie sie dziac lutym. Bo w lutym ruszamy na wyprawe do interioru Australi zobaczyc slunne Uluru, czyli kawal wielkiej, czerwonej skaly wyrastajacej jakby nigdy nic na pustyni.&lt;br /&gt;Zdjecia z sylwestra i nowego mieszkanie wkrotce.&lt;br /&gt;w Azji musialem sie ograniczac zeby za duzo sie nie rozpisywac a teraz mam problemy zeby napisac dodatkowy paragraf. Zycie w jednym miejscu to jednak nie daje za wiele wrazen, jednak jak bylem w podrozy to chcialem juz gdzies osiac na dluzej. I jak tu znalezc kompromis?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. W najnowszym magazynie BIEGANIE ukazal sie moj artykul z biegu na Mount Kinabalu;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-3586752914307333565?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/3586752914307333565/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/01/2010.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3586752914307333565'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/3586752914307333565'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2010/01/2010.html' title='2010'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/S03WyABdcnI/AAAAAAAAD5U/COmBUGBFNGo/s72-c/PC310127.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8713734675299854821</id><published>2009-12-29T07:52:00.002+01:00</published><updated>2010-12-27T15:32:14.922+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><title type='text'>Wigilia przy +30C</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SzmnPLiwykI/AAAAAAAADzE/Pfal7XlJDE0/s1600-h/IMG_2505.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SzmnPLiwykI/AAAAAAAADzE/Pfal7XlJDE0/s320/IMG_2505.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;No i jezdze na rikszy. Okazalo się ze to jedyna dla mnie obecnie mozliwosc pracy. Z niewiadomych powodow większość osob krzywi się na wiesc o tym ze woze ludzi na rowerze, ale tak naprawdę praca ta ma same pozytywy:) Bo przeciez moge pracowac, zarabiac calkiem dobre pieniadze, trenowac jednoczesnie (co i tak mialem w planach w ramach mojego marzenia o Ironmanie), ustawiac sobie grafik kiedy się chce, a można nawet zaspac do pracy 3h i nikt nic nie powie. No bo co ma powiedzec jak to moja sprawa czy chce wozic ludzi od rana czy od 14:) może przesadzilbym gdybym napisal „zyc nie umierac” bo fakt czasem na podjazdach jestem smierci bliski, no ale narzekac nie moge. Mialem jeszcze przyjemnosc przekopywac ogrodek u jednego azjaty za co zarobilem moje pierwsze austalijskie dolary&lt;/div&gt;Grudzien nie obfitowal w wiele zdarzen. Przeprowadzilem się z wujkami do nowego domu i malo co nie kosztowalo mnie to wizyty w szpitalu, bo przygniotlem palcem pokaznych rozmiarow, wspomnianego już wczesniej, Redbacka. Na szczescie sam się bardziej ode mnie wystraszyl więc nie odpowiedzial atakiem.&lt;br /&gt;Często spotykam się teraz &amp;nbsp;z reszta polaczkow w City, zaliczylismy nawet pierwsza imprezke z przygodami no i ogolnie zapowiada się ze niedlugo wszyscy zamieszkamy w centrum razem. Jednak dojezdzac taki kawal do miasta to ciezka sprawa.&lt;br /&gt;Magda wpadla tez na chwile w drodze do Melbourne gdzie szczesliwie znalazla szybko prace. Wyglada na to ze tylko w Brisbane ciezko cos konkretnego znalezc&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i nadeszly swieta. Tylko takie swieta co to wogole ich nie widac ani nie czuc. Goraco, mikolaj jezdzi na skuterze wodnym po rzece a jedyna choinka w miesci wyglada tak jak już pisalem wczesniej. No i swieta przeszly by niezauwazone gdyby nie polska Wigilia która sobie zorganizowalismy. Nasza czworka plus trojka poznanyh ziomkow z Poznania. Były potrawy wigilijne (naliczylismy dokladnie 12 wliczajac jablko i pomarancze), choinka z galezi jakiegos iglaka, prezenty, kolendy i nawet jeden maly oplateczek. Wszyscy elegancko ubrani i usmiechnieci. Nikt się chyba nie spodziewal ze będzie tak milo i switecznie.&lt;br /&gt;Rano czyli w czasie polskiej Wigili dzwonilem do domu. Fajnie było Was wszystkich uslyszec, ale nie powiem zeby nie było mi smutno i teskno jak slyszlem jak spiewacie koledy. Mam nadzieje, ze to moja pierwsza i ostatnia Wigilia poza domem:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz przyjechala w odwiedziny Justyna i zrobilismy wieczor filmowy, który się troche przeciagnal do dlugosci 8 filmow:) Kucharz deckert przygotowal nawet Lasagne. A na deser obejrzelismy kopulujace kangory które calymi stadami wypasaja się kilka kilometrow od domu. No i teraz wcale nie czuje się jakbym był 20tys km od domu. Swojsko jest tylko zeby nie było tak goraco...;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozyje sobie w Brisbane przez najblizsze dwa miesiace. Trzeba odrobic podroz i zarobic na dalsza część. Ciezko sobie wybrazic ze jedzac na rowerze można to zrobic:)&lt;br /&gt;Bardzo dziekuje wszystkim za zyczenia swieteczne, jeżeli komus nie odpisalem to z powodu chronicznego braku internetu którego nie mam w nowym domu. Ja bez neta to jak bez reki.&lt;br /&gt;Przesylam dużo slonca i gorace pozdrowienia! No i na maile jak zwykle czekam;)&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;p.s.dodalem kilka zdjec w katalogu Brisbane, czesc zdjec made by slawek&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8713734675299854821?