28 grudnia 2010

Podzamcze wspin

Ta niesamowita sciana to Wielka Cima w Podzamczu. Na niej znajduje sie najtrudniejsza droga wspinaczkowa w Polsce, Made in Poland zrobiona oczywiscie przez Lukasza Dudka. Ja jedyne co moge to zadrzec glowe do gory i w zdumieniu otworzyc usta. Takie to plaskie, przewieszone i fantastyczne.
Podzamcze jest jakies 40min jazdy samochodem z mojego domu i nie przesadze jak napisze ze spedzilem na Jurze wiekszosc weekendow mojego dziecinnstwa, a tutejsze skaly i okolice Zamku znam wyjatkowo dobrze. Pamietam jak w wieku lat 6 wkradalem sie z tata, bratem i wujkiem na zamek o 12 w nocy zeby zobaczyc duchy. Dla mnie, jako dziecka, bylo to tak traumatyczne przezycie ze ponoc nie moglem spac przez nastepny tydzien. I naprawde widzialem ducha!
Tym razem wybralem sie z Jagna, znana czytelikom z azjatyckiej podrozy, na wycieczke z zmiarem sprawdzenia czy w tym roku mozna sie jeszcze wspinac. No i nie dosc ze sie dalo, to warunki byly swietne i do tego bylo calkiem cieplo. Tylko da woda w chwytach. Zrobilismy 4 drogi na skale zwanej Niedzwiedz a potem odkrywalismy tajemnice Podzamcza wspominajac czasy jak jeszcze bylismy harcerzami i plasalismy pod skalkami. To byly czasy...
zapraszam do obejrzenia kilku zdjec. Uwazam ze Jura to jeszcze malo znany, a zdecydowanie jeden z piekniejszych, regionow Polski.
Jutro jade na sylwestra w okolice Zakopanego.Mam nadzieje ze oprocz szampanskiej zabawy, wyskocze w gory na jakas mala przygode.
Szesliwego Nowego Roku dla czytelnikow! Pamietajcie o postanowieniach noworocznych!

