ech. nie dociera do mnie ze wlazlem na ten szczyt. tylko bol stop cos mi mowi ze jeszcze wczoraj bylem powyzej 4tys m. na dole link do fotorelacji. tylko kilka slow dodatkowo:) Atakowalem solo, a spotkalem na swojej drodze Leszka, dzieki czemu stworzylismy grupe solistow:) niby dzialalismy osobo,ale jednak atakowalismy wspolnie. dzieki temu mentalnie bylo duzo latwiej. nie powinienem sie chwalic, ale czuje ze byla to wyprawa zaplanowana w 90% perfekcyjnie:) zadnych nie przewidzianych zwrotow akcji, zawsze mialem plan B, jedzenia na zapas, kazda czesc sprzetu wykorzystana nic naprogramowego. no moze jedna para bielizny. zamiast 3 uzywalem 2:) nawet nie wyobrazacie sobie ze mozna miec marzenie o prysznicu. umycie sie po 14 dniach jest czyms nie doopisania. a zjedzenie Lomito po dwoch tygodnoach liofilizatow to poprostu niebo na ziemi. taki proste rzeczy jak bierzaca woda czy lozko ciesza 100 ray bardziej.
odpoczywam tu ze 2 -3 dni i ruszam na Ojos Del Salado. Nie znam jeszcze szczegolow musze to zaplanowac. Pozdrawiam wszystkich i naprwde jeszcze raz dziekuje za wsparcie i cieple mysl. to do mnie docieralo i dodawlo energi:)
30 stycznia 2009
Na piku Aconcagua!!!
Udalo Sie!!! 28 stycznia stanalem na szczycie Aconcagua. Nie bedzie dramaturgi, koloryzowania. Po prostu stalo sie nieuniknione:) Za duzo przygotowan, marzen, treningow zeby mialo sie nie udac. Pogoda byla piekna, niby zimno i wiatr ale widoki zapirajace dech w piersiach. To bylo zaledwie wczoraj, a ja juz jestem w Mendozie, po katujacym stopy powrocie ze szczytu. Ekspresowo,bo marzenie o Lomo, coca-coli i prysznicu bylo juz bardzo namacalne.
Dziekuje wszystkim za ogromne wsparcie, ktore odczuwalem na kazdym metrze podejscia. Bez Was pewnie by sie nie udalo:)
21 stycznia 2009
Prosto Base Campu:)
to jestem w Plaza Argentina. dzis jest moj rest day. czuje sie dobrze, doktor powiedzial ze mam niezle notowania. pobolewa mnie glowa, ale apetyt mi dopisuje. poznalem sie z dwojka baskow i idziemy tym samym planem wiec nie jestem zupenie sam. jeden z nich byl juz na makalu wiec doswiadczony jest:) jest tez japonczyk ktory idzie solo tak jak ja i grupy komercyjne amerykanow. pogoda niezla, rano zawsze slonce, potem sie psuje , w nocy padalo. jutro zanosze depozyt do obozu 1. wszystko na razie zgodnie z planem:) dojscie do base campu nie bylo straszne, plecak na cytadeli wazyl duzo wiecej:) slonce strasznie przygrzewalo. dziwicie sie ze mam tu neta pewnbie:) bagatela 10 dolarow za 15 min wiec zaraz koncze. nastepny kontakt pewnie z drugiej strony z plaza de mulas. trzymajcie ciagle kciuki bo teraz dopiero zaczyna sie walka. sciskam wszystkich mocno i pozdrawiam. mam nadzieje ze SPOT dziala, bo nie mam szansy sprawdzic. do zobaczenia!
p.s. na wyprawy.onet.pl jest tez moja wyprawa!
17 stycznia 2009
Gdzie jestem jak mnie nie ma
To jest link do mapy na ktorej wyswietlac sie bedzie moja aktualna loklizacja. Uczulam na fakt, ze moze sie okazac, ze tam w gorach nie zlape sygnalu satelitarnego i nie pokaze sie zadna lokalizacja lub odwrotnie bedzie codziennie az do szczytu i z powrotem. wedlug producenta urzadzenie nie dziala powyzej 6300m. przy zlej pogodzie prawdopodobnie tez nie bede mogl wyslac sygalu. w zwiazku tym zalecam nie martwic sie kiedy przestana sie pojawiac lokalizacje:) trzymajcie mocno kciuki:)
Asado na poprawe humoru
z bagazem klopotow ciag dalszy.najpierw nie wiadomo bylo czy dolecial do Santiago (sic!) potem ze mial byc tego samego dnia, ostatecznie dzis tj.17.01 po 4 dniach ma dotrzec do mnie. zrobilem ostateczne zakupy jedzeniowe, kupilem paliwo i nawet baterie zapasowa do Suunto. dodatkowo sprawilem sobie ubrania i srodki czystosci. lepiej pozno niz wcale:) wieczorem inna host w hospitality zaprosila mnie na Asado do swjego domu. Asado to argentynska wersja barbaque lub grillowania tyle ze 1000 razy lepsza. kazda czesc, swiezo wypasanej krowy piecze sie nad zarem z ogniska. byla cala jej rodzina i przyjaciele. na deser pelno owocow i chyba domowej roboty lody. takiej uczty mi bylo trzeba. mysle ze smak takich stekow na dlugo pozostanie na moim jezyku:)
teraz jest juz dzisiaj, czekam na bagaz, przepakowuje sie i jade do Penitentes. tam juz nie bedzie neta, moze jeszcze da sie wyslac smsa. moja gorska przygode czasc zaczac:) trzymacjie kciuki i do uslyszenia za jakies 2 tygodnie! pozdrawiam
zdj1.jedna z glownych ulic w mendozie
zdj2. asado:)
zdj3.uczestnicy asado
zdj4.koles wiezie kaczke na rowerze
Subskrybuj:
Posty (Atom)