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8713734675299854821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/12/wigilia-przy-30c.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8713734675299854821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8713734675299854821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/12/wigilia-przy-30c.html' title='Wigilia przy +30C'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SzmnPLiwykI/AAAAAAAADzE/Pfal7XlJDE0/s72-c/IMG_2505.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-7639412938569973326</id><published>2009-12-11T03:43:00.002+01:00</published><updated>2010-12-27T15:32:04.282+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><title type='text'>Brisbane</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SyGrOaolu1I/AAAAAAAADpo/pQLzZ_f_DSg/s1600-h/IMG_2486.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SyGrOaolu1I/AAAAAAAADpo/pQLzZ_f_DSg/s320/IMG_2486.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/Brisbane#"&gt;PHOTOS FROM BRISBANE&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Moj szósty kontynent. W sumie tyle sie czyta i oglada o tej Australi, ze chyba ciezko zostac tu zaskoczonym. Dla mnie to taki amerykanski Manchster tylko bardziej egzotyczny:). Z jednej strony wszyscy mowia do Ciebe "mate" i " cheers" zamaist ludzkiego "thank you", miasto, sklepy, ludzie wygldaja jak w ameryce, a z drugiej strony zamiast golebi sa wielkie biale ibisy, wiekosz ludzi chodzi w japonkach, jest niesamowicie goraco, a na kazdym kroku czai sie wielki pajak. moze z tymi pajakami przesadzam, ale juz sie tyle histori naslychalem ze mam oczy dookola glowy. Ostatnio wujek wyjmuje list ze skrzynki a tam RedBack, pajaczek ktory jak Cie ukasi to mozliwe ze na Amen. super.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Mieszkam razem z moja egoztyczna rodzina;) Wlasnie sa w stanie przeprowadzki, jednej z kilku odkad zamieszkali w Australi. To tutaj zupelnie normalne ze raz na 2-3 lata trzeba zmienic dom czy mieszkanie:)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mentalnosci australijczykow (w wlasciwie Brisbanczykow) odbiega od moich wyobrazen.Zamiast wyluzowanych surferow z luznym podejsciem do zycia, mamy niezykle przestrzegajacych prawa mieszkancow, ktorzy chodza jedna strona chodnika (oczywiscie lewa) i za zadne skarby nie przejda na czerwonym swietle! w tym miesiacu policja zlapala az 150 zbrodzieniaszkow ktorzy dopuscili sie tego wykroczenia!to 5 dziennie!Musze sie tu miec a bacznosci. nie latwo wystac jak ulica pusta:)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wogole nie czuje sie tutaj odleglosci od Europy. Tym bardziej ze oprocz rodzinki, jest tutaj Marta, Slawek i Dawid i czasem zawita Magda. Wszyscy sie juz sptkalismy wczesniej w KL. swiat jest maly.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Oczywiscie ceny w porownaniu z Azja powoduja ze myslalem o glodowc i pewnie bym to zrobil gdyby nie wujostwo;) Tak wiec intesnywnie szukam pracy. Nie musze ukrywac ze nie posiadam wizy pracowniczej, a w tym miescie nikt nie jest chetny naginac prawo dlatego poszukiwania przedluza sie napewno jeszcze troche.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie trudno zauwazyc ze wpis ten nie obfituje w wiele zdarzen. Jak juz osiadzie sie w jednym miejscy to ciezko o zmasowana ilosc przygod. &amp;nbsp;Kilka moge wymienic:)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- zieminaki i chleb za ktorym tesknilem przez 5 miesiecy spozywam teraz codziennie&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- podczas calodniowej wycieczki z wujkami zoabczylem kangury! szukalem tez bezkutecznie koali. bylismy tez w parku botanicznym i ogladalismy widoki na caly Quennsland&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- zaliczylem juz prawie wszystkie muzea w brisbane w tym najciekawsze Quennsland Museum gdzi zobaczyc mozna np ciekawy przydek glupiego jaszczura ktory probowal zjesc kolczatke (obydwa gady zdechy)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;- jedzilem na rowerze w samo poludnie co zupelnie mnie zabilo. zastanawiam sie natamiast jak poradze sobie z praca rikszarza ktora mnie czeka;)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kilka jeszcze by sie znalazlo. Samo Brisbane jest miastem prosportowym co bardzo mnie cieszy. Wzdluz rzeki jest swietna trasa biegowa ktora ciagnie sie przez 2 mosty i 10km, natomiast vis-a-vis centrum , po drugiej stonie rzeki sa klify dlugie na 200 metrow ktore jak glosi tablice sa dostepne "only &amp;nbsp;for climbers"! wreszcie co dla mnie;)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jak tylko sie ustabilizuje to napewno bedzie wiecej przygod do opowiedzenia. Wkrotce swieta, a tutaj stoi na placu wielka szcztuczna choinka, ktora na szczycie ma gwiazde zrobiona z bateri slonecznych. od razu zasila lampki. tak zeby bylo bardziej ekologicznie. najgoretszy dzien w roku przypada tu w Wigilie. Tego jeszcze nie bylo...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pozdrawiam!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-7639412938569973326?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/7639412938569973326/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/12/brisbane.