27 grudnia 2010

Nocna Masakra


Srodek nocy. ciezko stwierdzic jak niska jest temperatura, ale sadzac po skrzypiacym sniegu i parze ust ktora zamarza w kilka sekund to pewnie ponizej -15.na nogach letnie adidaski i bieginiemy w puchu przez srodek pola uprawnego. dookola mgla i mam wrazenie ze za chwile wyjdzie z niej muminkowa Buka. Na sama mysl przechodza mnie dreszcze. Lepiej przyspieszyc. To juz ok 30kilometr biegu na orientacje zwanego wymownie Nocna Masakra. 
Po powrocie zza oceanu i 3 dniach spedzonych w domu pojechalem do Poznania. Z jednej strony chcialem sie oczywiscie spotkac z przyjaciolmi z drugiejm, wystartowac wlasnie w Nocnej Masakrze. Tak na zakonczenie sezonu, zobaczyc jak wypadne na tle polskich napieraczy. W Poznaniu wiadomo czas nie sprzyjal treningom, bardziej imprezowaniu  wiec postanowilem ze zamiast walki na 100km, bardziej honornym dystansie, wystartuje na 50 kilometrow. tak sie zlozylo ze na start wybiera sie rowniez Grzesiek Luczko, znajomy blogger i niezly biegacz a ostatnio wlasciciel sklepu internetowego dla biegaczy Natural Born Runners. Razem z nim kolega Bela ktorego mozna podziwiac na okladze ostatniego numeru magazynu Bieganie;) W takim wlasnie doborowym towarzystwie pojechalismy sie "zmasakrowac"
Biegi na orientacje sa w Polsce bardzo popularne. Tych na 100km jest ok 14 w ciagu roku z najslyniejszym Harpaganem w ktorym startuje corocznie kilaset osob. Zwykle limit ukonczenia wynosi 24h,ale najlepsi dystans pokonuja w 10-14h w zaleznosci od warunkow.  Kiedys startowalem w harpaganie i mimo tego nie trenowalem wtedy biegania, ukonczylem go na siodmym miejscu z czasem ok 17h. Zwykle nadrabialem slaba lyde, dobra orientacja w terenie. Teraz na szczescie wzmocnilem nieco lyde;)
Nocna Masakra jest jednym z najtrudniejszych tego typu biegow na orientacje. odbywa sie w nocy i czesto warunki sa bardzo trudne do tego odbywa sie w formie scorelaufu czyli punkty kontrolne ktore trzeba odwiedzic zalicza sie wedlug wybranej przez siebie kolejnosci. Oznacza to ze optymalny wariant pokonania trasy ma decydujace znaczenie czy zawody sie wygra czy wogle ukonczy. No i wiadomo ze najlepiej jest przebiec ile sie da:)
Zdecydowalismy ze pobiegniemy w trojke. grzesiek ma najwieksze doswiaczenie w rajdach, ja to troche biegam i sie w miare orientuje a Bela jest niezlym maratonczykiem, takze w jednosci sila. 
Nie ma co opowiadac przebiegu calego rajdu kilka tylko uwag dla startujacych. aha, bo zapomnialem dodac ze wygralismy, dlatego pozwole sobie napisac "uwagi dla praganacych poscigac sie w Nocnej Masakrze na 50km"
-  najwieksza roznica miedzy trasa na 100km jest taka ze mamy ulatwione zadanie. wlasciwie cala trasa jest przetarta i w zdecydowanej wiekoszsci, wiecej sladow oznacza lepszy wariant. jednak nie zawsze. najlepsi zawodnicy na 100km/50km czesto ida na azymut i mozna to wykorzytac. tam gdzie uwazasz ze mozna trase skrocic idac na azymut, prawdopodobnie ktos o tym pomyslal wczesniej ,wiec sa slady. jezeli nie, lepiej isc na okolo. 
- jezeli jestes dobrym biegaczem to lepiej wybrac okrezna trase po wiekszej, dobrze przetartej drodze niz brodzic w 30cm sniegu.
- buklak zamaraza, a brak plynow oznacza mniej sily/ odwodnienie/ wolniejsze tempo itd. najlepiej wybrac maly plecak ktory nosi sie pod spodem wierzniechniej kurtki/softshella. ustnik buklaka zamarza najszybciej, trzeba go rowniez trzymac wewnatrz kurtki. Nie ma nic gorszego niz dziwagac 1.5l bezuzytecznego, zamaraznietego izitonika
- waga. mniej rzeczy, oznacza szybsze tempo. ja mialem 2l buklak, kurtke wiatrowa, zapasowe rekawiczki, 2 batony i 3 zele eneergetyczne. Chlopaki mieli duzo ciezsze plecaki, ale nic wiecej wlasciwie nie uzywali(dzieki Grzesiek za dzwiganie moich getrow;). jezeli sie ruszasz to niezamarzniesz. light&fast:)
- nie zatrzymywac sie. najwiecej czasu traci sie na punktach kontrolnych, bo a to sie trzeba napis, a to zjesc, zawiazac buta i schodzi pol godziny. wszystko trzeba robic w marszu, grunt to napierac do przodu.
- nalezy walczyc do konca, bo nigdy nie wiadomo na ktorej sie jest pozycji. My na przedostatim punkcie zroientowalismy sie ze jednak mozemy nie wygrac:) wiec przyspieszylismy
W sumie zajelo nam to 8h27min. Bieglismy jakies 70-80% dystnansu, czasem tempem maratonskim jakie zarzucil Bela, ale na szczescie krotko bo bym nie wytrzymal;) Mozna bylo szybciej, ale dzieki temu ze sie bardzo nie napinalismy na drugi dzien czulem sie juz zupelnie ok. Tylko ten odcisk...

Jezeli ktos ma pytania odnosnie takich biegow to w komentarzach.
Nie powiem zeby wygrana nie poprawila troche mojej nadszarpnietej ambicji;) dobre zakonczenie sezonu.
Nad sensem biegania w takich zawodach, gdzie placi sie 40zl, biega sie w srodku zimowej nocy i nic nie wygrywa (oprocz malutniego pucharka) lepiej nie rozmyslac. bo chyba go nie ma:)
p.s. Zdjecia zrobione przez Szymona Szudlarka

Tadam!


Oficjalnie otwieram nowego bloga. adres sie nie zmienia natomiast zawartosc nieznacznie. Z racji tego ze w nie jestem juz w podrozy i w najblizszym czasie sie nie wybieram to blog bedzie traktowal o przygodach w Polsce. Uprzedzam ze bedzie duzo biegania, wspinania, gór, wszelkiego rodzaju sportu i szeroko pojetej ekstremy. Wiecej informacji praktycznych mniej suchych faktow. Stalych czytaczy bloga mam nadzieje ze temat nie zniecheci a nowych przyciagnie. Wbrew pozora dzieje sie sporo. Chcialbym pisac raz w tygodniu, w praktyce zobaczymy co z tego wyjdzie.Pozrdrawiam z zimowej Dabrowy G.