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7639412938569973326'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7639412938569973326'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/12/brisbane.html' title='Brisbane'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SyGrOaolu1I/AAAAAAAADpo/pQLzZ_f_DSg/s72-c/IMG_2486.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-2903707136917269996</id><published>2009-11-30T19:08:00.001+01:00</published><updated>2010-12-27T15:28:52.290+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kitesurfing'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filipiny'/><title type='text'>Kitesurfing</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SxQIwUN56eI/AAAAAAAADhk/Es0aopDo5UY/s1600/IMG_2428.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SxQIwUN56eI/AAAAAAAADhk/Es0aopDo5UY/s320/IMG_2428.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/BoholIBoracay#"&gt;PHOTOS FROM SOUTH PHILIPPINES&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Na filipinach trzeba być uważnym cały czas. Nie dlatego, że można przegapić jakiś widok, ale z powodu po prostu kradzieży. Ja już straciłem telefon, przyszła pora na Lise. Usłyszałem tylko okrzyki „STOP, STOP!!!” i zobaczyłem Lise goniąca zaskoczonego zbrodzieniaszka. Sam rzuciłem się w pogoń dowiedziawszy się tylko, że wyjął jej z kieszeni pieniądze. Po krótkim pościgu (bo facet szybki nie był) dogoniłem chama i trochę nim potrząsnąłem. Oddał mi 500, potem kolejne 500 pesos zarzekając się przerażony, że więcej nie ma. Puściłem go. Okazało się, że miał 3000... gdybym tylko wiedział.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Po tej małej przygodzie dojechaliśmy wreszcie do filipińskiej destynacji numer 1 – wyspy Boracay. Dlaczego jest taka słynna? Bo ma długą na ponad 3 kilometry bielutką plaże przyozdobioną palmami, pełno resortów, restauracji mniejszych i większych, koncertów z muzyką na żywo, klubów, sklepów z pamiątkami i pełno atrakcji w postaci wszelakich sportów wodnych, quadów, rowerów górskich , kilkanaście szkół nurkowania i czego tam jeszcze. Mnóstwo turystów, ale głównie z Chin, Japoni i Korei więc dla nas i tak egzotycznie. Między nimi szwendają się „zachodni”mężczyźni w podeszłym wieku z młodszą o połowę żonką lub po prostu dziewczyną wakacyjną. Są to pewnie jedne z tym Guest Relation Officer, które dumnie „pomagają” mężczyznom w Manili;) Przypomina to bardzioegzotyczną wersje Ko Tao w Tajladni. Tyle, że plaża lepsza i zdecydowanie duuuuuuużżżżżżo taniej. W tym np. bufet „jedz ile chcesz” obejmujący owoce morza , grill, warzywa, owoce, makarony, mięsa za... 16zl:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Lisa przyjechała tu z zamiarem znalezienia pracy na najbliższe miesiące, co zresztą jej się udało już na drugi dzień. Ja postanowiłem, że spróbuje swoich sił w kitesurfingu.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Kitesurfing jakby kto nie wiedział, to surfing na desce z użyciem latawca do napędu:) Niezbędna zatem jest woda i wiat. A na Boracay ani jednego ani drugiego nie brakuje. Zrobiłem w sumie &amp;nbsp;5 h treningu bo jak na złość nie wiało, ale i tak udało mi się przejechać na desce kilkanaście metrów (pomijając kilka upadków, nagłych lądowań kite, spaloną słońcem twarz i litr nałykanej wody). Już wiem, że jest to coś co chce robić. Niesamowity sport, a przy tym dużo łatwiejszy niż się na początku wydaje. Jak ktoś jest zainteresowany to na Helu są bardzo dobre szkoły kitesurfingu, nie trzeba od razu na Filipiny:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;W sumie byłem na Boracay 3 dni, taki ostatni aktywny wypoczynek przed długą podróżą do Australii. Mimo że jest to miejsce bardzo turystyczne to i tak zapiałem je na liście „kiedyś tu wróce”, wbrew pozorom tylko kilka miejsc znajduje się na tej kartce;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Pożegnałem moją kompankę podróży, ale zapowiada się, że jeszcze będzie okazja do wspólnej podróży&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Czekam na lot z Manili do Kuala Lumpur. Podróż powrotną zacząłem wczoraj na przemian budząc się i zasypiając i zmieniając autobus na prom kilka razy w ciągu nocy. Teraz czekam cały dzień i jutro kolejny, a po jutrze.... mój szósty kontynent:)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-2903707136917269996?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/2903707136917269996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/12/kitesurfing.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2903707136917269996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2903707136917269996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/12/kitesurfing.html' title='Kitesurfing'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SxQIwUN56eI/AAAAAAAADhk/Es0aopDo5UY/s72-c/IMG_2428.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-7636959536290036547</id><published>2009-11-27T16:20:00.001+01:00</published><updated>2010-12-27T15:27:53.439+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filipiny'/><title type='text'>Nutts Hutts</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/Sw_tqnKm93I/AAAAAAAADfQ/7BaozcjWfgM/s1600/IMG_0394.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/Sw_tqnKm93I/AAAAAAAADfQ/7BaozcjWfgM/s320/IMG_0394.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wulkan Mount Mayo dymi bezustannie. Ostatnio nawet był wybuch pyłowy i zabroniono turystom szwędać się w bliskiej jego okolicy. Pozostało nam więc zobaczyć ruiny kościoła w którym spłonęło po innym wybuchu tego samego wulkanu 1600 osób na początku XX wieku. Postanowiliśmy też ruszyć się po raz pierwszy od zawodów na Borneo robiąc jogging dookoła miasta Legaspi. Śpimy w najtańszym do tej pory hostelu, który charakteryzuje się poziomem hałasu odpowiadający wyjącemu silnikowi motorówki z Inle Lake. Czyli nie da się spać. Od momentu kiedy opuściliśmy Madukan leje. Codziennie, a czasem nawet bezustannie. Myślałem, że przesuwając się na południe uciekniemy od monsunu, tutaj niestety jest na odwrót i leje jeszcze bardziej. Kolejnym celem jest dostać się na Bohol, jedną z bardziej atrakcyjnych wysp Filipin. To znaczy posiadającą najwięcej tzw. atrakcji turystycznych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na wyspie Leyete w miejsowości Tagloban. W okolicy ponoć jest naturalny most skalny, jakas fajna jaskinia i można polywac kajakiem po rzece w srodku jungli.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Konczy się tak ze mostu nie widzielismy bo za wysoki poziom wody i lodka nie daje rady. Kajakow nie ma za to jaskina owszem fajna. No i jest rzeka w srodku jungli:) Cala jednak zabawa w tym jak tu dojechac. Trzeba wsiąć na opisywany już habal-habal i przejechać przez 8 kilometrowe błoto czasem do kolan. Nasz driver zgubił po drodze w tym błocie japonki:)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Ta cześć Filipin jest nieporónywalnie biedniejsza od północy. Wioski to kilka bambusowych chatek, jedno ujęcie wody w którym wszyscy mieszkańcy się kąpią, biorą i nabierają wodę do picia. Przypomina to bardzo Laos tylko jest jakby weselej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Po kolejnej prawie całodniowej podróży docieramy na Bohol. Są tu dwie największe atrakcje filipin. Chocolate hills, które są geologiczną ciekawostką, a wyglą jak trawiaste pagórki wysokie na kilkadziesiąt metrów. Jest ich kilkaset w okolicy, ale naprwdę nie mam pojęcia co mają wspólnego z czekoladą szczególnie, że są całe zielone:) Drugą atrakcją jest Tarsier (nie znam polskiego odopowiednika), który do niedawna (bo odkryto nowy gatunek) był najmniejsza malpka na swiecie. Nie dość ze jest najmniejsza to zdecydowanie jest najsmieszniejsza i najslodsza. Wyglada jak maskotka która chcialoby mieć na wlasnosc kazde dziecko i chyba tez kazdy dorosly. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jedna z atrakcji jest tez Nuts Huts czyli chatki lezace w srodku jungli, których wlasicilem jest niezwykle mily Belg. Kazdy backpacker który przyjezdza na Bohol nocuje w NutsHuts. Miejsce jest po prostu oaza spokoju. Niezywkle proste a super urzadzone bambusowe chatki stoja nad niebieska rzeka. Jest pyszne jedzenie, wycieczki po okolicy, w sezonie można wypozyczyc rowery gorksie, jest nawet sauna (w tym upale?!) i masaz. Tak nam się tu spodobalo ze zostalismy dwa dni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Wyjchalismy dzisiaj w kierunku ostatniego celu – wyspy Boracay. Siedze właśnie na gornym lozku na pokladzie promu z wyspy Cebu który za 12h doplynie do Ilo Ilo. Caly poklad to dwupietrowe metlowe lozka, tylko zawiewa deszczem bo jest tylko dach a boki są odsloniete.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Napisal bym chetnie ile to rzeczy zobaczylismy, ale z powdu bezustannej ulewy lepiej będzie napisac czego nie zobaczylismy. Nie zobaczylismy więc:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0.5in; text-indent: -0.25in;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Symbol;"&gt;-&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 7pt; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; line-height: normal;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;szczytu Mount Mayo bo był zamkniety, a poza tym i tak lalo&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0.5in; text-indent: -0.25in;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Symbol;"&gt;-&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 7pt; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; line-height: normal;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;naturalnego mostu skalnego w parku narodowym Natural Bridge.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0.5in; text-indent: -0.25in;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Symbol;"&gt;-&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 7pt; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; line-height: normal;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;panoramy Chocolate Hills z punktu widokowego, bo była taka mgla ze nic nie było widac&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0.5in; text-indent: -0.25in;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Symbol;"&gt;-&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 7pt; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; line-height: normal;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Tarsier Visitor Center – gdzie można zobaczyc malpki w ich naturalnym srodowisku, musielismy zadowolic się jednak innymi które zyja sobie w barach i biurach turystycznych w