22 grudnia 2010

Home sweet home


Wrocilem. minelo juz kilka dni i wlasciwie czuje sie jakby cala ta podroz byla jakims nierealnym snem. Kilka rzeczy sie pozmienialo. Niektore ulice sa juz tylko jedno zamiast dwu kierunkowe, sa nowe swiatla na skrzyzowaniu, ten budenek jest kolorowy, a tamten zburzyli. Wiekszosc jednak jest taka sama. Sprzedawczyni na kasie w supermarkecie nie pyta mnie jak sie czuje, ba nawet na mnie nie spojrzala! PKP nadal ma opoznienia, a autobusem mozna jedzic bez biletu. No i przyjaciele tez sie nie zmienili. Moze usmiechneli sie troche szerzej po tej poltora rocznej przerwie ale w gruncie rzeczy nic sie nie zmienilo. I to jest wlasnie piekne. Spotykam ludzi ktorych nie widzialem tyle czasu a rozmawiam z nimi jakbysmy widzieli sie wczoraj. Dzieki wam za to:)
W moim zoltym domku na gorce mam swoj maly niebieski pokoj. Na scianie wisza stare zdjecia, tabliczki z pierwszej podrozy autostopem, na polce kilka pamiatek z poprzednich podrozy. doloze do nich kamien z Denali, ktory wyglada jak kazdy inny. sa tez paleczki do ryzu z myanmaru i medal za ukonczenie ultramartonu. Tak patrze na to wszystko i przypomiaja mi sie wszystkie zwiazane z nimi przygody. To byla podroz ktora napewno odmienila moje spojrzenie na wiele rzeczy, moje podejscie do zycia, moje byc albo nie byc. Jestem kims innym niz 18 miesiecy temu. zaraz ktos mi napisze ze jak zwykle jestem patetyczny (wiadomo kto;) ale tym razem to szczera prawda. podroze zmieniaja ludzi i kto nie przekona sie o tym na wlasnym zyciu ten tego nigdy nie zrozumie.

no to tradycyjnie: po 18 miesiacach , 4 kontynentach, 12 panstwach, 30 lotach samolotem przebylem swiat dookola. musicie przyznac ze odwalilem kawal naprawde dobrej, nikomu nie potrzebnej roboty:)))

to be continued...

12 grudnia 2010

85kg bagazu

3 placaki i torba. co jeden to wiekszy. Kolejnym łutem szczescia pan na check-inie  bierze moje 3 plecaki zamiast legalnych 2. Niestety zabrali mi moja maszynke do gotowania i musze prosic moja host zeby przeslala mi ja do Polski.  Na dworze leje jak z cebra. Do lotu zostala mi godzina. Jakos nie dochodzi do mnie ze wracam juz do domu...

W Seattle bylo dosyc leniwie. Miasto ktore kojarzy sie wszystkim glownie z muzyka grundge i siedziba Microsoftu ma troche wiecej do zaoferownia. O dziwo nie mozna znalezc tutaj za duzo miejsc powiazanych z Nirvana czy Peral Jam. W domu w ktorym zginal Kurt Cobain mieszkaja azjaci. W Seattle urodzil sie tez Jimi Hendrix, ale i w tym przypadku jego muzeum tu nie znajdziemy. Jego dom niedawno zreszta wyburzyli.
Moj tajny plan o wejsciu na Mount Rainer sie nie powiodl glownie z powodu fatalnej pogody. Udalo mi sie za to wyjsc na sciane wspinaczkowa z moja host. Pierwsze 15 minut szlo mi calkiem niezle, a potem sie tak zbulowalem ze do tej pory czuje miesnie przedramion. Trzeba chyba troche przypakowac na poznanskim azsie.  Zbiegiem okolicznosci okazalo sie ze niedaleko Seattle mieszka niejaka Gosia Ciepla, ktora skonczyla ten turystyke na UAMie. Mamy od dawna wspolnych znajomych, ale nigdy sie osobiscie nie poznanlismu, dopiero tutaj. Co ciekawe Gosia zdobyla Denali jakis tydzien po nas. Swiat jest maly. Bylismy w kinie na "127 godzin". Niesamowity film opowiadajacy prawdziwa histori pewnego goscia ktory zostaje uwieziony w canyonie w Utah. Bardzo dramatyczny i robiacy ogromne wrazenie. Ciezko uwierzyc ze to sie stalo naprwde. Polacam!

Nie jestem chyba gotowy jeszcze podsumowywac tej wyprawy. minelo az poltora roku a mam wrazenie jakbym jeszcze calkiem niedawno chodzil po ruinach Angor Wat. Mialem podrozowac samotnie, a praktycznie caly czas ktos mi towarzyszyl. Kolejna wyprawa zycia. Mam nadzieje ze nie ostatnia
Do zobaczenia w Polsce!