okolicy Nuts huts&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0.5in; text-indent: -0.25in;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Symbol;"&gt;-&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 7pt; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; line-height: normal;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;rowerow gorskich bo jestemy 6 dni przed sezonem&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0.5in; text-indent: -0.25in;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Symbol;"&gt;-&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 7pt; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; line-height: normal;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;najstarszego zabytku na Filipinach, hiszpanskiego fortu w Cebu City, bo mielismy tylko godzine na przesiadke na prom więc zdazylem zjesc tylko cheesburgera&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0.5in; text-indent: -0.25in;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Symbol;"&gt;-&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 7pt; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; line-height: normal;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;pomnika wodza Lapu-Lapu który zabil Magellana na wyspie Matukan, gdy ten chcial go na sile nawrocic, konczac w ten sposob jego podroz dookola swiata,&amp;nbsp; z tego samego powodu co wyzej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0.5in; text-indent: -0.25in;"&gt;&lt;span lang="PL" style="font-family: Symbol;"&gt;-&lt;span style="font-family: 'Times New Roman'; font-size: 7pt; font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; line-height: normal;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Slonca i niebieskiego nieba, bo leje prawie caly czas&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Jak widzicie nie za wiele więc ostatnio zobaczylismy. Parafrazujac jednak ulubiony kawal mojej mamy: „ale Panie, kto by się tym przejmował!”:)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span lang="PL"&gt;Zostalo 5 dni na Filipinach. Liczmy na slonce i więcej przygod.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-7636959536290036547?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/7636959536290036547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/11/nutts-hutts.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7636959536290036547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/7636959536290036547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/11/nutts-hutts.html' title='Nutts Hutts'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/Sw_tqnKm93I/AAAAAAAADfQ/7BaozcjWfgM/s72-c/IMG_0394.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8683499081201988490</id><published>2009-11-19T01:52:00.002+01:00</published><updated>2010-12-27T15:26:48.828+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filipiny'/><title type='text'>Raj na Madukan</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SwSWRfrI3fI/AAAAAAAADUk/BuAi2oh-rlw/s1600/IMG_2376.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SwSWRfrI3fI/AAAAAAAADUk/BuAi2oh-rlw/s320/IMG_2376.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/Filipiny#"&gt;PHOTOS FROM PHILLIPINES&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Zeby dostac się do 95% raju należy miedzynarodowymi liniami lotniczymi doleciec do Manili, stolicy Filipin. Następnie należy wziasc klimatyzowany autobus (10 godzin) do miejscowosci Naga (zbierznosc z polskim jezykiem przypadkowa) skad jeepneyem (przeorobionym amerykanskim jeepem) dojechac do Sabang ( 2 godziny). Tam w oczekiwaniu na bangka (lodz z bambusowymi wspornikami o watpliwym poziomie bezpieczenstwa) można zjesc pyszna wieprzowine z ryzem. Wspomniana lodzia kolejne 2 godziny do Gulijo Port skad tricicle (motor z przyczepa) zabierze nas do Caramoran. Tam można wypozyczyc namiot z niezamykana moskitiera, ktora również normalnie ochrania przed ciekawskimi krabami. Na zakonczenie jedziemy habal-habal (motor z przedluzanym siedzeniem) do Peniman gdzie pertraktujac z rybakami wypozyczamy lodz wioslowa. I wioslujac właśnie doplywa się do 95 procentowego raju zwanego wyspa Madukan. Dlaczego 95%? No bo mamy zupelnie opuszczona wyspe o srednicy może 500 metrow, ogrodzona dookola klimafami wysokimi czasem na 15-20 metrow z jedna tylko plaza od strony wschodu slonca. Plaza - &amp;nbsp;zupelnie bialy, koralowy piasek, palmy i gesta roslinnosc tropikalna. Woda – lauzur, zielen, blekit az trudno się napatrzyc. Można plywac, nurkowac,opalac się (wszystko na golasa;) a przede wszystkim wspinac się! A w razie upadku, spadamy do wody, no chyba ze jakas skala wystaje. No i ilosc gwiazd w nocy, która zaskoczy nawet wytrawnego astroma...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="white-space: pre;"&gt; &lt;/span&gt;Na co składa się pozostaly 5 %? Na komary (do raju zawsze należy brac ze soba OFFa), na rybakow, którzy nocnymi krzykami podszywaja się pod piratow, no i na ciekawskie kraby. Nic przyjemnego jak Ci taki po glowie w nocy chodzi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;No ale nie od raju zaczalem swoja filipinska podroz. Najpierw był przedsionek piekla – Manila.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Moja aktualna towarzyszka podrozy jest austryjaczka Lisa – diving instruktor, która poznalem na zawodach na Borneo. Oprócz tego ze nurkuje, biega, wspina się, jezdzi konno i co tam jeszcze to skonczyla medycyne co okazuje się calkiem przydatna cecha tutaj w tropikach. Z jej apteczka nie straszna mi malaria czy grzybica:)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Przedsionek piekla najgorzej wyglada w nocy. Nawet bedac przyzwyczajonym do zgielku azjatyckich miast tutaj jest jakby gesciej, glosniej i bardziej chaotycznie. W sumie nie ma się co dziwic skoro w samym miescie mieszka 19 milionow ludzi – okolo polowy ludnosci calej Polski!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Wszystkie tanie noclegi znajduja się w hotelach pelniacych również funkcje domu publicznego. Można więc wynajac pokoj na 2 godzinki, na noc albo na dobe. Panie stojace na ulicy zwane tutaj Guest Relation Assistant chetnie zapraszaja do swojego hotelu. Pelno tu i bogatych i zebrzacych. Glosna muzyka, glosne rozmowy, glosne motory. Glosnojest pewnie tez z powodu &amp;nbsp;najtanszego piwa na swiecie. 0,5l kosztuje &amp;nbsp;między 1,5zl a 2 zl. I to calkiem dobrego piwa. Coz, przedsionek piekla nie jest taki zly jak sia początku wydaje:)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na Manile starczy jeden dzien. Oprócz starego miasta z czasow kolonialnych z hiszpanskim fortem,wiele nie ma tu do ogladania. Nie daleko Manili jest jednak kilka innych atrkacji. Na przykład jezioro wulkaniczne Taal gdzie można poplywc sobie na platformie zbudowanej z beczek i bambusa. Udalo nam się nawet dojechc tam kawalek autostopem na pace ciezarowki. Jezioro jest bardzo spokjnym mijescem w porowaniu z Manila. Nie ma tam turystow (wogole na Filipinach jest malo turystow), jest dobre jedzenie i piekny widok z wulkanem w tle. Najwieksza ciekawostka tutaj są kolorowe kurczaki, które sluza do swego rodzaju gry, której zasad nie zrozumialem:)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;znad jeziora Taal jedziemy do Naga, a potem już ladujemy na wyspie Madukan.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Trzeba się tu czasem nakombinowac zeby wyjechac/dojechac do zamierzonego miejsca. Ratunkiem są wspomniane jeepneye i tricacle. Kazdy pomalowany w kolorowe graffiti. Filipiny jako jedyny chrzescijnski kraj na mojej drodze sprawa wrazenie jakby poludniowo-amerykanskie. Znaczy się wszyscy są raczej leniwi, życie toczy się wieczorami i w nocy i jest ogolna maniana:) Fajnie tu i calkiem swojsko. Do tego kazdy bialy nazywany jest tutaj Joe.Wiec idac ulica wszyscc krzycza do Ciebie „Hey Joe”. Smiesznie&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;mój lot do Australi zaplanowany jest na 1go grudnia. To daje mi jeszcze 2 tyg eksploracji Filipin. A tutaj jeszcze jest co ogladac. Chocby dymiacy wulkan który widze z okna hostelu. Idziemy tam jutro.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Pozdrawiam i licze ze kogoś z czytajacych interesuje jeszcze mój los;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;p.s. wiekszosc zdjec made by Lisa:)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8683499081201988490?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8683499081201988490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/11/raj-na-madukan.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8683499081201988490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8683499081201988490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/11/raj-na-madukan.html' title='Raj na Madukan'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SwSWRfrI3fI/AAAAAAAADUk/BuAi2oh-rlw/s72-c/IMG_2376.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-8441852893303726759</id><published>2009-11-09T14:38:00.002+01:00</published><updated>2010-12-27T15:26:13.540+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='malezja'/><title type='text'>KL Melakka KL</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SvgaE-rTu-I/AAAAAAAADKk/0FVyRZ6Mg2s/s1600-h/IMG_2185.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SvgaE-rTu-I/AAAAAAAADKk/0FVyRZ6Mg2s/s320/IMG_2185.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/KlMelaka#"&gt;PHOTOS FROM KL AND MELAKKA&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Znow w Kuala Lumput tym razem na zlocie studentow turystyki:) Z roznych powodow w tym samym czasie spotkalem sie z moimi studenckimi znajomymi w stoloci Malezji. Najpierw byla Marta, Slawek i Dawid z ktorymi siedzielismy w altance pod Petronas Towers probujac zrobic zdjecia symultnaniczne z 4 aparatow:) Potem przyjechala Magda i Justyna i osiedlismy sie w Chinatown wyprowadziwszy sie od mojej zwariowanej host (ktora btw. sprzedala mieszkanie i rusza wkrotce w szalona podroz)&lt;br /&gt;Wbrew pozora za wiele tu do zwiedzania nie ma. Mozna wejsc na most laczacy dwie petronas towery, co nam sie nie udalo bo trzeba rano wstac zeby bilety zarezerwoac;) mozna isc do jakiegos muzeum, ale zadnego spektakularnego, mozna isc do ogrodu orchidei ale to troche daleko, mozna jechac do Batu Caves. Tam pojechelm z Justa i nasza host zeby zobaczyc ogromne jaskinie a w srodku &amp;nbsp;indyjska swiatynie i biegajace malpy. troche zaniedbana i dziwnie to wyglada taka jaskinia z cementowym dnem i kolorowymi figurkami dookola, ale hindusi tlumie tu przybywaja sie modlic, wiec cos w tym musi byc:) Zjedlismy calkiem niezly hinduski przysmak, taki jakby baton o smaku kokosa, cos jak rafaello. Z niewiadomych tylko przyczyn jest caly w kolorze żażasty róż,&lt;br /&gt;Najlepsze i tak sa Petronas Tower wieczorem. Oswietlone wygladaja naprwde niesamowicie. tylko siedziec, patrzec i robic zdjecia dopoki ochrona Cie z parku nie wywali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Justa udalismy sie jeszcze na krotki wypad do Melakki. Miescie z dluga historia i najwieksza chyba mieszanka kulturowa na swiecie. Jest tu ulica gdzie doslownie obok siebie stoja chinska swiatynia, meczet, indyjska swiatynia i kosciol katolicki. i spaceruja sobie Ci roznowiercy obok siebie, az dziwne ze ktorys sie nie pomyli i wejdzie do obcej wiary (wiara po poznansku - ludzie, dwuznacznosc zamierzona;)&lt;br /&gt;Paradoksalnie najwieksza atrakcja Melakki jest chinatown i handlowa ulica gdzie sprzedaja chinski kicz wszelkiej masci. Na wzgorzy stoja ruiny kosciola ktory zmienial wlascicieli od holendrow przez portugalczykow az do anglikow. jest sporo muzeow. wybralismy sie do jednego polecanego przez naszego hosta. muzeum to nie bylo chyba aktulizowane od kilkudziesieciu lat, eskponaty troche zakurzone, no ale gdzie mozna jeszcze zobaczyc egzemplarze latawcy z calego swiata?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A propos hosta to trafilismy na ciekawego jegomoscia. Fascynat herbaty, ktory porwadzi kursy parzenia tego chinskiego trunku, dziala w jakims herbacianym stowarzyszeniu ,a caly jego sklepik to rozne garnki i garnuszki oraz dwie statuteki golfisty - na sprzedaz:) Troche pogaworzylismy przy 15 filizaneczkach herbaty i poszlismy zwiedzac Melakke. Yee Tee bo taka ma ksywe, daje swoim gosciom klucze i caly dom na uzytek ,sam z zona mieszka w swoim teashopie.&lt;br /&gt;Melakka ma zdecydownie wiecej wyrazu niz Kuala Lumpur. duzo tu pryatnych galeri sztuki, przytulnych kafejek i oswietlonych chinskimi lampami malych uliczek. gdyby nie uliczny konkurs karaoke, mozna by tu odpoczac;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecim juz z kolei przyjezdzie do KL rozstajemy sie z Justa spedzajac jeszcze noc w najgorszym chyba do tej pory hostelu gdzie mieszkancami byly szczury oraz ulubiency backpackerow - bedbugs. Magda pojechala juz na Samatre, Justyna leci do Kambodzy , wszyscy i tak spotkamy sie &amp;nbsp;w Australi:)&lt;br /&gt;A ja? myslem co zrobic ze soba przez najblizsze dni. Rozne zbiegi okolicznosci sprawily ze lece na Filipiny:) nie planowalem odwiedzenia tego kraju, ale zapowiada sie naprwde ciekawa przygoda. malo tam turystow, a atrakcji sporo: wulkany, jaskinie, rzeki, jungla, nieskazitelne czyste plaze, skaly, przyjazni ludzie a przy tym pyszne jedzenie i tanio, tanio, tanio.&lt;br /&gt;zatem kolejna relacja &amp;nbsp;z Filipin. dzikuje za maila rowniez tym nieznajomyml;)&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s. wiekszosc zdjec made by Justyna R.;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-8441852893303726759?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/8441852893303726759/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/11/kl-melakka-kl.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8441852893303726759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/8441852893303726759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/11/kl-melakka-kl.html' title='KL Melakka KL'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SvgaE-rTu-I/AAAAAAAADKk/0FVyRZ6Mg2s/s72-c/IMG_2185.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-2716077002077440132</id><published>2009-11-05T11:11:00.001+01:00</published><updated>2010-12-27T15:25:39.620+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nurkowanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='malezja'/><title type='text'>Underwater</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SvKdmf1zy1I/AAAAAAAADIc/hxU3BshXeK0/s1600-h/IMG_2156.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SvKdmf1zy1I/AAAAAAAADIc/hxU3BshXeK0/s320/IMG_2156.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Siedze na burcie łódki plecami do oceanu. Przechylam sie do tylu i laduje w oceanie. juz pierwsze sekundy sprawiaja, ze wydaje mi sie ze znalazlem sie w jakims innym swiecie... Wyspa Sipadan to własciwie czubek rafy koralowej ktora wyrasta 600 metrow ponad dnem oceanu. Cala rafa to poprostu sciana koralowcow spadajaca w czelusc ocenu na ktorej zyje niespotykana chyba nigdzie indziej roznorodnosc fauny i flory morskiej. To jest porpsotu niedoogarniecia. Zapiera dech , co w przypadku uzywania butli tlenowej jest wyjatkowo niebezpieczne;) Pierwsze nurkowanie odblismy w miejscu zwanym Baracuda Point. Prad morski powoduje ze jestesmy wrecz sila przenoszeni wzdluz rafy. dookola nas kraza rekiny, zlowie morskie, male &amp;nbsp;duze kolorowe ryby i rybki ktore nie mam pojeca jak sie nazywaja. dodatkowo ogromne ławice baraccud rostepujace sie na ksztalt tornada kiedy w nie wplywamy. to jest rafa ktora oglada sie w telewizji, ulubione zreszta miejsce do nurkowania slynnego Jacuqua Coustoum jednego z wynalazcow akwalungu. Nie da siewrecz nadarzyc a ogladaniem, a po maksymalnie godzinie musimy sie uz wynurzac. Chwila odpoczynku na plazy i kolejny divespot - &amp;nbsp;turtle path. na polacztku plyniemy na plytka rafe, miedzy koralmi lezy ogromny kamien. jakis taki dziwny ma ksztalt... okazuje sie ze to prawie 2metrowy zolw morski ucial sobie drzemke:)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;splywamy znow w czelusc, tym razem na 26 metrow. nie dalej niz kilkanascie metrow od nas przelatuje, bo trudno to nazwac plywaiem ogromna manta (płaszczka). znow rekiny, zlowie, trumpet fish, angel fish, red snapper, i tysiac innych. ostatnie nurkowanie to hanging gardens. tym razem sciana rafy jest przewieszona i koralowce wisza nad nasyzmiu glowani tworzac groty i tunele. juz pod koniec nurkowania na 5m patrze do gory. morze wyglada na lekko wzburzone kiedy na dole tak spokojnie. wynurzamy sie, a tu burza! leje , 2 metrowe fale. az chce zostac sie pod woda...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;naprwde jedno z piekniejszych doswiadczen jakie mialem okazje przezyc. okazuje sie ze dno oceanu moze byc rownie piekne jak wierzcholki gor.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;brakuje tylko zdjec z nurkowania ale niestety nie wszytko da sie zrobic. spedzmy jeszcze jeden dzien na malutkiej wyspie Mabul na ktorej wybudowana jest mala po czesci plywajaca wioska. teraz tylko polozyc sie pod palma i odpoczywac po trudach nurkowania:) spotkalem sie tez z dziewczynami z Polski Aga i Kasia, kotre spotkalem juz wcesniej w KK. tutaj ciezko sie minac.&amp;nbsp;zostalem jeszcze jeden dzien w Kota Kinabalu odwiedzajac kino i wloska restauracje. prawdziwa wloska pizza, pierwsza od 4 miesiecy. niebo w gebie po tych wszystkich frutti di mare;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;myslalem ze nie bede mial juz stresow podczas tej podrozy, niestety wczorajszy dzien nie nalezal do najbardziej relaksacyjnych. musialem dostac sie &amp;nbsp;z kota kinabalu do miri skad mialem lot do Kuala Lumpur, mijajac po drodze Brunei i jego stolice Bandar Sri Begawan. myslaem ze caly dzien wystarczy. niestety najpierw opoznil sie prom,potem czekam dlugo na nastepny, potem ledwo zdarzylem na ostatni autobus, zeby jeszcze bardziej w ostatnim momenice zdarzyc na juz zupelnie ostati autobus w strone granicy. a to bylo jeszcze kawal drogi. potem juz nie bylo autbusow , ani nawet taksowek zostalo mi 3h do lotu a bylem 100km od lotniska na nieoswietlonej drodze, gdzies w brunei kawalek od austostrady. na szczescie sa na siwecie milosierni samarytanie- &amp;nbsp;jeden z nielicznych tu chrzescijan zabral mnie i zawiozl na granice, a potem kolejny az na lotnisko, mimo ze zupelnie nie po drodze. a a lotnisku oczywiscie lot opozniony o 30 min:)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;jestem znowu w Kuala Lumpur, widzilem sie juz z Marta, Slawkiem &amp;nbsp;i Dawidem z ktorymi znow niedlugo spotkam sie w Brisbane. teraz czekam na dwie sierotki Magde i Justyne i odwracamy Kuala Lumpur do gory nogami:)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na Borneo muse kiedys wrocic, w koncu tam sa moje korzenie. na tej dzikiej wyspie ludzie sa bardziej goscinni i otwarci niz gdziekolwiek do tej pory.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;nie mam obecnie zadnego sensownego planu oprocz kupna biletu do australi. zobaczymy co sie wydarzy:)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;pozdrawiam z glowa do gory podniesiona &amp;nbsp;w celu wypatrzenia wierzcholka Petronas Tower;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/500115617238190932-2716077002077440132?l=magisterkowalski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/feeds/2716077002077440132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/11/underwater.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2716077002077440132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/500115617238190932/posts/default/2716077002077440132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://magisterkowalski.blogspot.com/2009/11/underwater.html' title='Underwater'/><author><name>Tomek Kowalski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04006467039812174828</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SVNoN71VyGI/AAAAAAAAAZ4/M6ng5H0lfHM/S220/DSC_6792.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SvKdmf1zy1I/AAAAAAAADIc/hxU3BshXeK0/s72-c/IMG_2156.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-500115617238190932.post-2133727230149475608</id><published>2009-10-30T12:48:00.001+01:00</published><updated>2010-12-27T15:24:30.122+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bieganie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zawody'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='malezja'/><title type='text'>W poszukiwaniu przodków...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SurLfBtcFMI/AAAAAAAADHI/_5o4-yXDgO4/s1600-h/IMG_2106.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_V_x4fBZmdbs/SurLfBtcFMI/AAAAAAAADHI/_5o4-yXDgO4/s320/IMG_2106.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/kowalski85/Borneo#"&gt;PHOTO FROM BORNEO&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="border-collapse: collapse; font-family: arial, sans-serif; font-size: 13px;"&gt;Jak zapisaywalem sie jeszcze na zawody byla straszna mgla, nic nie bylo widac. raz sie ods
